15/07/2026
362 km. Dotarłam do domu. ❤️🚴♀️
To koniec mojej rowerowej podróży. Ale czuję, że to dopiero początek czegoś nowego.
Przez kilka dni przejechałam 362 kilometry. Był wiatr, słońce, zmęczenie, ból kolana i mięśni , chwile zwątpienia i momenty zachwytu. Były też pomylone trasy, dodatkowe kilometry i przekonanie, że nie zawsze najkrótsza droga jest tą najważniejszą.
Ta wyprawa nie była wyścigiem. Była spotkaniem z samą sobą.
Przypomniała mi, że siła nie polega na tym, by nigdy się nie zatrzymywać. Prawdziwa siła to umiejętność zwolnienia, odpoczynku, przyjęcia pomocy i ruszenia dalej wtedy, kiedy jest się gotowym.
A potem wróciłam do domu…
I zamiast wielkiej mety czekała na mnie żółta kartka z prostym napisem: “Welcome Home”. ❤️
W tej jednej chwili zrozumiałam, że najpiękniejszym miejscem każdej podróży nie jest jej początek ani koniec trasy. Najpiękniejszy jest moment, kiedy ktoś cieszy się, że wróciłaś.
To zdjęcie zostawiam tutaj na pamiątkę. Bo przypomina mi, że niezależnie od tego, jak daleko pojedziemy i ile zakrętów po drodze pomylimy, najważniejsze jest mieć dokąd wracać… i do kogo wracać.
Z całego serca dziękuję każdej osobie, która była ze mną w tej podróży. Za wiadomości, komentarze, reakcje, słowa otuchy i kciuki. Nie zawsze miałam siłę odpisywać, ale czytałam Wasze słowa. Niejeden raz dodawały mi sił wtedy, gdy nogi mówiły: „Już wystarczy”.
Dziękuję, że jechaliście ze mną – choć każdy z Was był gdzieś zupełnie indziej.
To jeszcze nie koniec tej historii. W najbliższych dniach opowiem Wam o poszczególnych etapach tej wyprawy, o ludziach, których spotkałam, o miejscach, które mnie zachwyciły, i o lekcjach, które zabieram ze sobą do codziennego życia.
Bo czasami trzeba wyjechać daleko, żeby wrócić nie tylko do domu…
…ale także trochę bliżej siebie. ❤️
Dziękuję, że jesteście. 🌿