13/04/2026
To był bardzo trudny dla mnie czas. Przede wszystkim intensywny stres, emocje. W sumie nie byłam totalnie świadoma skąd one są i dlaczego...
Czułam się totalnie zagubiona.
Był to w dodatku okres dojrzewania hormonalnego. Na pewno każdy z Was to pamięta ;)
Nie radziłam sobie z tym. Nie wiedziałam nawet od czego zacząć. 😥
Nie będę tu wielkim odkrywcą, pomogła mi w tym joga. Chociaż totalnie jeszcze wtedy nie wiedziałam jak bardzo mi pomoże i że w ogóle pomoże. Nawet nie byłam świadoma, że tego kontaktu potrzebuje.
Głębokiego świadomego kontaktu ze sobą.
W jodze nie bez powodu, zaczynamy od świadomej pracy z ciałem. By je poczuć. Na nowo "zapuścić korzenie" jak nerwy w ciele. Nie chodzi tylko o mięśnie.
Oddech i praktyka uważności dodatkowo może nas zaprowadzić w rejony bardziej psychologicznie.
Możemy zostać na powierzchni, cześć z nas postanawia zanurkować głębiej. Pomimo lęku i stachu. Bo nie są to często też wygodne sprawy i tematy. O nie.
Dlatego właśnie z tym spotykamy się na macie.
Dlatego komuś może być ciężko. I powiem tak, to spotkanie z tym ciężkim to nie tylko nieodłączną część praktyki jogi. Ale także proces uzdrawiania, miłości, akceptacji i wiary w siebie.
Nie szukamy jej,ale jeśli się pojawi uczymy się być i w tym obecnym. Wyrwać. Jak przy małym dziecku, które płacze, żali się i jest mu trudno.
Zaczynamy od siebie.
Powoli miesiąc po miesiącu zaczęłam widzieć więcej. Rozumieć więcej. Szybko, zaczęłam chodzić 2-3 razy w tygodniu na zajęcia.
Problemy trawienne, zaczęły znikać.
Poznałam nowych ludzi i inne spojrzenie na zdrowie.
Zaczęłam czuć, że idę swoją drogą.
Cz. 1
Zdjęcie : .studio ✨