15/04/2026
Asertywność to w zasadzie bardzo fajne słowo, ale czym staje się ono w życiu pacjenta?
No bo niby dobrze asertywnym być i asertywnie żyć, ale… chwila: dla kogo to dobrze? Kiedy to dobrze? I w jakich okolicznościach? (Tak dzielimy systemowego włosa na czworo). Te bardzo niepokojące, bo burzące jakąkolwiek pewność pytania stawiają sobie pacjenci w moim gabinecie. No bo jak być asertywnym i samostanowiącym, kiedy partnerka, siostra czy babcia właśnie tego wymaga, mówiąc: „ogarnij się”, „bądź odpowiedzialny za siebie”, „nie uwieszaj się na mnie”, „bądź dorosły”, „bądź partnerski”? Co to za klincz życiowy, kiedy odhaczając jedno okienko, skreślamy drugie? Asertywność i samostanowienie na zamówienie?
Jedna z moich klientek znalazła wyjście z tego szacha. Otóż mówi ona: „Oczywiście, że jestem asertywna i podejmuję decyzje za siebie, ale moja asertywność polega też na tym, że mogę asertywnie zadecydować, iż teraz czasem zachowam się nieasertywnie”. (Wow!) Ulegnę, trochę się uwieszę, dam tej drugiej osobie nieco zabłysnąć i zrobić coś za mnie. Ale… wiem, co robię.
Wspaniałe poszerzenie palety opcji. Zapamiętajcie ten ruch szachowy – albo lepiej, wymyślcie swój.