09/02/2026
Może właśnie jesteś w tym miejscu.
Znowu.
Ten sam schemat. Ten sam mechanizm. Ten sam problem.
Już tyle razy go „przerabiałaś”.
Rozumiałaś.
Analizowałaś.
Uwalniałaś emocje.
Byłaś na terapii, hipnozie, warsztatach…
a on nadal nie znika.
I wtedy pojawia się frustracja.
Złość. Zniechęcenie.
Myśl: „co jest ze mną nie tak, że wciąż tak mam?”
I bardzo często dzieje się coś jeszcze głębiej.
👉Zaczynamy odpychać tę część siebie, która nas irytuje.
Nie chcemy jej.
Wstydzimy się jej.
Mamy jej dość.
A prawda jest taka, że w tym momencie nie odpychamy tylko problemu.
👉 Odpychamy tę część siebie, którą chcemy naprawić.
👉Odpychamy same siebie.
Pojawia się niechęć skierowana do środka.
To odpychanie nie rozluźnia.
Ono zwiększa napięcie.
A to napięcie i ta niechęć są skierowane przeciwko nam.
🍀👉I właśnie tutaj jest coś, co dla mnie jest jednym z najważniejszych antidotów:
jeśli coś naprawdę trudno zmienić, to być może nie potrzebuje kolejnej walki.
❤️👉Być może potrzebuje zauważenia z miłością.
👉Zatrzymania się i powiedzenia do siebie:
„Tak mam.”
„Taka też jestem.”
„Widzę to z miłością.”
„Szanuję to.”
„I nawet z tym — jestem okej.”
Czasami samo zobaczenie tej części siebie z miłością to już naprawdę dużo.
Takie działanie przypomina objęcie dziecka, które zrobiło sobie krzywdę i zwyczajne bycie z nim zamiast krytykowania, że gdyby było inne to by nie doszło do krzywdy. Zamiast na siłę pocieszać dziecko żeby już tylko sobie poszło żeby mieć święty spokój, dajesz mu obecność, akceptacje, miłość i zgodę na to jakie jest i jak się teraz czuje.
Nie robimy tego, po to, żeby się poddać albo żeby to zostało na zawsze.
Ale po to, żeby przestać ze sobą walczyć.
Czasem zmiana zaczyna się nie wtedy, gdy coś w końcu „naprawimy”, ale wtedy, gdy przestajemy odpychać tę część siebie, która najbardziej woła o uwagę i czułość.
I może dziś wystarczy tylko tyle:
👉 przestać odpychać siebie.
👉 zauważyć z miłością.
👉 uszanować, że coś jest większe od nas.
👉 wpuścić tam ciepło zamiast walki.
selflove