09/08/2026
Po jednym z moich warsztatów dostałam wiadomość.
W czasie warsztatu rozmawialiśmy między innymi o zmianie przyzwyczajeń.
Powiedziałam wtedy, że kiedy zaczynamy robić coś inaczej niż przez ostatnie miesiące czy lata, na początku zwykle trzeba się po prostu trochę zmusić…
Nie ma innej drogi.
Nie możemy każdego dnia czekać, aż nam się zachce.
Ustawienia systemowe tutaj nie pomogą 🙂
Jeśli podjęłam decyzję, że chcę coś zmienić, to przez jakiś czas muszę tę decyzję świadomie podejmować jeszcze raz....
I jeszcze raz.
I jeszcze...
Aż to, co nowe, przestanie być takie nowe.
Po warsztacie dostałam wiadomość mniej więcej taką:
„Z jednej strony mówisz o dyscyplinie i o tym, że czasem trzeba się zmusić do działania.
Ale przecież zmuszanie się to trochę walka…
A jeśli muszę walczyć z życiem, to może znaczy, że jestem w złym miejscu?
Tylko że z drugiej strony mam STRASZNY opór przed działaniem…
Więc jak to właściwie jest?”
No właśnie.
Gdzie kończy się opór przed zmianą, a zaczyna walka ze sobą?
Sama przez lata uczyłam się tej różnicy.
Bo niejeden raz naprawdę musiałam się zmusić.
Nie chciało mi się. Miałam milion powodów, żeby odpuścić. A jednak robiłam to, co sobie wcześniej obiecałam.
Pozwoliło mi to zaufać sobie, ale też nauczyło czegoś równie ważnego:
Nie każde „nie chcę” jest tym samym „nie chcę”.
Nie każdy opór jest taki sam.
Czasami mówi stare przyzwyczajenie.
Czasami strach przed nowym.
Czasami zwyczajnie wygoda 😁
I wtedy wiem już, że nie muszę tego „nie chce mi się” słuchać. Mogę je zauważyć… i mimo wszystko zrobić kolejny krok.
A czasami moje ciało naprawdę mówi: „dosyć”.
I to jest zupełnie inne NIE.
Takiego „nie” nauczyłam się nie zagłuszać.
Bo dotrzymywanie sobie słowa nie oznacza przecież zdradzania siebie po drodze.
Chyba właśnie to jest najtrudniejsze…
nauczyć się siebie na tyle dobrze, żeby wiedzieć, które „nie chce mi się” potrzebuje od nas kolejnego kroku, a które potrzebuje zatrzymania.
Więc, nawiązując do wiadomości, jak to właściwie jest?
Kiedy zmieniam swoje przyzwyczajenie „zmuszam się”, ale to nie jest „walka”.
To jest konsekwencja.
To jest dotrzymywanie sobie słowa.
To jest niezdradzanie siebie.
Powiedziałam sobie, że coś zrobię.
Wiem, dlaczego chcę to zrobić.
Więc robię kolejny krok, nawet jeśli dzisiaj nie mam na niego wielkiej ochoty.
I właśnie w taki sposób przez lata budowałam zaufanie do siebie.
Ale żeby konsekwencja nie zamieniła się w kolejną walkę ze sobą, muszę też umieć rozpoznać moment, kiedy moje ciało naprawdę mówi: „dosyć”.
Wtedy się zatrzymuję.
Nie zdradzam siebie również w drugą stronę.
Odpoczywam.
Zbieram siły.
A potem idę dalej.
Od tej krótkiej wiadomości zaczęła się tak naprawdę przygoda. To, o czym wspominam Wam już od kilku dni…
Tworzę coś nowego dla Was.
Idzie nowe.
Mimo tego, że też mam opór...
Czasami naprawdę duży.
I czasami też długo zajmuje mi zebranie się i ruszenie.
Tylko nauczyłam się jednego:
działać pomimo oporu.
Odważam się więc.
I dzisiaj to wszystko ma już dużo więcej kształtu 😊
🌸 A jeśli czujesz, że chcesz zrobić swój krok już teraz, najbliższy warsztat ustawień systemowych „Nowa perspektywa” już 29 sierpnia w Edynburgu.
O relacjach.
O finansach.
O obfitości.
Zapisz się już dziś 🌸❤️