11/09/2026
Pierwszy poród K zakończył się odejściem zielonych wód płodowych przed basenem porodowym, napełnionym wodą i gotowym na piękny finał. Niestety, następnie pojawiły się zaburzenia w tętnie, poród zakończył się vacuum i nacięciem krocza . Ten poród to był żywioł. Wszystko działo się bardzo szybko i intensywnie.
Kiedy spotkaliśmy się po raz drugi K marzyła o spokojnym porodzie, takim przy którym będzie mogła popróbować tego oddychania, ćwiczeń na piłce i wszystkich innych elementów porodu, na które nie było przestrzeni w pierwszym porodzie.
Jak to bardzo trzeba uważać o czym się marzy…
Z uwagi na bardzo szybki I poród i odległość od szpitala ok 1h drogi K zdecydowała się na przyjazd kiedy tylko pojawiły się pierwsze skurcze. Sytuacja w nocy na początkowym etapie 2 cm rozwarcia i nie regularne skurcze pozwoliła na chwilową drzemkę jeszcze nad ranem.
Nowy dzień i mój dyżur dzienny rozpoczął się z wielką nadzieją na piękny i sprawny poród. Presja była spora aby tym razem to spotkanie zakończyło się lepiej niż poprzednie.
Przez cały dzień praktycznie nic się nie dzieje, skurcze na chwilę nabierają tempa, aby za chwilę znowu zwolnić i nie przesunąć porodu do przodu. W miedzy czasie udało mi się przyjąć równie nie oczywisty poród wielorodki na innej sali gdzie przełomowym momentem w porodzie okazało się zmienienie pozycji na kolankowo- łokciową. Ale u K nic nie działało.
W końcu zastosowałyśmy techniki ze spinning babies, porozluźnialam K, wygodna pozycja na toalecie która już nie jeden poród uratowała i coś zaczyna ruszać. Lekarz proponuje podanie Oxytocyny, ale K prosi o jeszcze chwilę cierpliwości bo czuję że jest poprawa. Późnym popołudniem mamy przełom, zaczynają się pojawiać długo oczekiwane bóle porodowe, dające postęp. K pięknie oddycha podczas skurczu. Kolejne fale przychodzą w odpowiednich odstępach czasowych dając czas na odpoczynek i wyrównanie oddech oraz rozmowy na przeróżne tematy. Przychodzi moment kiedy K jednak zaczyna przenosić się na inną planetę. Pomagają masaże pleców i czułe objęcia męża. Wchodzimy do wanny porodowej i tym razem jednak odchodzi czysty płyn owodniowy, pojawiają się skurcze parte i na kolejnych kilku skurczach w pozycji kolanowo- łokciowej rodzi się do wody Alicja wprost w ręce mamy, która wyciąga ją na powierzchnię. Radość, wdzięczność, spełnienie nie do opisania. Misja zakończona sukcesem, pierwszy poród odczarowany.
Cierpliwość, zaufanie do siebie nawzajem, do procesu narodzin, do ciała i wielka wytrwałość K pozwoliły nam zakończyć ten poród tak jak chcieliśmy.
Jeśli mielibyśmy spotkać się jeszcze kiedyś, to może tak spokojny, ale bardziej sprawny poród poproszę. Może faktycznie w tej nowej wannie.