18/05/2026
W Gliwicach deweloper bardzo chce postawić wieżowce w centrum miasta. Nie otrzymał zgody, ale nie odpuszcza. A, że ma zasoby, to szuka różnymi sposobami, by osiągnąć swoje.
Nie mam nic do wieżowców jako takich, ale... Gliwice to miasto o charakterze innym niż Katowice czy Warszawa. Jeśli chcemy wejść w wysoką zabudowę i na zawsze zmienić charakter miasta, warto to zrobić z udziałem urbanistów i sensownie zaplanować. Druga sprawa to budowanie wieżowców z powierzchniami biurowymi na działce, która leży przy głównym placu miasta, przez który przelewają się tysiące ludzi i aut. Plan miejscowy nie zakłada w tym miejscu takiej zabudowy.
Natomiast, mniejsza już o to, co ja myślę. Post jest o tym, że deweloper udając współpracę z mieszkańcami doprowadza do sytuacji, w której miasto ma zająć się jakąś petycją, która udaje partycypację, a w rzeczywiści jest próbą siłowego załatwienia tematu. Tematu, który ma zrobić dobrze jednej firmie, z całkowitym pominięciem potrzeb mieszkańców miasta.
Za my Gliwice: Manipulacja typu ASTROTURFING* w Gliwicach
Petycja organizowana przez dewelopera nie jest z zasady nielegalna ale póki nie możemy sprawdzić kto ją podpisał albo kto zbierał podpisy i w jaki sposób i czy dostawał za to pieniądze - nie czujemy, że jest w porządku.
Problem polega na tym, że silny podmiot ekonomiczny, który dysponuje pieniędzmi i pracownikami, których może wysłać do zbierania podpisów pod petycją, zaczyna przedstawiać własny interes jako „głos mieszkańców”.
To zjawisko nazywa się ASTROTURFING i jest znane urbanistom na całym świecie. Polega na tworzeniu pozorów oddolnego poparcia dla działań, które w rzeczywistości są inicjowane i organizowane przez podmiot mający konkretny interes finansowy lub polityczny.
W naszym przypadku ta sytuacja jest o tyle ciekawa, że deweloper nie ukrywa swojego udziału - w ten sposób oskarżanie dewelopera o działania nieetyczne jest trudniejsze. Nie zmienia to jednak podstawowego problemu: ogromnej nierównowagi sił między mieszkańcami a inwestorem dysponującym pieniędzmi, zapleczem medialnym i profesjonalną komunikacją. Oraz otwartymi szeroko drzwiami w magistracie.
Petycja może być legalnym narzędziem debaty publicznej. Ale nie powinna zastępować rzetelnych konsultacji społecznych, analiz urbanistycznych i rozmowy o interesie publicznym miasta - pisaliśmy o tym w 2024 roku, kiedy Rada Miasta miała decydować o zmianie MPZP na korzyść dewelopera. Bo to przede wszystkim w jego interesie leżą wieżowce.
Liczba 1000 podpisów nie zawsze oznacza rzeczywistą zgodę społeczną — szczególnie wtedy, gdy jedna strona ma nieporównywalnie większe możliwości mobilizacji i wpływu. A miasto liczy ok 160 000 mieszkańców.
Miasto potrzebuje transparentnej debaty, a nie wyścigów w kampaniach PRowych finansowanych przez biznes.
*A skąd ta nazwa?
Astro turf - sztuczna trawa w rolce, udająca prawdziwą trawę
Grass roots - korzenie trawy - oddolna, autentyczna aktywność obywatelska
Manipulacja typu ASTROTURFING* w Gliwicach
Petycja organizowana przez dewelopera nie jest z zasady nielegalna ale póki nie możemy sprawdzić kto ją podpisał albo kto zbierał podpisy i w jaki sposób i czy dostawał za to pieniądze - nie czujemy, że jest w porządku.
Problem polega na tym, że silny podmiot ekonomiczny, który dysponuje pieniędzmi i pracownikami, których może wysłać do zbierania podpisów pod petycją, zaczyna przedstawiać własny interes jako „głos mieszkańców”.
To zjawisko nazywa się ASTROTURFING i jest znane urbanistom na całym świecie. Polega na tworzeniu pozorów oddolnego poparcia dla działań, które w rzeczywistości są inicjowane i organizowane przez podmiot mający konkretny interes finansowy lub polityczny.
W naszym przypadku ta sytuacja jest o tyle ciekawa, że deweloper nie ukrywa swojego udziału - w ten sposób oskarżanie dewelopera o działania nieetyczne jest trudniejsze. Nie zmienia to jednak podstawowego problemu: ogromnej nierównowagi sił między mieszkańcami a inwestorem dysponującym pieniędzmi, zapleczem medialnym i profesjonalną komunikacją. Oraz otwartymi szeroko drzwiami w magistracie.
Petycja może być legalnym narzędziem debaty publicznej. Ale nie powinna zastępować rzetelnych konsultacji społecznych, analiz urbanistycznych i rozmowy o interesie publicznym miasta - pisaliśmy o tym w 2024 roku, kiedy Rada Miasta miała decydować o zmianie MPZP na korzyść dewelopera. Bo to przede wszystkim w jego interesie leżą wieżowce.
Liczba 1000 podpisów nie zawsze oznacza rzeczywistą zgodę społeczną — szczególnie wtedy, gdy jedna strona ma nieporównywalnie większe możliwości mobilizacji i wpływu. A miasto liczy ok 160 000 mieszkańców.
Miasto potrzebuje transparentnej debaty, a nie wyścigów w kampaniach PRowych finansowanych przez biznes.
*A skąd ta nazwa?
Astro turf - sztuczna trawa w rolce, udająca prawdziwą trawę
Grass roots - korzenie trawy - oddolna, autentyczna aktywność obywatelska