08/02/2026
Udostepniam mocny wpis Patryk Stolarek
Dzieki Patryk za podzielenie sie.
Cztery razy wyciągałem do Ciebie rękę, choć kiedyś powiedziałem Ci, że „wolałbym nigdy nie poznać swojego ojca, niż mieć takiego jak ty”.
Nasza relacja zawsze była napięta i pełna walki o przestrzeń i oddech. To od niego nauczyłem się nie odpuszczać w kłótni, stawiać na swoim i manipulować – potrzebowałem tego, żeby z nim „wygrać”, choć ta wygrana miała smak porażki.
Z perspektywy młodego chłopaka wyglądało to jak terror, ale nie jestem już nastolatkiem. Jestem dorosłym mężczyzną, który potrafi zobaczyć nie tylko własną krzywdę, lecz także tę, przez którą przeszedł ojciec, by stać się tym, kim się stał. Kiedy o tym myślę, ogarnia mnie ogromny smutek, głęboki i przeszywający, jakby bił od środka razem z ciśnieniem w mojej głowie.
Dziś potrafię sobie wyobrazić, jak trudno było mu do mnie dotrzeć poprzez stare schematy. Jak ciężko musiał przeżyć moje odsunięcie i słowa o nienawiści.
Z drugiej strony, jak mogłem się nie odsunąć?
Skoro jedyne, co czułem, to poniżenie, umniejszenie, ucisk i brak przestrzeni na bycie sobą.
Postawiliśmy między sobą mur - tak silny jak nasze charaktery, tak twardy jak moja potrzeba parcia naprzód, popadania w manię udowadniania własnej wartości i odreagowywania niebezpiecznymi zachowaniami. I tak długi jak jego wycieczki w alkoholowy rynsztok – nie do przeskoczenia ani obejścia.
Moja ucieczka się skończyła.
Przestałem udowadniać, przestałem pędzić.
Złożyło się na to wiele czynników, ale najważniejsze, że to zrobiłem. Zmieniłem kierunek i rozbiłem naszą męską, pokoleniową traumę o własne serce.
Nie jestem święty.
Tym bardziej nie jestem bohaterem.
To, że zerwałem ze starym schematem, ucząc się i rozwijając, nie czyni mnie lepszy, choć bardzo chciałbym, żeby i on zrobił to w swoim czasie. Może dziś byśmy rozmawiali.
Wspomniałem o smutku.
Wynika on z tego, że na swojej drodze zaopiekowałem się bólem chłopca, który wciąż żyje we mnie. Patrzę dziś na swojego syna i widzę siebie. A wtedy dopada mnie myśl, że patrzę też na mojego ojca – chłopca porzuconego, samotnego, pełnego smutku, którym nikt się nie zaopiekował, którego on zagłuszał alkoholem i przemocą wobec mnie.
Bardzo trudno mi wyobrazić sobie tego ciekawego świata, błyskotliwego i uśmiechniętego dzieciaka, jakim jest mój syn, wepchniętego w samotność i odrzucenie tak jak ja, czy mój ojciec.
Nie winię go.
Nie mam żalu.
Mam dużo współczucia dla jego ran, ale to nie ja je uleczę.
Chciałbym poznać jego historię, jednak tak bardzo się poróżniliśmy, że pewnie nie zbudujemy już żadnej relacji. Moje próby spełzły na niczym – i o to także nie mam pretensji.
Nie boli mnie to, choć wiem, że to raczej on powinienen próbować. To był wybór podyktowany dobrem mojej psychiki i dobrem mojej rodziny.
Niektóre zniszczone domy trzeba po prostu zostawić za sobą albo rozebrać do ziemi, bo angażowanie się w ich odbudowę wymagałoby poświęcenia części naszego obecnego domu.
Piszę do tych, którzy nie wiedzą, czy bardziej czują gniew, czy tęsknotę.
Do tych, co obiecali sobie, że nie będą "jak on" i do tych w których wewnętrzny chłopiec wciąż czuję się zraniony, odrzucony i wkurwiony.
Zostawię was z dwoma pytaniami:
Czy żal, który czujesz, może stać się paliwem dającym siłę, by podnieść słuchawkę i zadzwonić do syna lub ojca?
Czy próbowałeś kiedyś spojrzeć na siebie oczami swojego ojca, będąc dziś w jego ówczesnym wieku?
Czołem.