24/08/2026
Wróciłam z wakacji.
Moja trwająca 11 dni podróż, zrobione samodzielnie autem 6000 km, nowe miejsca, ludzie, zwyczaje, tradycje to było dla mnie totalne wyjście ze strefy komfortu, bo przez lata nie wyjeżdżałam nigdy na tak długo ( bo co się stanie jak mnie w pracy nie będzie), nigdy nie wyjeżdżałam sama, miałam przeświadczenie że nie dam sobie sama rady, nie potrafię organizować, ogarnąć, nieznane miejsca mnie bardziej przerażały niż cieszyły.
Ale pojechałam i okazało się że ogarnęłam, dałam radę, że po Europie jeździ się tak samo jak w Polsce, że zawsze można poprosić o pomoc i dogadać się mimo że nie znam lokalnego języka, a druga strona nie zna angielskiego.
Dla niektórych takie podróże to luz, blues i orzeszki 😀
Dla mnie to jak zdobycie Everestu.
Doświadczyłam różnych miejsc i energii i szczerze mogę powiedzieć że jeszcze bardziej doceniam miejsce w którym żyję.
Myślę, że dopiero wyjście ze strefy komfortu pozwala nam po pierwsze przekroczyć nasze lęki i przekonania, a po drugie zweryfikować zmiany które zachodzą w nas samych.
Reasumując polecam Wam żyć 😀 Doświadczać i obserwować, wychodzić ze swoich cieplutkich stref komfortu i akceptować zmiany.
Fajne to jak odkrywanie mapy skarbów, wśród których największym jesteś ty sam.