23/01/2026
PIĄTKI Z ADHD CZĘŚĆ 25
Jest taki moment po diagnozie, o którym rzadko się mówi.
Najpierw ulga.
Nazwanie rzeczy.
Wyjaśnienie lat chaosu, zmienności, rozbieganych myśli.
A potem po kilku dniach, tygodniach zaczyna się coś innego.
Cichy podszept:
„Może przesadziłam.”
„Może tak to opowiedziałam, że wyszło ADHD.”
„Może odpowiedziałam tak, jak trzeba było odpowiedzieć.”
„Może wcale nie mam ADHD. Może jestem po prostu leniwa.”
I to potrafi być bardzo realne.
Bardziej realne niż sama diagnoza.
Syndrom oszusta w ADHD nie dotyczy tylko sukcesów zawodowych.
On potrafi dotyczyć nawet własnej neurobiologii.
Zaczynamy wątpić w prawo do trudności.
W prawo do wyjaśnienia.
W gabinecie słyszę to częściej, niż można by przypuszczać.
Dorośli, po 40 tce mówią:
„Może ja to wszystko sobie wmawiam.”
„Może ja po prostu nie potrafię się ogarnąć.”
To nie bierze się znikąd.
Przez lata słyszeliśmy, że jesteśmy zdolni, tylko „za mało się staramy”.
Że potencjał jest, tylko wykonanie zawodzi.
Że inni potrafią, więc my też powinniśmy.
Kiedy więc w końcu pojawia się diagnoza, ona wchodzi w konflikt z całym tym wewnętrznym zapisem.
Z historią życia.
Badania pokazują, że osoby z ADHD mają istotnie wyższe ryzyko obniżonej samooceny i przewlekłego poczucia nieadekwatności. W literaturze dotyczącej tzw. impostor phenomenon wskazuje się, że szczególnie narażone są osoby, które funkcjonowały przez lata w trybie kompensacji i maskowania trudności. Kiedy sukces przychodzi kosztem nadmiernego wysiłku, napięcia i pracy „na ostatniej prostej”, łatwo uznać go za przypadek, a nie kompetencję.
ADHD dodatkowo komplikuje ten obraz.
Nierówna regulacja dopaminy sprawia, że wydajność bywa falą.
Jednego dnia skupienie jest ostre jak brzytwa, innego rozprasza najdrobniejszy bodziec.
Ta zmienność podkopuje zaufanie do siebie.
Trudno ufać sobie, kiedy nie wiesz, w której wersji siebie jutro się obudzisz.
A po diagnozie dochodzi jeszcze jeden element:
zderzenie z żałobą.
Bo jeśli to naprawdę ADHD, to znaczy, że to nie była przejściowa faza.
Że to nie minie wraz z lepszym planem, lepszym kalendarzem, większą dyscypliną.
I w tym miejscu rodzi się ambiwalencja:
ulga i opór jednocześnie.
Część nas chce wierzyć diagnozie.
Część chce ją podważyć.
„Może zmanipulowałam diagnostę.”
„Może odpowiedziałam tak, żeby pasowało.”
„Może wcale nie mam ADHD.”
To nie jest manipulacja.
To jest wieloletni trening w podważaniu siebie.
W psychologii mówi się o internalizacji krytyki kiedy głosy z zewnątrz z czasem stają się naszym własnym głosem. Jeśli przez dekady słyszysz, że jesteś niesystematyczna, roztrzepana, za mało zdyscyplinowana, zaczynasz w to wierzyć bardziej niż w dokument z pieczątką.
Syndrom oszusta w ADHD bywa więc nie tyle lękiem przed zdemaskowaniem, ile lękiem przed przyjęciem prawdy o sobie.
Bo jeśli to naprawdę ADHD, trzeba będzie przestać się biczować.
A to dla wielu z nas jest zaskakująco trudne.
Może więc pytanie nie brzmi:
„Czy ja na pewno mam ADHD?”
Tylko:
„Czy potrafię zaufać temu, co o sobie odkryłam?”
Jeśli jesteś po diagnozie i łapiesz się na myśli, że to wszystko przesada nie jesteś w tym odosobniona.
To część procesu integrowania nowej narracji o sobie.
Będę wracać do tego tematu bo uważam, że jest ważny i potrzebny.
A jeśli podoba Ci się cykl piątków możesz symbolicznie postawić kawę:
https://buycoffee.to/agataholistycznie
Agata