AmberWell Therapy

AmberWell Therapy Contact information, map and directions, contact form, opening hours, services, ratings, photos, videos and announcements from AmberWell Therapy, Therapist, 2 Lonsdale Court, Southend-on-Sea.

Counselling (Wsparcie Psychologiczne) i Hipnoterapia
Wzmocnij swoją wewnętrzną siłę
Współuzależnienie, Strata, Żałoba, Wyzwania związane z życiem za granicą, Hipnoterapia, Life Coaching,Sound Baths (Kąpiele Dźwiękowe).

Są kobiety, które potrafią odczytać nastrój powracającego partnera po samym sposobie, w jaki zamyka drzwi – wiedzą już w...
01/09/2026

Są kobiety, które potrafią odczytać nastrój powracającego partnera po samym sposobie, w jaki zamyka drzwi – wiedzą już wtedy, czy dziś warto odezwać się pierwszą, czy lepiej zachować ciszę, które po zaledwie kilku sekundach rozmowy wyłapią w głosie napięcie, jakiego inni w ogóle nie dostrzegliby, a po ciężarze kroków na schodach domyślą się, czy wieczór przeminie w spokoju, czy trzeba będzie stąpać po palcach, by niczego nie zakłócić. Są kobiety, które rozpoznają zapach alkoholu w powietrzu, zanim ktokolwiek wypowie słowo, które nauczyły się spać powierzchownie, gdyż głęboki sen mógłby oznaczać, że przegapią coś ważnego, a które nawet podczas oglądania filmu kątem oka wciąż śledzą telefon, drzwi czy twarz człowieka siedzącego tuż obok – nie z potrzeby kontroli, ale dlatego, że życie nauczyło ich, że ta stała czujność była jedyną tarczą przed kolejnym bólem. Być może jesteś jedną z nich, być może przez długie lata nazywałaś to swą intuicją, troską, poczuciem odpowiedzialności lub po prostu znajomością tego, jak żyje się u Twojego boku, nie dostrzegając jednocześnie, że Twoje ciało właściwie nigdy nie otrzymało znaku, by wreszcie mogło odpocząć; nawet gdy w domu panuje głęboka cisza, gdzieś w głębi duszy wciąż trwasz w gotowości, bo doświadczenie powiedziało Ci już dawno, że cisza ta może być tylko krótką przerwą przed kolejną burzą, więc wciąż wyczuwasz nastroje, przewidujesz reakcje, dobierasz słowa z największą starannością, omijasz tematy, które mogłyby wzniecić niepokój, łagodzisz narastające napięcie i sprzątasz po czyichś gwałtownych zachowaniach, zastanawiając się jednocześnie, co jeszcze mogłabyś uczynić, by tym razem wszystko potoczyło się inaczej.

Właśnie tutaj ukrywa się jeden z najbardziej bolesnych paradoksów współuzależnienia: możesz stać się niezwykle uważna na potrzeby i uczucia drugiego człowieka, stając się jednocześnie coraz mniej uważna na samą siebie – wiesz doskonale, czy jest zły, czy smutny, czy zaczyna sięgać po alkohol, wiesz, kiedy trzeba odpuścić, kiedy pocieszyć, a kiedy po prostu milczeć, ale trudno Ci już przypomnieć, kiedy ostatnio zatrzymałaś się na chwilę i zapytałaś samą siebie, co tak naprawdę dzieje się w Twoim wnętrzu. Wrzesień przynosi ze sobą tę szczególną okazję, by wreszcie zadać to pytanie – nie dlatego, że ma jakąś magiczną moc, która zmieni wszystko, bo przecież nie odmieni człowieka, który sam nie pragnie zmiany, nie cofnie słów wypowiedzianych w gniewie i nie naprawi od razu tego, co przez długie lata było niszczone, ale ma tę niezwykłą właściwość, że gdy lato powoli wygasa, a świat wokół zdaje się zwalniać, łatwiej jest dostrzec własne zmęczenie, gdyż poranki stają się chłodniejsze, liście tracą intensywną zieleń, a ciemność zapada wcześniej, otulając wszystko wokół i pozostawiając przestrzeń, której w gorących, pełnych zgiełku miesiącach letnich często po prostu nie było – przestrzeń, w której możesz wreszcie spotkać samą siebie, nie tę kobietę, która wszystko zniesie i wszystko zrozumie, która zawsze znajdzie usprawiedliwienie dla czyjegoś zachowania i powie, że on po prostu przechodzi trudny czas, nawet gdy sama od miesięcy żyje w trudzie i niepewności, ale po prostu siebie – tę, którą przez długi czas schowałaś za troską o innych.

W tym powrocie do własnego wnętrza może pomóc uważność, której istota nie leży w osiągnięciu jakiegoś idealnego, niezmiennego spokoju, ale w dostrzeżeniu tego, co naprawdę dzieje się w Tobie, zanim automatycznie pobiegniesz zajmować się kimś innym; może to być zaledwie krótki, niemal niezauważalny moment, gdy stoisz w kuchni i słyszysz dźwięk otwieranych drzwi, a Twoje ciało natychmiast się napina, ale zamiast od razu analizować czyjś nastrój, zatrzymujesz się i zauważasz, że ramiona masz podniesione, brzuch spięty, oddech płytki, a dłonie zimne – i niczego nie musisz z tym robić, nie musisz się na siłę uspokajać, nie musisz sobie tłumaczyć, że przecież nic złego jeszcze się nie stało, możesz po prostu powiedzieć sobie cicho: moje ciało właśnie się przestraszyło, widzę to – i to właśnie jest uważność, to właśnie ten pierwszy, mały krok powrotu do samej siebie. Możesz też spróbować prostego ćwiczenia, które nazywam Sygnałem Powrotu: wybierz jeden zwyczajny przedmiot, który widujesz każdego dnia – może to być klamka u drzwi, ulubiony kubek, lampa lub roślina stojąca na parapecie – i potraktuj go jako znak, który ma Ci przypomnieć, by na chwilę skierować swą uwagę ku sobie; za każdym razem, gdy go zobaczysz, nie musisz nic zmieniać ani stosować żadnych technik, wystarczy zatrzymać się na kilka chwil i dokończyć w myślach trzy proste zdania: w tej chwili czuję, w tej chwili potrzebuję, w tej chwili wybieram – i być może zaskoczysz się, jak często odpowiedzi te będą inne, niż się spodziewałaś, gdyż gdy przestajesz automatycznie reagować na świat wokół, zaczynasz słyszeć własne pragnienia i potrzeby, które przez długi czas były zagłuszane przez stałą gotowość do czuwania.

Gdy noc zapadnie i dom wreszcie ucichnie, możesz spróbować jeszcze jednego ćwiczenia: weź kartkę papieru i zamiast zapisywać wydarzenia minionego dnia, narysuj prostą linię, która przypominać będzie drogę, jaką przeszłaś, a następnie zaznacz na niej trzy małe punkty – trzy chwile, w których postąpiłaś zgodnie z samą sobą, nawet jeśli wydają Ci się zupełnie nieistotne; być może nie odpisałaś natychmiast na wiadomość, pozwoliłaś sobie na chwilę odpoczynku, nie tłumaczyłaś czyjegoś złego zachowania przed bliskimi, wyszłaś na spacer choć nikt nie chciał iść z Tobą, lub po prostu powiedziałaś nie wiem, zamiast natychmiast szukać rozwiązania, by zadowolić innych – nie oceniaj tych chwil, nie zastanawiaj się, czy były wystarczająco ważne, po prostu je zauważ i zapamiętaj, gdyż mają Ci one przypomnieć coś, o czym kobiety żyjące w cieniu cudzych nastrojów często zapominają: powrót do siebie nie zawsze zaczyna się od wielkich, doniosłych decyzji, czasem zaczyna się od najmniejszych wyborów – od tego, że zapytasz samą siebie, na co tak naprawdę masz ochotę, od tego, że nie podnosisz słuchawki natychmiast, gdy ktoś dzwoni, od tego, że kończysz rozmowę, gdy ktoś zaczyna Cię obrażać, od tego, że kładziesz się spać, zamiast czekać na powrót kogoś, kto może przyjść lub nie, i wreszcie od tego, że przestajesz sprawdzać, gdzie jest druga osoba, i zaczynasz dowiadywać się, gdzie jesteś Ty sama.

Być może właśnie tego września wydarzy się coś prostego, coś, co nie zadzieje się z wielkim hukiem, ale przyjdzie cicho, wraz z chłodniejszymi porankami i pierwszym światłem lamp zapalanych wcześniej – pewnego dnia usłyszysz dźwięk zamykających się drzwi, a Twoje serce przyspieszy, ramiona się napną, a myśli natychmiast pobiegną naprzód, próbując odgadnąć, co przyniesie najbliższa chwila, ale tym razem Ty to wszystko zauważysz, położysz dłoń na swym ramieniu, spojrzysz przez okno, poczujesz ciężar swych stóp spoczywających na podłodze i zamiast zadawać sobie pytanie, w jakim nastroju jest ten, kto właśnie wszedł, zapytasz cicho, w jakim nastroju jesteś Ty – i być może właśnie w tej małej, cichej chwili wydarzy się coś ważnego, coś, co będzie należeć wyłącznie do Ciebie, bo po miesiącach, latach, a czasem nawet dekadach spędzonych w ciągłym czuwaniu odkryjesz, że nie musisz znać odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące kogoś innego, nie musisz wiedzieć, co zrobi, co powie, czy dotrzyma słowa, czy się zmieni – i jednocześnie będziesz wiedzieć coraz lepiej, czego potrzebujesz Ty sama.

Wrzesień nie musi być początkiem kolejnej, trudnej walki, może być zamiast tego początkiem czegoś znacznie spokojniejszego – początkiem powrotu do własnego głosu, do własnego ciała, do własnych granic i własnych pragnień, powrotu do tej kobiety, która przez długi czas była tak zajęta przetrwaniem i dbałością o innych, że zapomniała, jak wygląda życie, gdy nie trzeba stale trzymać ręki na pulsie i czuwać nad spokojem domu. Zamiast więc zastanawiać się, jak sprawić, by ktoś inny się zmienił, możesz zacząć pytać samą siebie, jak Ty chcesz żyć, niezależnie od tego, co wybierze ktoś u Twojego boku – to pytanie może okazać się pierwszym krokiem ku prawdziwej wolności, tej, która nie przychodzi głośno i z nagła, ale wkracza cicho wraz z chłodnym wrześniowym świtem, z aromatem parzonej kawy, z głębokim, spokojnym oddechem i myślą, która po raz pierwszy od dawna brzmi tak, jakby naprawdę pochodziła z Twojego serca: jestem tutaj, widzę siebie, i tym razem nie opuszczę już samej siebie.Są kobiety, które potrafią odczytać nastrój powracającego partnera po samym sposobie, w jaki zamyka drzwi – wiedzą już wtedy, czy dziś warto odezwać się pierwszą, czy lepiej zachować ciszę, które po zaledwie kilku sekundach rozmowy wyłapią w głosie napięcie, jakiego inni w ogóle nie dostrzegliby, a po ciężarze kroków na schodach domyślą się, czy wieczór przeminie w spokoju, czy trzeba będzie stąpać po palcach, by niczego nie zakłócić. Są kobiety, które rozpoznają zapach alkoholu w powietrzu, zanim ktokolwiek wypowie słowo, które nauczyły się spać powierzchownie, gdyż głęboki sen mógłby oznaczać, że przegapią coś ważnego, a które nawet podczas oglądania filmu kątem oka wciąż śledzą telefon, drzwi czy twarz człowieka siedzącego tuż obok – nie z potrzeby kontroli, ale dlatego, że życie nauczyło ich, że ta stała czujność była jedyną tarczą przed kolejnym bólem. Być może jesteś jedną z nich, być może przez długie lata nazywałaś to swą intuicją, troską, poczuciem odpowiedzialności lub po prostu znajomością tego, jak żyje się u Twojego boku, nie dostrzegając jednocześnie, że Twoje ciało właściwie nigdy nie otrzymało znaku, by wreszcie mogło odpocząć; nawet gdy w domu panuje głęboka cisza, gdzieś w głębi duszy wciąż trwasz w gotowości, bo doświadczenie powiedziało Ci już dawno, że cisza ta może być tylko krótką przerwą przed kolejną burzą, więc wciąż wyczuwasz nastroje, przewidujesz reakcje, dobierasz słowa z największą starannością, omijasz tematy, które mogłyby wzniecić niepokój, łagodzisz narastające napięcie i sprzątasz po czyichś gwałtownych zachowaniach, zastanawiając się jednocześnie, co jeszcze mogłabyś uczynić, by tym razem wszystko potoczyło się inaczej.

Właśnie tutaj ukrywa się jeden z najbardziej bolesnych paradoksów współuzależnienia: możesz stać się niezwykle uważna na potrzeby i uczucia drugiego człowieka, stając się jednocześnie coraz mniej uważna na samą siebie – wiesz doskonale, czy jest zły, czy smutny, czy zaczyna sięgać po alkohol, wiesz, kiedy trzeba odpuścić, kiedy pocieszyć, a kiedy po prostu milczeć, ale trudno Ci już przypomnieć, kiedy ostatnio zatrzymałaś się na chwilę i zapytałaś samą siebie, co tak naprawdę dzieje się w Twoim wnętrzu. Wrzesień przynosi ze sobą tę szczególną okazję, by wreszcie zadać to pytanie – nie dlatego, że ma jakąś magiczną moc, która zmieni wszystko, bo przecież nie odmieni człowieka, który sam nie pragnie zmiany, nie cofnie słów wypowiedzianych w gniewie i nie naprawi od razu tego, co przez długie lata było niszczone, ale ma tę niezwykłą właściwość, że gdy lato powoli wygasa, a świat wokół zdaje się zwalniać, łatwiej jest dostrzec własne zmęczenie, gdyż poranki stają się chłodniejsze, liście tracą intensywną zieleń, a ciemność zapada wcześniej, otulając wszystko wokół i pozostawiając przestrzeń, której w gorących, pełnych zgiełku miesiącach letnich często po prostu nie było – przestrzeń, w której możesz wreszcie spotkać samą siebie, nie tę kobietę, która wszystko zniesie i wszystko zrozumie, która zawsze znajdzie usprawiedliwienie dla czyjegoś zachowania i powie, że on po prostu przechodzi trudny czas, nawet gdy sama od miesięcy żyje w trudzie i niepewności, ale po prostu siebie – tę, którą przez długi czas schowałaś za troską o innych.

W tym powrocie do własnego wnętrza może pomóc uważność, której istota nie leży w osiągnięciu jakiegoś idealnego, niezmiennego spokoju, ale w dostrzeżeniu tego, co naprawdę dzieje się w Tobie, zanim automatycznie pobiegniesz zajmować się kimś innym; może to być zaledwie krótki, niemal niezauważalny moment, gdy stoisz w kuchni i słyszysz dźwięk otwieranych drzwi, a Twoje ciało natychmiast się napina, ale zamiast od razu analizować czyjś nastrój, zatrzymujesz się i zauważasz, że ramiona masz podniesione, brzuch spięty, oddech płytki, a dłonie zimne – i niczego nie musisz z tym robić, nie musisz się na siłę uspokajać, nie musisz sobie tłumaczyć, że przecież nic złego jeszcze się nie stało, możesz po prostu powiedzieć sobie cicho: moje ciało właśnie się przestraszyło, widzę to – i to właśnie jest uważność, to właśnie ten pierwszy, mały krok powrotu do samej siebie. Możesz też spróbować prostego ćwiczenia, które nazywam Sygnałem Powrotu: wybierz jeden zwyczajny przedmiot, który widujesz każdego dnia – może to być klamka u drzwi, ulubiony kubek, lampa lub roślina stojąca na parapecie – i potraktuj go jako znak, który ma Ci przypomnieć, by na chwilę skierować swą uwagę ku sobie; za każdym razem, gdy go zobaczysz, nie musisz nic zmieniać ani stosować żadnych technik, wystarczy zatrzymać się na kilka chwil i dokończyć w myślach trzy proste zdania: w tej chwili czuję, w tej chwili potrzebuję, w tej chwili wybieram – i być może zaskoczysz się, jak często odpowiedzi te będą inne, niż się spodziewałaś, gdyż gdy przestajesz automatycznie reagować na świat wokół, zaczynasz słyszeć własne pragnienia i potrzeby, które przez długi czas były zagłuszane przez stałą gotowość do czuwania.

Gdy noc zapadnie i dom wreszcie ucichnie, możesz spróbować jeszcze jednego ćwiczenia: weź kartkę papieru i zamiast zapisywać wydarzenia minionego dnia, narysuj prostą linię, która przypominać będzie drogę, jaką przeszłaś, a następnie zaznacz na niej trzy małe punkty – trzy chwile, w których postąpiłaś zgodnie z samą sobą, nawet jeśli wydają Ci się zupełnie nieistotne; być może nie odpisałaś natychmiast na wiadomość, pozwoliłaś sobie na chwilę odpoczynku, nie tłumaczyłaś czyjegoś złego zachowania przed bliskimi, wyszłaś na spacer choć nikt nie chciał iść z Tobą, lub po prostu powiedziałaś nie wiem, zamiast natychmiast szukać rozwiązania, by zadowolić innych – nie oceniaj tych chwil, nie zastanawiaj się, czy były wystarczająco ważne, po prostu je zauważ i zapamiętaj, gdyż mają Ci one przypomnieć coś, o czym kobiety żyjące w cieniu cudzych nastrojów często zapominają: powrót do siebie nie zawsze zaczyna się od wielkich, doniosłych decyzji, czasem zaczyna się od najmniejszych wyborów – od tego, że zapytasz samą siebie, na co tak naprawdę masz ochotę, od tego, że nie podnosisz słuchawki natychmiast, gdy ktoś dzwoni, od tego, że kończysz rozmowę, gdy ktoś zaczyna Cię obrażać, od tego, że kładziesz się spać, zamiast czekać na powrót kogoś, kto może przyjść lub nie, i wreszcie od tego, że przestajesz sprawdzać, gdzie jest druga osoba, i zaczynasz dowiadywać się, gdzie jesteś Ty sama.

Być może właśnie tego września wydarzy się coś prostego, coś, co nie zadzieje się z wielkim hukiem, ale przyjdzie cicho, wraz z chłodniejszymi porankami i pierwszym światłem lamp zapalanych wcześniej – pewnego dnia usłyszysz dźwięk zamykających się drzwi, a Twoje serce przyspieszy, ramiona się napną, a myśli natychmiast pobiegną naprzód, próbując odgadnąć, co przyniesie najbliższa chwila, ale tym razem Ty to wszystko zauważysz, położysz dłoń na swym ramieniu, spojrzysz przez okno, poczujesz ciężar swych stóp spoczywających na podłodze i zamiast zadawać sobie pytanie, w jakim nastroju jest ten, kto właśnie wszedł, zapytasz cicho, w jakim nastroju jesteś Ty – i być może właśnie w tej małej, cichej chwili wydarzy się coś ważnego, coś, co będzie należeć wyłącznie do Ciebie, bo po miesiącach, latach, a czasem nawet dekadach spędzonych w ciągłym czuwaniu odkryjesz, że nie musisz znać odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące kogoś innego, nie musisz wiedzieć, co zrobi, co powie, czy dotrzyma słowa, czy się zmieni – i jednocześnie będziesz wiedzieć coraz lepiej, czego potrzebujesz Ty sama.

Wrzesień nie musi być początkiem kolejnej, trudnej walki, może być zamiast tego początkiem czegoś znacznie spokojniejszego – początkiem powrotu do własnego głosu, do własnego ciała, do własnych granic i własnych pragnień, powrotu do tej kobiety, która przez długi czas była tak zajęta przetrwaniem i dbałością o innych, że zapomniała, jak wygląda życie, gdy nie trzeba stale trzymać ręki na pulsie i czuwać nad spokojem domu. Zamiast więc zastanawiać się, jak sprawić, by ktoś inny się zmienił, możesz zacząć pytać samą siebie, jak Ty chcesz żyć, niezależnie od tego, co wybierze ktoś u Twojego boku – to pytanie może okazać się pierwszym krokiem ku prawdziwej wolności, tej, która nie przychodzi głośno i z nagła, ale wkracza cicho wraz z chłodnym wrześniowym świtem, z aromatem parzonej kawy, z głębokim, spokojnym oddechem i myślą, która po raz pierwszy od dawna brzmi tak, jakby naprawdę pochodziła z Twojego serca: jestem tutaj, widzę siebie, i tym razem nie opuszczę już samej siebie.

06/08/2026

Kontrolowanie jego życia to złudzenie, które zabija Twój spokój. Puść kierownicę jego chaosu i zacznij wreszcie kierować swoim życiem.

01/08/2026

To droga, którą przechodzi każda współuzależniona. Droga długa, kręta i pełna przeszkód. A jednak daje nam niesamowitą siłę a na końcu satysfakcję, że dałyśmy radę.

Kiedy znikasz we własnym życiu. O powrocie do siebie po latach bycia dla innychOpowiem Wam historię mojej klientki. opow...
17/07/2026

Kiedy znikasz we własnym życiu. O powrocie do siebie po latach bycia dla innych

Opowiem Wam historię mojej klientki. opowieść za jej zgodą a imię jest zmienione. Asia przez lata myślała, że miłość to synonim ciągłego pogotowia ratunkowego. Że bycie dobrą partnerką, wzorową matką i niezawodną córką wymaga od niej ciągłego, cichego kurczenia się, by inni mieli wokół siebie jak najwięcej przestrzeni. Robiła to z uśmiechem, niemal automatycznie. Jej dni przypominały precyzyjnie zaprojektowaną maszynerię: śniadania, pranie, odpisywanie na maile w locie, pamiętanie o wizytach u lekarza dla wszystkich prócz siebie, organizowanie świąt, godzenie domowych mikro-kryzysów. Była mistrzynią logistyki i emocjonalną gąbką. I była w tym tak dobra, że kompletnie nie zauważyła, kiedy w tym idealnie funkcjonującym świecie zabrakło... jej.

Pamiętała dokładnie moment, w którym ta misterna konstrukcja pękła. To było zwykłe, deszczowe popołudnie listopadowe. Jej dzieci były już nastolatkami, mąż oglądał coś w drugim pokoju, a ona stała w kuchni i robiła herbatę. Automatycznie wyciągnęła z szafki trzy różne kubki – ten niebieski dla syna, bo pije tylko w nim, ten z dużym uchem dla męża, i delikatny, porcelanowy dla córki. Kiedy przyszło do wybrania kubka dla siebie, nagle zamarła z ręką w powietrzu.
Przez dobre pięć minut stała przed otwartą szafką i poczuła, jak wzbierają w niej łzy. Uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia, który kubek jest jej. Nie miała swojego ulubionego koloru, swojego wzoru, niczego, co wybrałaby tylko dlatego, że jej się podoba, a nie dlatego, że zostało po kompletowaniu zastawy dla reszty rodziny. Patrzyła na te naczynia i dotarło do niej, że stała się przezroczysta. Przez kilkanaście lat tak bardzo skupiała się na zaspokajaniu potrzeb innych, że jej własne „ja” po prostu wyparowało. Zgubiła się w labiryncie cudzych oczekiwań, upodobań i humorków, zapominając, kim właściwie jest, gdy gasną światła i wszyscy już śpią.

Powrót do siebie po latach takiego emocjonalnego samopoświęcenia nie jest spektakularnym filmowym momentem, w którym pakujesz walizkę i wyjeżdżasz w samotną podróż na koniec świata. To żmudna, codzienna, czasem niesamowicie bolesna praca na żywym organizmie. Najtrudniejszy na początku był dla niej paraliżujący lęk przed egoizmem. Kiedy przez całe życie jesteś tą, która zawsze mówi „tak”, pierwsze „nie” brzmi w twoich ustach jak zdrada stanu.
Opowiedziała, kiedy pierwszy raz odmówiła upieczenia ciasta na szkolny kiermasz syna, bo była skrajnie zmęczona po całym tygodniu w pracy. Czuła się, jakby popełniła zbrodnię. Leżała w łóżku z poczuciem winy tak ciężkim, że fizycznie uciskało jej klatkę piersiową. Ale nie wstała. I stał się cud – świat się nie zawalił, kiermasz się odbył, a jej syn nawet nie miał o to żalu. To wtedy Asia zrozumiała, że to nie jej rodzina więziła ją w roli wiecznej ratowniczki. To ona sama wybudowała sobie tę klatkę, wierząc, że jej wartość zależy wyłącznie od tego, jak bardzo jest użyteczna dla innych.

Pamietajcie. że dzyskiwanie siebie zaczyna się od mikroskopijnych kroków. Od prostego pytania, które zaczynacie sobie zadawać kilka razy dziennie: „Czego ja teraz, w tej konkretnej chwili, potrzebuję?”. Na początku odpowiedzią była dla Asi głucha cisza. Ciało i umysł Asi oduczyły się posiadania własnych pragnień. Musiała uczyć się siebie na nowo, jak obcego języka.

Zaczęłyśmy od małych eksperymentów. Asia kupiła sobie własny kubek – gliniany, robiony ręcznie, chropowaty, dokładnie taki, jaki jej się spodobał, bez konsultowania tego z nikim. Zaczęła chodzić na spacery sama, bez psa, bez słuchawek w uszach, po prostu po to, by usłyszeć własne myśli. Asia odkryła, że lubi ciszę, choć przez lata zagłuszała ją radiem czy telewizorem, byle tylko nie dopuścić do głosu tego wewnętrznego niepokoju, który krzyczał, że powinna coś robić.
Z czasem te małe kroki dały jej odwagę do stawiania większych granic. Musiła jednak zmierzyć się z rozczarowaniem swojego otoczenia. Kiedy przestajesz być bezproblemowa, ludzie wokół ciebie zaczynają protestować. To naturalne – zabierasz im wygodę, do której przywykli przez lata. Były fochy, ciche dni i pytania, czy „coś jej się nie pomieszało w głowie”. Ale zamiast ulegać i przepraszać, jak miała w zwyczaju, nauczyła się stać przy sobie. Zaczęła mówić spokojnie: „Kocham was, ale jestem zmęczona i dzisiejszy wieczór spędzam sama. Kolację musicie zrobić sobie sami”. I z każdym takim wypowiedzianym zdaniem czuła, jak odzyskuje kawałek swojej dawnej, zapomnianej tożsamości.

Asia wyznała mi na sesji, że od tamtego popołudnia w kuchni, patrzy na siebie w lustrze z zupełnie innym uczuciem. Jej zmarszczki wokół oczu nie są już śladem wiecznego zatroskania o to, czy wszyscy są zadowoleni, ale dowodem na to, że znowu potrafi się szczerze i głośno śmiać. Znalazła czas na jogę, wróciła do czytania książek, które od lat leżały na półce, a przede wszystkim – przestała czuć się winna za to, że po prostu istnieje i ma swoje własne, niezbywalne potrzeby.

Życie dla innych bywa piękną pułapką, ponieważ jest społecznie nagradzane. Wszyscy lubią bezproblemowe, pomocne i wiecznie uśmiechnięte kobiety. Ale cena za ten aplauz jest potworna – płacisz za niego utratą własnego życia. Jeśli czujesz, że również znikasz w cieniu cudzych potrzeb, pamiętaj: nigdy nie jest za późno, by wrócić po siebie. Nie musisz robić rewolucji. Zacznij od jednego, małego, własnego kubka. Odrzuć jedno oczekiwanie, które wyczerpuje twoje siły. Pozwól innym radzić sobie samym. Twoje życie należy do ciebie i nie jesteś egoistką tylko dlatego, że wreszcie zdecydowałaś się w nim zamieszkać.

07/05/2026

Mówisz: „świetnie sobie poradziłaś”. Ja mówię: „nauczyłam się kłamać, że jest dobrze”. Moim największym osiągnięciem nie jest sukces, ale to, że wciąż tu jestem, mimo że w środku rozsypałam się na tysiąc kawałków.

Cudowna opinia jednej z moich klientek hipnoterapeutycznych przetłumaczona z angielskiego:"Miałam wspaniałe doświadczeni...
29/04/2026

Cudowna opinia jednej z moich klientek hipnoterapeutycznych przetłumaczona z angielskiego:

"Miałam wspaniałe doświadczenie z Kasią. Od samego początku sprawiła, że czułam się całkowicie komfortowo i swobodnie, delikatnie prowadząc mnie przez każdy etap terapii. W jej obecności czułam się bezpiecznie, wspierana i naprawdę zaopiekowana.

Kasia jest wyjątkową słuchaczką — naprawdę słyszy, co się do niej mówi, i ma niesamowitą zdolność do szybkiego łączenia różnych problemów i wzorców. Czułam, że niemal natychmiast zrozumiała, czego potrzebuję, co dało mi ogromne zaufanie do tego procesu.

Podczas sesji była bardzo delikatna i uspokajająca. Jej głos jest miękki, miły i niezwykle kojący, co pozwoliło mi się całkowicie zrelaksować i odprężyć. Czułam głęboki spokój podczas całej sesji.

Po sesji czułam się lżejsza, bardziej przejrzysta i zrównoważona. To było naprawdę pozytywne i dodające sił doświadczenie. Gorąco polecam Kasię każdemu, kto szuka profesjonalnego, intuicyjnego i empatycznego hipnoterapeuty. Martyna"

12/04/2026
Chciałabym podzielić się z Wami czymś ważnym dla mnie 🌿Od teraz w ramach AmberWell Therapy rozszerzam swoją pracę o hipn...
05/04/2026

Chciałabym podzielić się z Wami czymś ważnym dla mnie 🌿

Od teraz w ramach AmberWell Therapy rozszerzam swoją pracę o hipnoterapię.

Na początek pozwolę sobie wyjaśnić, czym jest hipnoterapia. Hipnoterapia to łagodna, prowadzona metoda pracy z podświadomością — tą częścią nas, w której zapisane są nasze wzorce, przekonania i emocjonalne reakcje. Nie polega ona na utracie kontroli ani „byciu zahipnotyzowanym” w potocznym rozumieniu. A już na pewno to nie jest bycie w stanie, w którym człowiek robi „dziwne” rzeczy, jak niektórzy myślą o hipnozie😉 Na pewno człowiek wtedy nie gdacze na żądanie czy podskakuje na jednej nodze 😉 To raczej stan głębokiego relaksu i skupienia, w którym umysł może się wyciszyć, a my zyskujemy dostęp do tego, co często pozostaje poza naszą codzienną świadomością.

To właśnie tam często kryją się schematy, które sprawiają, że czujemy się zagubieni, przytłoczeni albo „utknięci”, mimo że wiele rzeczy rozumiemy na poziomie racjonalnym.

W połączeniu z counsellingiem w nurcie person-centred, hipnoterapia pozwoli mi pracować zarówno z tym, co świadome, jak i z tym, co głębiej zapisane w nas samych. Counselling daje przestrzeń do bycia wysłuchanym, zrozumienia i przeżycia tego, co trudne. Hipnoterapia może natomiast delikatnie wspierać proces zmiany na głębszym poziomie.

Taka forma pracy może być pomocna m.in. w przypadku:
– lęku i przewlekłego stresu
– poczucia przytłoczenia
– niskiego poczucia własnej wartości
– fobii różnego rodzaju
– żałoby i trudnych emocji związanych ze stratą
– poczucia utknięcia, mimo świadomości i pracy nad sobą
– uzależnienia

W AmberWell Therapy wszystko nadal odbywa się w Twoim tempie. Nie ma żadnej presji, by korzystać z hipnoterapii — jest ona po prostu dodatkową możliwością, z której możesz skorzystać, jeśli poczujesz, że to coś dla Ciebie.

Jeśli jesteś ciekawa, jak taka praca wygląda, zapraszam do kontaktu 🌿

29/03/2026

Polecam kurs u HypnoSense Jo Gowda cudowna przewodniczka, nauczycielka i kobieta.

Address

2 Lonsdale Court
Southend-on-Sea
SS24NA

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when AmberWell Therapy posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Practice

Send a message to AmberWell Therapy:

Shortcuts

Featured

Share

Category