02/09/2026
Poza tym, że zajmuję się prowadzeniem dla Was zajęć w studiu jogi i pilatesu, jestem na co dzień mamą dwójki nastolatków. I obydwoje są w tym roku w klasie maturalnej 🙈
I tak sobie myślę: kiedy to się kończy? Jak długo my, rodzice, mamy się stresować?
Bo do pewnego momentu mamy całkiem spory wpływ na nasze dzieci. Zakazy, nakazy, prośby, rozmowy, pilnowanie, przypominanie…
Ale przychodzi wiek nastoletni, szczególnie ten późniejszy, kiedy zaczynają coraz bardziej eksplorować świat, podejmować własne decyzje i ponosić ich konsekwencje. I wtedy zaczynamy tracić wpływ.
A ja przecież bardzo chcę, żeby moim dzieciom się w życiu dobrze poukładało.
Ten rok będzie dla mnie pewnie mocno stresujący. Mogę na co dzień o tym nie myśleć, ale co chwilę coś mi przypomni, że matura coraz bliżej. I bardzo zależy mi na tym, żeby się wzięli za siebie.
Bo wcześniej mogli sobie trochę poodpuszczać. I właściwie to rozumiem. Sama do świadomego podejścia do edukacji dojrzewałam dość późno.
Ale przychodzi moment, kiedy trzeba zebrać się w sobie i zawalczyć o swoją przyszłość. Nie tylko o dobre wyniki czy dostanie się na konkretne studia. Przede wszystkim o to, żeby później mieć wybór.
I tutaj dochodzę do tego mojego rodzicielskiego „mogę i nie mogę”.
Mogę rozmawiać. Mogę pytać, jak im idzie. Mogę przypominać, wspierać, zachęcać, pomóc, kiedy mnie o to poproszą. Mogę być obok.
Ale nie mogę nauczyć się za nich. Nie mogę napisać za nich matury. Nie mogę podjąć za nich decyzji.
Mogę przygotować im dobre pole.
A potem muszę pozwolić, żeby sami zaczęli na nim grać.
I chyba właśnie to jest jedna z trudniejszych rzeczy w rodzicielstwie: wiedzieć, kiedy jeszcze można pomóc, a kiedy pomoc zaczyna oznaczać robienie czegoś za dziecko.
Więc będę pytać, będę się interesować, pewnie czasem będę się wkurzać i na pewno będę się stresować.
Ale coraz bardziej rozumiem, że ostatecznie to jest ich życie.
A moją rolą jest być obok, kiedy będą o swoją przyszłość walczyć — i zaufać, że zrobią z tym, co dostali, tyle, ile w danym momencie potrafią.