Być sobą - psychoterapia

Być sobą - psychoterapia Towarzyszę osobom, które czują się przytłoczone, zagubione, doświadczają trudności w relacjach albo po prostu chcą lepiej zrozumieć siebie i swoje emocje.

Jestem Beata Stankowska - Stańczyk - psychoterapeutka Gestalt w trakcie 4-letniego szkolenia,

Lubię mieć plan. Nie zawsze jest idealny, no ale jakieś założenia poczyniam każdorazowo, mam jakieś oczekiwania. A potem...
01/08/2026

Lubię mieć plan. Nie zawsze jest idealny, no ale jakieś założenia poczyniam każdorazowo, mam jakieś oczekiwania. A potem przychodzi rzeczywistość i mimo najlepszych intencji coś nie wychodzi albo to co od nas niezależne, np. pogoda, ma gdzieś to, że dziś miałam ochotę smażyć się na plaży. No i mogę spalać się w złości i rozczarowaniu, a mogę zobaczyć jak na nowo ułożyć się z tym, co się wydarza. No to przykład.

Umawiam się z kimś na 18:00. Spieszę, staram, żeby być punktualnie. Będąc w drodze dostaję wiadomość, że ten ktoś spóźni się pół godziny. I co teraz? Może czuję złość, bo mam myśl, że ten ktoś nie szanuje mojego czasu. Może czuję frustrację, bo tyle się starałam, a teraz stracę pół godziny na nic nie robieniu. Może poczuje ulgę, że już nie muszę się spieszyć i zdążę poprawić makijaż w samochodzie. Może poczuję radość, bo zyskałam pół godziny na spacer i zebranie myśli po całym dniu.

Ta sama historie, różne emocje, różne zachowania.

Czy któraś z nich jest tą jedną właściwą? Nie. Każda jest informacją o nas i tej sytuacji.

Jak dorzucę perspektywę to może się okazać, że ta złość na drugą stronę jest zrozumiała, bo ten ktoś robi to już kolejny raz z rzędu. Ta frustracja może być informacją, że za dużo próbuje upchnąć w jednym dniu. Radość może nam wskazywać na to, że potrzebuje takiego czasu dla siebie, ale bez ,przypadku’ sama nie umiem wygospodarować na to czas i w sumie to może być nawet smutny kawałek tej historii.

To, jak przeżywamy rzeczywistość, w dużej mierze zależy od znaczenia, jakie jej nadajemy i perspektywy z jakiej na nią patrzymy.

Jestem nad morzem. Pada deszcz, dziś nie byłam jeszcze na plaży. I mam w sobie luz. Leżę i czytam książkę, gotuję zupę, odpoczywam. Perspektywa pozwala mi zobaczyć, że w innej części Polski ludzie nie mają czym oddychać, bo takie upały. Perspektywa pozwala mi zobaczyć, że wcześniej dwa dni były słoneczne i kolejne też takie mają być. Że dziś idąc z psem na spacer mam prawie pusty deptak, idę spokojniej niż w słoneczne dni, kiedy mija mnie pełno dzieciaków i innych psiaków.

Nie mamy wpływu na to, co nam się przydarza, ale mamy pełny wpływ na to, jak na to zareagujemy.

A Ty? Na co dziś możesz popatrzeć inaczej?

Uczymy się mówić w pierwszej osobie. Oddzielać fakty od interpretacji. Nazywać swoje uczucia i potrzeby. Brać odpowiedzi...
16/07/2026

Uczymy się mówić w pierwszej osobie. Oddzielać fakty od interpretacji. Nazywać swoje uczucia i potrzeby. Brać odpowiedzialność za to, co moje. Słuchać. Dopytywać. Sprawdzać, zamiast zakładać. I wiecie co? To wcale nie gwarantuje porozumienia.

Mogę powiedzieć: „Jest mi smutno”, a ktoś usłyszy pretensję. Mogę wyrazić granicę, a ktoś odbierze ją jako odrzucenie. Mogę mówić najdelikatniej, jak potrafię, a druga osoba i tak spotka się bardziej w tym momencie ze swoją historią niż ze mną.

Gdzieś głęboko w nas żyje przekonanie, że jeśli znajdziemy właściwe słowa, zostaniemy właściwie zrozumiani. No niestety, to nie matematyka, gdzie 2+2 zawsze daje 4. Mimo najlepszych intencji czasem się z kimś nie spotkamy w rozmowie. Frustruję Was to? Mnie czasem bardzo. Frustruje, smuci, złości. I to w różnej skali - zależy z kim i o czym nie mogę się dogadać.

Mówiąc po gestaltowemu: Kontakt wydarza się wtedy, gdy spotykają się dwie osoby – ze swoją wrażliwością, doświadczeniami, ranami, tęsknotami i sposobami nadawania znaczeń. Dlatego czasem, mimo najlepszych intencji, nie spotykamy się. I to miejsce, w którym możemy zdecydować co dalej. Czy mamy w sobie gotowość do pozostania w kontakcie w takiej sytuacji? Czy mamy zasoby, aby porozmawiać o tym z zaciekawieniem i spokojem - Jak się słyszymy? Jak się rozumiemy? Co przeżywamy, gdy druga strona robi to czy tamto?

Relacja to dużo więcej niż słowa. Jednocześnie słowa są ważne. Im dłużej przyglądam się temu jak wygląda komunikacja między ludźmi tym więcej mam w sobie pokory i ciekawości tego co wydarza się między mną a moim rozmówcą.

Jeśli masz potrzebę i ochotę porozmawiać- zapraszam.

Są dni, kiedy ból nie boli. On zatyka. Nie możesz nabrać pełnego oddechu. Przygniata, jakby ktoś położył Ci głaz na klat...
08/07/2026

Są dni, kiedy ból nie boli. On zatyka. Nie możesz nabrać pełnego oddechu. Przygniata, jakby ktoś położył Ci głaz na klatce piersiowej lub ciężki wór na kark. Nie możesz się rozpłakać ani zezłościć. Nie możesz nawet powiedzieć, co się z tobą dzieje. A jednak wstajesz. Robisz herbatę. Odbierasz telefon. Jedziesz do pracy. Jakby ciało wiedziało, co robić, choć w środku wszystko stanęło. Bo bywają takie momenty, że jedyne, o czym marzysz, to położyć policzek na zimnej podłodze. Poczuć ten chłód. Zniknąć choć na moment z własnego wnętrza. Żeby wszystko w środku choć na chwilę ucichło.

I wtedy zaczynasz szukać. PRZERWY. Nie szczęścia czy przyjemności. PRZERWY.

I znajdujesz ją pod postacią kieliszka. Albo lodówki. Może pornografii. Seksu. Kolejnego serialu. Kolejnych godzin w pracy. Intensywnego sportu. Czegokolwiek, co na chwilę wyłączy czucie.

Łatwo zatrzymać się na tym, co widać. Ja próbuję zobaczyć przede wszystkim to, czego nie widać. Zobaczyć człowieka, który nie ma już gdzie odłożyć swojego cierpienia. W gabinecie więc nie skupiam się najpierw na tym, co robisz, żeby nie czuć. Interesuje mnie to, co stałoby się z Tobą, gdybyś przestał/a to robić. Jaki ból czeka pod spodem? Czyj głos tam mieszka? Czyje oczy wciąż próbujesz odnaleźć?

Gestalt przypomina mi raz za razem, że człowiek wybiera te sposoby radzenia sobie, które kiedyś pozwoliły mu przetrwać. I dopóki nie znajdzie czegoś, co da więcej oparcia niż butelka, jedzenie czy przypadkowy seks, będzie do nich wracał. Aby ocalić siebie. Przetrwać to, czego doświadcza w danej chwili. Dlatego, że od dawna niesie coś, czego nie da się nieść bez czyjejś obecności.

Czasem dopiero w bezpiecznym kontakcie z drugim człowiekiem można odłożyć na chwilę ten ciężar. Sprawdzić, jak to jest nie uciekać. Pozwolić sobie poczuć to, co przez lata musiało zostać zamrożone. Dla wielu osób właśnie tym staje się terapia. Miejscem, w którym nie odbiera się człowiekowi jego sposobów przetrwania, ale pomaga odnaleźć nowe oparcie – najpierw w relacji z drugim człowiekiem, a z czasem także w relacji z samym sobą.

Wierzę, że zdrowienie zaczyna się od spotkania z bólem, który od lat nie miał przy sobie nikogo.

Kilka dni siedziałam nad obrazem, który od początku nie szedł tak, jak chciałam.. Nowa technika, która wydawała się łatw...
26/06/2026

Kilka dni siedziałam nad obrazem, który od początku nie szedł tak, jak chciałam.. Nowa technika, która wydawała się łatwa, ech…

Najpierw namalowałam jedną warstwę. Potem drugą i kolejną… Potem zaczęłam ratować to, co zepsułam wcześniej. Jeszcze jedna warstwa. Jeszcze jeden kolor. Jeszcze jedna próba. W pewnym momencie patrzyłam już nie na obraz, który chciałam namalować, tylko na ślady wszystkich poprawek. I miejsce, którego poprawić się już nie dało… I wtedy zrobiłam coś po raz pierwszy - zamalowałam całość (pięknym kolorem ochry). Trochę z impulsu - choć nie uważam, żeby zabrakło mi cierpliwości. Raczej dlatego, że wykorzystałam jej już wystarczająco dużo. A tak szczerze: w sumie to po pierwszych dwóch warstwach widziałam, że efekt będzie mizerny, ale dałam sobie przestrzeń na eksperymentowanie (a nuż się mile zaskoczę..).

Pomyślałam później, że z porażkami w życiu bywa podobnie. Czasem wiemy od początku, że to nie to. Czasami tak długo próbujemy coś uratować, że przestajemy zadawać sobie pytanie, czy to jeszcze ma sens. Naprawiamy relację, która od dawna boli. Reanimujemy plany, które już nas nie cieszą. Zostajemy w pracy, której nienawidzimy. Trzymamy się czegoś, bo włożyliśmy w to sporo czasu i serca… I to trudne i smutne przyznać się samej / samemu przed sobą , że nie wszystko da się uratować.

A przyczyn tego może być wiele.

W moim przypadku — wybrałam farbę tam, gdzie potrzebny był tusz (ach ten nieomylny chat gpt).. zabrakło mi umiejętności i odpowiedniego narzędzia. Zadbałam o dobre płótno i medium, miałam wizję i odwagę. Niestety w toku prac popełniłam błąd, którego nie dało się już naprawić.

Więc taki z tego życiowy morał: czasem kolejna poprawka nie przyniesie lepszego rezultatu, tylko doda kolejną warstwę do czegoś, co już dawno przestało działać. I drugi morał: Niektóre rzeczy kończą się mimo starań i najlepszych chęci.

I wtedy pozostaje uznać rzeczywistość taką, jaka jest, zamiast w nieskończoność walczyć z tym, że miała być inna.

Coraz częściej myślę, że dojrzałość nie polega na tym, żeby naprawiać wszystko. Może polega na tym, żeby wiedzieć, kiedy odłożyć pędzel? Popatrzeć na to, co jest, bez zachwytu ani bez dramatyzowania i powiedzieć sobie: - Próbowałam. Naprawdę próbowałam. A teraz czas zrobić miejsce na coś nowego.

A Ty? Zauważasz te momenty, kiedy rzeczy w Twoim życiu być może bardziej potrzebują już pożegnania niż kolejnej poprawki?

Przy okazji tego koncertu wydarzyło się tak dużo, że mogłabym napisać kilka osobnych postów… 🫣O trudnościach w wydawaniu...
21/06/2026

Przy okazji tego koncertu wydarzyło się tak dużo, że mogłabym napisać kilka osobnych postów… 🫣

O trudnościach w wydawaniu pieniędzy — bo nawet czytałam internetowe burze o tym, że tyle złotówek za dwugodzinny koncert to przesada. 😬

O podejmowaniu decyzji — bo z wyborem prezentu urodzinowego dla siebie zmagałam się przez trzy miesiące. 🙄

O młodzieńczej miłości platonicznej i wartościach — bo zakochałam się w tym „chłopaku” 26 lat temu i nadal dokładnie wiem dlaczego. 😅

O tym, jak ważne bywa wsparcie — w słowach i w działaniu — żeby uwierzyć, że można. 🙏

O tym, że „samej” nie oznacza „samotnej” i że znaczenie tego doświadczenia zmienia się wraz z nami. 🥹

Ale przede wszystkim był to wieczór o obecności. Bryan Adams kilkakrotnie prosił ze sceny, żebyśmy odłożyli telefony. Przypominał, że jest tu, z nami, na wyciągnięcie ręki. W kameralnej sali, gdzie dźwięk poruszał nie tylko powietrze, ale też nasze ciała, wspomnienia i emocje.

I pomyślałam, że tak wiele czasu spędzamy dokumentując życie, planując je albo wspominając, a tak rzadko naprawdę w nim jesteśmy.

Z tego wieczoru nie mam idealnego zdjęcia, filmiku ani pamiątki. Nawet jak chciałam nagrać ulubioną piosenkę to jakoś tak to zrobiłam, że nie włączyłam nagrywania 😅. Za to jestem bogatsza o doświadczenie. O spotkanie z muzyką, z ludźmi, z własną historią i uczuciami, które wróciły po latach (bo nikt tak pięknie nie śpiewa o miłości…).

Na tym dla mnie polega bycie tu i teraz — żeby na chwilę przestać zbierać dowody na życie i po prostu je przeżywać 💚

Więc jeśli możesz - odłóż telefon i bądź.

W gabinecie rzadko spotykam ludzi, którzy nie wkładają wysiłku w swoje życie. Znacznie częściej spotykam tych, którzy te...
14/06/2026

W gabinecie rzadko spotykam ludzi, którzy nie wkładają wysiłku w swoje życie. Znacznie częściej spotykam tych, którzy tego wysiłku nie potrafią uznać albo tych, którzy mówią: „Jeszcze nie jestem tam, gdzie chciałbym być”. „To wciąż za mało”. „Powinienem radzić sobie lepiej”.

A ja słucham historii o człowieku, który od miesięcy codziennie robi coś, co jeszcze niedawno wydawało mu się niemożliwe. Stawia granice. Prosi o pomoc. Zostaje przy swoich emocjach zamiast przed nimi uciekać. Wraca do siebie po kolejnym potknięciu. I to nie są spektakularne momenty. Nikt za nie nie dostaje medalu. Nie ma co wpisać jako osiągnięcia na LinkedIn ani czym pochwalić się znajomym przy pizzy. A jednak właśnie tam najczęściej rodzi się zmiana.

W podejściu Gestalt nie szukamy wielkich przełomów, bo bardziej interesuje nas to, co wydarza się teraz. Ten jeden krok, który mogę wykonać dzisiaj. Ta jedna rozmowa, której nie odkładam. Ta jedna decyzja, za którą biorę odpowiedzialność. Sukces przestaje być wtedy odległym punktem na horyzoncie, a staje się doświadczeniem budowanym dzień po dniu. Bez wielkich deklaracji, ale z obecności. Z gotowości, by wracać do tego, co ważne, szczególnie wtedy, gdy jest trudno lub efekty nie są jeszcze widoczne.

Czasami po wielu miesiącach pracy klient mówi: „Dopiero teraz widzę, jaką drogę przeszedłem”. I to dla mnie właśnie jest sukces. Nie jedno wielkie osiągnięciem, ale suma małych wysiłków, które przez długi czas wydają się nie mieć znaczenia. Aż pewnego dnia okazuje się, że to one zmieniły wszystko.

Więc za co dziś się docenisz? Jaki swój wysiłek uznasz? Gdzie postawisz kolejny krok, który przybliży Cię do Twojego sukcesu?

Czerwiec spędzam na stażu na oddziale psychiatrycznym otwartym. Dzięki porannej społeczności dowiedziałam się, że dziś p...
09/06/2026

Czerwiec spędzam na stażu na oddziale psychiatrycznym otwartym. Dzięki porannej społeczności dowiedziałam się, że dziś przypada Międzynarodowy Dzień Przyjaciela. Więc trochę o przyjaźni…

Przyjaźń to spotkanie. Chwila, czasem lata wspólnej, krętej drogi. To bycie razem w tym, co lekkie i w tym, co trudne. To wzajemne wpływanie na siebie, zostawianie śladów i zabieranie ze sobą kawałków wspólnych doświadczeń. Każda przyjaźń jest inna i zaspokaja nasze różne potrzeby.

Nigdy nie wiemy, czym zakończy się przypadkowe spotkanie. Ktoś, kogo mijamy obojętnie lub z kim wracamy ze szkoły, bo idziemy w tym samym kierunku. Ktoś, z kim zamienimy kilka zdań w pracy, na szkoleniu czy w kolejce po kawę. Każdy może stać się jedną z ważniejszych osób w naszym życiu.

Czasem najpiękniejsze przyjaźnie rodzą się tam, gdzie rozsądek nie dawałby im większych szans – między ludźmi bardzo różnymi, na różnych etapach życia, z odmiennymi doświadczeniami i poglądami. I właśnie dlatego bywają tak wyjątkowe. I szczerze - nie wiem gdzie jest granica między byciem znajomą, koleżanką, przyjaciółką. W relacji romantycznej często pada: - „To co? Oficjalnie razem?” A czy pytamy ludzi obok nas czy to już oficjalnie przyjaźń?

Nie każda przyjaźń trwa całe życie. Niektóre kończą się naturalnie, inne boleśnie. W perspektywie Gestalt zakończenie nie przekreśla wartości relacji. To, że coś się skończyło, nie oznacza, że było nieważne. Możemy zatrzymać wdzięczność za to, co dostaliśmy, czego się nauczyliśmy i kim staliśmy się dzięki drugiej osobie.
Jednocześnie warto pamiętać, że pozostawanie w relacji wyłącznie z przyzwyczajenia, poczucia obowiązku czy lęku przed zmianą niekoniecznie nam służy… Czasem najbardziej uczciwym gestem wobec siebie i drugiego człowieka jest powiedzenie: „to już nie jest nasze miejsce”. I opłakać tę stratę, przejść żałobę.

Dziś zapraszam Cię do wieczornej refleksji o przyjaźniach: tych, które są i tych których brakuje. Tym, co w nich karmiące i tym, co w nich trudne.

Każda przyjaźń – niezależnie od tego, jak długo trwa (trwała) - jest dowodem na to, że spotkanie dwóch ludzi może zmienić więcej, niż jesteśmy w stanie przewidzieć.

Co ciekawe, przyjaźń to nie tylko źródło wsparcia i dobrych wspomnień. Badania pokazują, że bliskie relacje społeczne mają realny wpływ na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. Wiążą się z mniejszym poziomem stresu, lepszym samopoczuciem, większą odpornością psychiczną, a nawet dłuższym życiem. Innymi słowy – przyjaciele są nie tylko ważni dla naszego serca w przenośni, ale także całkiem dosłownie.

Życzę Wam dobrych ludzi wokół siebie.

B.

Nie lubię robić contentu. Naprawdę. Jak już piszę to wtedy, kiedy autentycznie coś mnie poruszy, wzruszy, zatrzyma. Wiel...
05/06/2026

Nie lubię robić contentu. Naprawdę. Jak już piszę to wtedy, kiedy autentycznie coś mnie poruszy, wzruszy, zatrzyma. Wielokrotnie, gdy siadam do napisania posta, ‚bo dawno nic nie publikowałam’, mam opór w ciele i pojawia się złość. Przez poczucie, że muszę, a są rzeczy, które bardziej wolałabym robić w danej chwili. I zwykle są to rzeczy związane z ludźmi, a nie z ekranem (niestety z książkami mam podobnie).

Bo najbardziej w swojej pracy lubię kontakt. Ten prawdziwy. Kiedy ktoś siada naprzeciwko mnie w gabinecie i powoli zaczyna opowiadać swoją historię. Kiedy pojawia się wzruszenie, złość, ulga, cisza, radość, jakiś ruch..

Social media przychodzą mi z trudem. Bo próbuję opowiadać o czymś, co nie do końca da się zamknąć w słowa i to jeszcze z ograniczoną liczbą znaków. A Gestalt to najpierw doświadczenie a potem nazywanie. To co najważniejsze dzieje się między ludźmi, w spotkaniu, w relacji. W terapii Gestalt właśnie kontakt jest w centrum. Żywy człowiek spotykający drugiego żywego człowieka. I brak gotowych scenariuszy, porad jak żyć, mnóstwo niuansów i zawiłości Waszych historii życiowych i bogactw światów wewnętrznych.

Dlatego czasem jest mnie tu mniej, niż podpowiadają internetowe poradniki. Wolę być w gabinecie niż w algorytmie, choć… sama czasem korzystam z tej dobrej strony social mediów, i wiem też, że nawet te uproszczenia tu stosowane stają się dla Was bodźcem do refleksji czy przyjścia na terapię.

PS. Kontakt z ‚żywą’ naturą zdecydowanie też na propsie. Czy jak to się tam mówi… 🍀🫣

Pamiętacie zdjęcie samotnego bratka pod drewnianą paletą? Otóż już nie jest samotny. Pojawił się koło niego drugi kwiat....
24/05/2026

Pamiętacie zdjęcie samotnego bratka pod drewnianą paletą?

Otóż już nie jest samotny. Pojawił się koło niego drugi kwiat. Nawet nie zauważyłam kiedy. Ale jak już zauważyłam to poczułam ulgę. Że już mogą ten los współdzielić. Że mają siebie w tym swoim trudzie istnienia.

Ciekawe czy rozmawiają i o czym? Czy są świadomi jak są dla siebie ważni, co ich tak naprawdę łączy? Czy się kłócą i o co? Czy sobie bardziej pomagają czy przeszkadzają w życiu..? Czy stoją obok siebie nieruchomo czy pojawia się między nimi bliskość, kiedy nikt nie patrzy?

I przekładam to - oczywiście - na nasze ludzkie historie.

Czasem już w bardzo młodym wieku zmuszeni jesteśmy walczyć o przetrwanie, choć jeszcze nie potrafimy tego tak zobaczyć i nazwać. Długie lata dojrzewamy i żyjemy w napięciu, samotności i ciągłym emocjonalnym „muszę sobie poradzić”, „taki mój los”. Nawet nie śnimy o zmianie, chyba że uciekamy w alternatywny świat, który kreujemy w głowie, aby mieć namiastkę normalności.

Ale później, przypadkiem, pojawia się ktoś. Zwykły ktoś - ze swoją trudną historią i ranami. Nie książę na białym koniu ani nie Piękna (ta od Bestii - przyp.). Po prostu człowiek, przy którym organizm przestaje być cały czas w gotowości do walki. Ktoś, przy kim można na chwilę opaść z tej wewnętrznej czujności. Przy kim na chwilę zapomina się o całej krzywdzie, której się doświadczyło.

Taka relacja pozwala na odkrywanie i odzyskiwanie siebie kawałek po kawałku. I to jest właśnie jej moc - moc, która tkwi w obecności. W bardzo cichej, mało spektakularnej. Ktoś zaczyna pytać, jak naprawdę się masz i nie ucieka, kiedy odpowiedź jest inna niż ,dobrze’. Ktoś siada obok i nie próbuje od razu naprawiać całego świata. Ktoś pamięta drobiazgi. Patrzy uważnie. Zostaje.

I to - tak dobre - doświadczenie często przeraża.Przeraża, bo jest zupełnie inne od tego co znamy. A jednocześnie (paradoksalnie?) dzieje się coś dziwnego — ciało, które od dawna było spięte, zaczyna odpuszczać. Człowiek, który wszystko dźwigał sam, pierwszy raz od dawna ma odwagę i ochotę powiedzieć „jest mi trudno”. Pojawia się śmiech, kolory, marzenia. Właśnie dlatego, że to całe trudne życiowe doświadczenie zaczyna być współdzielone zamiast przeżywane w całkowitej samotności.

A wtedy energia, która wcześniej szła wyłącznie na przetrwanie… może pójść też na życie.

A wracając do bratków. Biologicznie te dwa kwiaty to jedna roślina. Przeważnie drugi i kolejne kwiaty wyrastają wtedy, kiedy roślina ma odpowiednie warunki do rozwoju. I właśnie tak - z innej perspektywy - możesz spojrzeć metaforycznie na ten drugi kwiat na zdjęciu. Że dzięki czyjejś obecności poprawiają się na tyle nasze warunki życia, że zaczynają w nas rozkwitać te części, które wcześniej nie miały możliwości, aby pokazać się światu.

Dobrej niedzieli 🍀

O relacjach i granicach. Dziś długo, bo temat skomplikowany, pełen niuansów. Ale ostatnie dni, zarówno w wydaniu prywatn...
20/05/2026

O relacjach i granicach. Dziś długo, bo temat skomplikowany, pełen niuansów. Ale ostatnie dni, zarówno w wydaniu prywatnym jak i zawodowym, bardzo zapraszają mnie do refleksji. No to chodźmy! 😊

Nie znam statystyk, ale mam poczucie, że relacje chyba nigdy nie są trudne przez jeden wielki dramat. Częściej męczą przez te małe rzeczy… Te, które odkładamy na później. Przez zdania, których nie mówimy. Przez momenty, w których zgadzamy się na coś dlatego, że nie chcemy kolejnej rozmowy, awantury, nie mamy siły, żeby się obronić przed reakcją drugiej osoby. Albo dlatego, że sami jeszcze nie wiemy, czego chcemy, gdzieś się zagubiliśmy w tej relacji albo i w życiu po prostu… albo już straciliśmy wiarę, że coś się może zmienić, a jednocześnie z różnych względów nie chcemy z tej relacji wychodzić…

Bo czym właściwie są granice? Czy to mur? Czy raczej próba powiedzenia: „tu zaczynam się gubić”? Czy granica zawsze musi być stała?, konsekwentna? I czy mamy prawo ją zmienić, kiedy zmieniamy się sami?

Dużo mówi się o stawianiu granic, ale mało o tym, że człowiek nie jest betonem. Że coś, co kiedyś było dla nas nie do przyjęcia, po czasie może przestać boleć. Albo odwrotnie — coś, na co kiedyś godziliśmy się bez problemu, nagle zaczyna nas uwierać. I co wtedy? Czy druga osoba musi się zmienić, żebyśmy mogli spojrzeć na wszystko inaczej? Czy czasem największa zmiana nie dzieje się po cichu, w nas? Czy można powiedzieć: „Wiem, że kiedyś potrzebowałem/am czegoś innego, ale dziś czuję to inaczej” — bez poczucia winy? Czy potrafimy w tej relacji zobaczyć swój trudny, może niedojrzały kawałek?

I skąd mieć pewność, że nastąpiła zmiana w nas, a nie przechodzimy właśnie kryzysu związanego z brakiem drugiej osoby, gdzie upływający czas trochę zamazał obraz… ? Czy kolejna próba kontaktu nie będzie znowu ‚tylko’ przypomnieniem bólu i powodu, dla którego postawiliśmy tę sztywną granicę?

A gdyby tak przyjąć założenie, że dojrzewanie w relacji polega właśnie na tym, że przestajemy traktować własne słowa jak wyrok do końca życia. Może można wrócić do rozmowy, którą kiedyś zamknęliśmy. Może można powiedzieć: „Spróbujmy jeszcze raz, ale inaczej”.

I wtedy mój mózg podsuwa znowu to pytanie: skąd wiedzieć, czy przesuwamy granicę dlatego, że naprawdę tego chcemy… czy dlatego, że boimy się stracić drugą osobę raz na zawsze?
Skąd wiedzieć, czy kompromis jest bliskością, czy już rezygnacją z siebie?
I ile razy można zaczynać rozmowę od nowa, zanim człowiek poczuje zmęczenie zamiast nadziei? A może jeszcze inaczej - jak pogodzić w sobie tą nadzieję, która cicho tli się w sercu z jednoczesnym przeświadczeniem, że przecież nic się nie wydarzyło przez tyle wspólnych lat i rozmów, więc jak to 128 podejście miało zakończyć się inaczej, zakończyć sukcesem?

Są też takie relacje, w których druga osoba właściwie się nie zmienia. Dalej jest tak samo zamknięta. Tak samo chaotyczna. Tak samo wycofana albo zbyt intensywna. A mimo to po czasie coś w nas mięknie.

Czy to oznacza, że wcześniej nie mieliśmy racji? Czy po prostu wtedy byliśmy „innym człowiekiem” - z innymi wartościami, zasadami, potrzebami, zasobami, doświadczeniem życiowym? Czy można jednocześnie pamiętać o swoim bólu i przestać budować wokół niego całe życie?

Chyba najtrudniejsze w relacjach jest to, że nie ma jednego momentu, w którym nagle wszystko staje się jasne. Są tylko rozmowy. Czasem niedokończone. Czasem powtarzane po kilka razy. I to ciągłe pytanie: czy jeszcze umiemy być wobec siebie prawdziwi? Funkcjonować razem, żeby się nie ranić, nie powielać toksycznych schematów?

I jakoś myślę sobie, może są relacje teoretycznie łatwiejsze: romantyczne, przyjacielskie, sąsiedzkie, zawodowe.. gdzie teoretycznie możemy mieć w życiu kilku partnerów / partnerek, czy w życiu zawodowym, szefów / szefowych…

A ile pracy trzeba wykonywać, żeby się układać z rodzicami , dziećmi, rodzeństwem czy dziadkami, gdzie łączą nas więzy krwi, majątki, wspólne zależności czy prawna odpowiedzialność ..? Gdzie wiemy, że tą matkę czy tego ojca mamy jednego i albo z nią / nim uda nam się coś zbudować albo będziemy mogli tylko opłakiwać stratę tego co było i tego czego nie było i już nigdy nie będzie.

Chciałabym, żebyście spróbowali popatrzeć na stawianie granic nie jako na mechanizm oddzielania ludzi od siebie, a jak na sposób na to, żeby spotkać się w miejscu, w którym obie osoby mogą ze sobą nadal być i.. oddychać. Ze świadomością, że czasem takie miejsce nie istnieje i jedynym ratunkiem dla siebie jest wyjście z takiej relacji i wzięcie głębokiego oddechu już poza nią.

Ufff.

Wszystkiego dobrego dla Was 🍀

Adres

Legionów Polskich 20
Krzeszowice
32-065

Godziny Otwarcia

Wtorek 14:00 - 20:00
Środa 14:00 - 20:00

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Być sobą - psychoterapia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria