24/03/2026
Zupełnie subiektywny zbiór małych codziennych nawyków dzięki którym "trzymam się pionu" 😊.
Zdaje sobie sprawę, że nie każdemu udaje się stanąć na nogi po przebytym kryzysie psychicznym. Często niektórzy ludzie leczą się latami. Niejednokrotnie wpadają kolejny raz w depresję. Leczyłam się długo, ale już od dawna mogę powiedzieć, że jestem zdrowa i żyje całkowicie normalnie 🥰
Jaki jest mój sukces?
❤️ Przede wszystkim słuchanie siebie 🙏
❤️ Przestrzeganie swoich granic. Od dawna już nie daje sobie wejść na głowę. Nie pomagam wszystkim, bo świata nie zbawię. Kiedy mogę - jestem. Kiedy nie daje rady to po prostu się wycofuje.
❤️ Słucham swojego ciała. Wiem kiedy lecę na końcówce baterii. Wiem kiedy potrzebuje zwolnić i skupić się na sobie. Nie robię niczego kosztem siebie.
❤️ Dbam o codzienne małe radości. To może być cokolwiek małego - zachwycenie się zachodem słońca, spacer, telefon do kogoś bliskiego. Nic wielkiego - po prostu chwilowe zatrzymanie się w pędzie dnia codziennego.
❤️ Natura! Nic mnie tak nie uspokaja jak obecność lasu i wody. Cieszę się, że mieszkam tak blisko zarówno lasu jak i jeziora. Codziennie mogę być blisko natury.
❤️ Zdrowy egoizm. Jestem po prostu dla siebie najważniejsza. Na początku ratuje siebie - potem innych.
❤️ Relaks plus ruch. Nie wróciłam i już pewnie nigdy nie wrócę do tak intensywnych treningów jak kiedyś, ale staram się o to, żeby codziennie mieć dawkę ruchu. To nie musi być nic wielkiego - spacer, rower, a już niedługo moja ukochana deska 😊
❤️ Uważne dobieranie ludzi. Nie mam wpływu na to kto pojawia się w moim życiu, ale mam realny wpływ na to kto w nim zostanie. Nie trzymam już nikogo na siłę, nie chce mieć wokół siebie kogoś ze złą energią. Chce mieć obok siebie ludzi przy których mogę być sobą.
❤️ Akceptuję swoje braki. Znam swoje słabe strony i mocno pielęgnuje te dobre. Zdaje sobie sprawę, że nie zawsze jestem fajnym człowiekiem. I to jest ok. Nie ma ideałów, ja na pewno nim nie jestem.
Ostatnia zasada jest dla mnie ogromnie ważna: pogodziłam się z tym, że znowu mogę zachorować. Robię wszystko, żeby tak nie było, ale jeśli kiedykolwiek znowu się powtórzy wrócę grzecznie do lekarza.
Miałam w życiu ogromne szczęście - w chorobie wspierali mnie bliscy, trafiłam na dobrych lekarzy (tych mniej dobrych niestety też), miałam świetnego terapeutę. Jestem zdrowa głównie dzięki leczeniu, wsparciu i ogromnej motywacji oraz pracy własnej. Tu nie było cudów. Tu po prostu była ciężka praca nad sobą!