Energetyczne Domy Zdrowienia

Energetyczne Domy Zdrowienia ENERGETYCZNE DOMY ZDROWIENIA
ul. M.

Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej 1
59-300 Lubin
tel. +48 604 573 816; +48 605 740 788
KRS 0001041036
NIP 6922535586
Regon 525564785
konto: Nest Bank S.A.
97 1870 1045 2083 1077 2354 0001

23/08/2026

NIE NA WSZYSTKO MUSISZ REAGOWAĆ. CZASEM NAJWIĘKSZĄ ODPOWIEDZIĄ JEST SPOKÓJ

Przychodzi taki moment w życiu, kiedy człowiek zaczyna rozumieć, że nie każda bitwa jest jego bitwą. Nie każde słowo wymaga odpowiedzi. Nie każda opinia wymaga sprostowania. Nie każdy człowiek musi Cię zrozumieć. I nie każdemu trzeba udowadniać, że masz dobre serce.

Kiedyś reagowałaś od razu. Ktoś powiedział coś niesprawiedliwego – tłumaczyłaś się. Ktoś źle Cię ocenił – próbowałaś pokazać mu prawdę. Ktoś się obraził – zastanawiałaś się, co zrobiłaś źle. Ktoś odszedł – biegłaś za nim po odpowiedź. Ktoś Cię odrzucił – zaczynałaś odrzucać samą siebie.

I nawet nie zauważałaś, ile energii na to oddajesz.

Godzinami układałaś w głowie rozmowy, które już się skończyły. Pod prysznicem wymyślałaś najlepszą odpowiedź, oczywiście trzy godziny za późno. 😉 Wieczorem analizowałaś jedno zdanie wypowiedziane rano. A ciało cały czas pozostawało w gotowości, jakby od rozwiązania tej jednej sytuacji zależało całe Twoje życie.

Aż któregoś dnia zaczynasz rozumieć:

nie muszę odpowiadać na wszystko, co próbuje zabrać mój spokój.

To nie jest obojętność. To nie jest słabość. To nie jest udawanie, że nic Cię nie boli. Dojrzały spokój nie polega na tłumieniu emocji. Polega na tym, że najpierw zauważasz, co się w Tobie dzieje, a dopiero później decydujesz, czy chcesz działać.

Bo pomiędzy tym, co ktoś zrobił, a Twoją reakcją istnieje przestrzeń.

I właśnie w tej przestrzeni zaczyna się wolność.

Ktoś Cię prowokuje. Dawniej natychmiast wchodziłaś w dyskusję. Dziś możesz pomyśleć: „Widzę, co się dzieje. Nie muszę tam wchodzić.”

Ktoś próbuje wzbudzić w Tobie poczucie winy. Dawniej tłumaczyłaś się przez pół godziny. Dzisiaj możesz powiedzieć: „Rozumiem, że tak to widzisz. Ja widzę to inaczej.”

Ktoś Cię nie wybiera. Kiedyś pytałaś: „Co jest ze mną nie tak?”. Dzisiaj coraz częściej pytasz: „Dlaczego miałabym przekonywać kogoś do swojej wartości?”

I to jest ogromna zmiana.

Powoli uczysz się, że nie jesteś odpowiedzialna za to, co ktoś o Tobie pomyśli. Możesz być najcieplejszym człowiekiem na świecie, a ktoś i tak zobaczy w Tobie coś, co będzie pasowało do jego własnej historii.

Możesz mieć dobre intencje i zostać źle zrozumiana.

Możesz powiedzieć „nie” i ktoś nazwie Cię egoistką.

Możesz postawić granicę i usłyszeć, że się zmieniłaś.

Tak. Zmieniłaś się.

Już nie zostawiasz siebie za każdym razem, kiedy ktoś jest z Ciebie niezadowolony.

I być może właśnie tego uczymy się najdłużej: że czyjeś niezadowolenie z naszej granicy nie oznacza automatycznie, że granica jest niewłaściwa.

Nie możesz kontrolować cudzych zachowań. Nie możesz zmusić człowieka, żeby Cię pokochał, zrozumiał, przeprosił, przyznał Ci rację albo zobaczył sytuację Twoimi oczami.

Ale możesz zdecydować, ile miejsca dasz temu w swoim wnętrzu.

Bo czasami ktoś rzuca Ci jedno zdanie, idzie spokojnie zrobić sobie kawę, a Ty nosisz to zdanie przez następne trzy dni.

On już dawno zapomniał.

A Ty nadal prowadzisz z nim konferencję… tylko że we własnej głowie. 😉

I właśnie wtedy warto powiedzieć:

„Stop. Wracam do siebie.”

Nie dlatego, że to, co się wydarzyło, było nieważne. Tylko dlatego, że Ty jesteś ważniejsza niż niekończące się przeżywanie tego samego.

Są oczywiście sytuacje, w których trzeba reagować. Trzeba powiedzieć „nie”. Trzeba się obronić. Trzeba nazwać przemoc, niesprawiedliwość czy przekroczenie granicy. Spokój nie oznacza pozwalania innym na wszystko.

Czasami najbardziej spokojnym zdaniem świata jest:

„Nie zgadzam się na takie traktowanie.”

Bez krzyku. Bez tłumaczenia się. Bez elaboratu na siedem stron.

I koniec.

Dojrzałość nie polega więc na tym, że przestajesz reagować. Polega na tym, że przestajesz reagować automatycznie.

Zaczynasz wybierać.

Czy ta rozmowa ma sens?

Czy ten człowiek naprawdę chce mnie zrozumieć, czy tylko chce wygrać?

Czy moja odpowiedź coś wniesie?

Czy za tydzień ta sytuacja nadal będzie dla mnie ważna?

Czy właśnie mówię z dorosłej części siebie, czy z rany, która rozpaczliwie chce zostać zauważona?

To ostatnie pytanie potrafi zmienić bardzo wiele.

Bo czasami nie walczymy o dzisiejszą sytuację. Walczymy o wszystkie dawne chwile, kiedy nikt nas nie słuchał.

Nie próbujemy przekonać partnera. Próbujemy wreszcie zostać usłyszane przez ojca.

Nie walczymy z koleżanką. Walczymy o miejsce, którego kiedyś nie miałyśmy.

Nie rozpaczamy wyłącznie dlatego, że ktoś odchodzi. Budzi się w nas dziecko, które kiedyś pomyślało: „Jeżeli ktoś mnie zostawia, to znaczy, że nie jestem wystarczająca.”

I wtedy zamiast biec za drugim człowiekiem możesz zrobić coś zupełnie nowego.

Zostać przy sobie.

Powiedzieć:

„Widzę, że boli. Jestem tutaj. Nie opuszczę Cię tylko dlatego, że ktoś inny odszedł.”

To jest miłość do siebie.

Nie cytat na pięknym obrazku. Nie świeczka i kąpiel z pianą, chociaż przeciwko pianie absolutnie nic nie mam. 😉

Miłość do siebie zaczyna się wtedy, kiedy w trudnym momencie nie stajesz przeciwko sobie.

Nie pytasz: „Dlaczego znowu jestem taka głupia?”.

Pytasz: „Co teraz czuję?”.

Nie pytasz: „Jak mam sprawić, żeby on mnie zrozumiał?”.

Pytasz: „Czy ja rozumiem siebie?”.

Nie pytasz: „Co zrobić, żeby mnie wybrali?”.

Pytasz: „Czy ja właśnie wybieram siebie?”

I wtedy powoli przychodzi spokój.

Nie dlatego, że świat przestał być trudny.

Ludzie nadal będą mieć swoje humory. Nadal ktoś Cię źle zrozumie. Ktoś będzie projektował na Ciebie własne lęki. Ktoś odejdzie. Ktoś nie odpowie. Ktoś będzie próbował wciągnąć Cię do starego tańca.

Tylko Ty już nie musisz tańczyć za każdym razem, kiedy ktoś włączy muzykę.

Możesz zostać na swoim miejscu.

Oddychać.

Czuć stopy.

Poczuć swoje serce.

I powiedzieć:

„Nie wszystko, co do mnie przychodzi, musi we mnie zostać.”

To, co jest cudzym osądem – może pozostać przy drugim człowieku. To, co jest cudzą złością – nie musi stać się Twoją złością. To, co jest cudzym lękiem – nie musi stać się Twoją prawdą.

A Ty możesz wrócić do swojego życia.

Do ludzi, którzy Cię kochają. Do swojej pracy. Do spaceru. Do kawy. Do śmiechu. Do ciszy. Do tego, co naprawdę ma znaczenie.

Bo z czasem odkrywasz coś pięknego:

spokój nie przychodzi wtedy, kiedy wszyscy wreszcie zaczynają zachowywać się tak, jak chcesz.

Spokój przychodzi wtedy, kiedy przestajesz oddawać innym pilot do swojego wnętrza.

Nie musisz wygrać każdej rozmowy.

Nie musisz mieć ostatniego słowa.

Nie musisz być dobrze zrozumiana przez wszystkich.

Nie musisz naprawiać każdej relacji.

Nie musisz zatrzymywać każdego, kto chce odejść.

Czasami Twoim największym zwycięstwem będzie to, że wieczorem położysz się spać i pomyślisz:

„Mogłam wejść w tę walkę. Ale tym razem wybrałam siebie.”

I może właśnie na tym polega wewnętrzny spokój.

Nie na tym, że nic Cię już nie porusza.

Ale na tym, że nie wszystko, co Cię poruszy, ma prawo Tobą kierować.

Powoli się tego uczę.

Nie zawsze mi wychodzi.

Czasami jeszcze reaguję. Czasami boli. Czasami stara część mnie chce się tłumaczyć, walczyć, udowadniać i zostać zrozumiana.

Ale coraz częściej zatrzymuję się, kładę dłoń na sercu i pytam:

„Co wybierasz – kolejną walkę czy swój spokój?”

I coraz częściej odpowiadam:

„Wybieram siebie. Wybieram spokój. A to, co nie jest moje, zostawiam tam, gdzie należy.” 🌹

Serdecznie zapraszam Ciebie na warsztaty w Toskani może już czas stać się kobietą, która dba o siebie🩷
Kontakt 607886947
605265207

22/08/2026

Niekiedy nadchodzi taki moment, gdy przekraczasz granice swojej wytrzymałości i sił.
Gdy wiara, nadzieja, gdzieś gaśnie w Tobie, pojawia się zwątpienie, zmęczenie, znużenie, bezsilność.
Brakuje tych sił, motywacji, chęci.
Do czegokolwiek, dla kogokolwiek.
Tak zwyczajnie zaczynasz mieć dość.
Dość wszystkiego i wszystkich.
Chciałabyś uciec, zostawić za sobą cały świat, całą codzienność, wszelkie problemy, troski.
Zaczynasz wątpić w słuszność swoich czynów, swoje możliwości, lepsze dni.
Tym bardziej, że one tak długo nie nadchodzą.
Najgorsze jest, że właśnie w tym czasie zaczynasz wątpić również w samą siebie.
Gdy czujesz, że uderzasz głową w mur, a jedyne co się zmienia, to ilość ran, które sprawiają ból.
Gdy starasz się ze wszelkich sił, wkładasz serce, całą siebie w rzeczy, których nikt nie dostrzega, nie docenia, nie potrafi nawet uszanować.
Gdy wokół napotykasz tak wiele zła, ignorancji, obojętności, kłamstwa, fałszu.
Ludzi, dla których najwyższym horyzontem spojrzenia, jest wyłącznie ich czubek nosa i ego.
I pytasz siebie.
Po co, dlaczego, na jaką cholerę i dla kogo ja to wszystko robię?
Jeśli czyny moich dłoni, uczucia mojego serca pozostają niezauważalne.
Przychodzi taki czas, gdy zwyczajnie przestajesz mieć ochotę starać się, troszczyć, dbać, martwić, trwać.
Nie chce Ci się nawet chcieć.
Ten czas jednak nie okazuje się Twoją słabością.
Ten czas "krzyczy" do Ciebie.
Dość.
Zbyt długo walczysz bez odpoczynku.
Zbyt wiele dajesz z siebie.
Już czas.
Postawić granicę, których nikomu nie pozwolisz przekroczyć.
Przytulić siebie.
Ofiarować sobie wytchnienie.
Odpocząć.
Czas, abyś wypuściła z dłoni to, co tak mocno, długo i dbale trzymasz.
Czas przewartościować priorytety.
Ten czas "krzyczy" do Ciebie.
Zbyt długo jesteś silna.
Teraz musisz pomyśleć o sobie.
A nie wyłącznie o innych.
Pora zadbać o siebie, o swój spokój.
To czas, w którym musisz postawić siebie jako priorytet.
Postawić na zdrowy egoizm.
Ten czas samotności jest potrzebny, abyś mogła odnaleźć sens, który w nadmiarze trosk, spraw, gdzieś się zagubił.
To jest czas na odnalezienie odpowiedzi na wiele pytań, które targają duszą i sercem.
To jest czas tak potrzebny, aby odnaleźć siebie na nowo.
I nowe spojrzenie na świat, na ludzi.
Ofiaruj sobie ten czas, bez jakichkolwiek wyrzutów.
By nie zgubić siebie i drogi, którą obrałaś do przemierzania ścieżek życia.
Daj odrobinę czułości, miłości, uwagi, troski samej sobie.
Zadbaj o swój spokój i oddech dla serca.
Bo nikt inny Ci tego nie ofiaruje.
Tym razem.
Zrób to z myślą o sobie.
Tak po prostu.
~Black Angel

17/08/2026

🌿 TORBIEL NIE POJAWIA SIĘ PO TO, ŻEBY CIĘ UKARAĆ. MOŻE POJAWIĆ SIĘ PO TO, ŻEBYŚ SIĘ ZATRZYMAŁA.

To, czym się dzielę, jest spojrzeniem inspirowanym psychobiologią, Totalną Biologią i pracą z ustawieniami systemowymi. Każdy objaw wymaga konsultacji z lekarzem. Ta perspektywa może natomiast pomóc przyjrzeć się emocjom i historii, które towarzyszą chorobie.

Kiedy kobieta słyszy: „Ma pani torbiel.”
Najczęściej pierwszą emocją jest strach.
A zaraz po nim pojawia się pytanie:
„Dlaczego właśnie ja?”
W gabinecie lekarskim dostajemy opis wielkości, lokalizacji i plan dalszego postępowania.
Ale bardzo rzadko ktoś pyta:
„Co wydarzyło się w Twoim życiu kilka miesięcy wcześniej?”
Bo czasami ciało zaczyna mówić wtedy, kiedy serce zbyt długo milczy.
W psychobiologii torbiel bywa interpretowana jako symbol czegoś, co zostało zatrzymane.
Jakby organizm mówił:
„To nie mogło się narodzić.”
Nie zawsze chodzi o dziecko.
Czasami chodzi o marzenie.
O własny biznes.
O związek, który miał być domem.
O decyzję, której nie wolno było podjąć.
O słowa, których nigdy nie wypowiedziałaś.
To, co miało płynąć, zatrzymało się.
To, co miało się narodzić, zostało zamknięte w środku.

Historia Ani
Ania przez lata marzyła o własnej pracowni.
Miała talent.
Pomysły.
Klientów.
Ale za każdym razem słyszała w głowie głos mamy:
"Nie wygłupiaj się. Znajdź normalną pracę."
Minęło dziesięć lat.
Marzenie nadal żyło.
Ale tylko w wyobraźni.
Kiedy pojawiła się torbiel, podczas naszej pracy powiedziała:
"Ja od lat jestem w ciąży z własnym życiem, tylko nigdy go nie urodziłam."
To zdanie zostało z nią na długo.
Nie dlatego, że wyjaśniało przyczynę medyczną torbieli.
Ale dlatego, że pokazywało jej wewnętrzny konflikt.

Historia Ewy
Ewa zawsze była "tą silną".
Ratowała rodzinę.
Pomagała rodzeństwu.
Opiekowała się rodzicami.
Nigdy nie pytała siebie:
„A czego ja potrzebuję?”
Jej energia tworzenia przez lata była skierowana na wszystkich dookoła.
Dla siebie nie zostawało już nic.
Podczas ustawień powiedziała:
"Całe życie żyłam cudze życie. Swojego nigdy."
To był moment, w którym pierwszy raz zapłakała nie z bezsilności, ale z ulgi.

A co pokazują ustawienia systemowe?
Czasem torbiel symbolicznie kieruje uwagę na historie kobiet z rodu.
Na babcię, która utraciła dziecko.
Na prababcię, która nie mogła decydować o swoim życiu.
Na mamę, która przez lata tłumiła własne potrzeby.
W ustawieniach nie chodzi o szukanie winnych.
Chodzi o zobaczenie:
„To należy do nich. A ja mogę z szacunkiem zostawić ten ciężar tam, gdzie jego miejsce.”
Bo kobieta nie musi całe życie nosić tego, czego sama nie stworzyła.
A może warto dziś zapytać siebie...
Co we mnie od miesięcy lub lat czeka na narodziny?
Gdzie mówię „tak”, choć całe moje ciało krzyczy „nie”?
Jakie marzenie odłożyłam, bo uznałam, że nie mam do niego prawa?
Komu oddaję swoją twórczą energię, zamiast kierować ją do własnego życia?
Może nie na wszystkie pytania znajdziesz odpowiedź od razu.
Ale samo ich zadanie jest już początkiem powrotu do siebie.
Bo ciało nie jest przeciwko Tobie.
Ono nie walczy z Tobą.
Ono próbuje znaleźć sposób, by zostać usłyszanym.
Czasami przez zmęczenie.
Czasami przez ból.
A czasami przez ciszę, która mówi więcej niż tysiąc słów.

🌿 Kiedy przestajesz walczyć ze swoim ciałem i zaczynasz go słuchać z czułością, rodzi się coś niezwykle ważnego – nie tylko nadzieja, ale także głębsza relacja z samą sobą.

🌿 EFT – Uwalniam to, co noszę w swojej kobiecości

Usiądź spokojnie. Weź kilka głębokich oddechów. Pozwól ciału rozluźnić się i zacznij opukiwanie.

Punkt karate (3 razy):

Mimo że moje ciało niesie ból, napięcie lub torbiel i nie rozumiem jeszcze wszystkiego, co chce mi powiedzieć, wybieram otworzyć się na siebie z miłością i szacunkiem.

Mimo że przez lata mogłam nosić cudze historie, cudzy ciężar i cudze emocje, dziś pozwalam sobie oddawać to, co nigdy do mnie nie należało.

Mimo że bałam się być w pełni kobietą, tworzyć po swojemu i wybierać siebie, dziś otwieram się na nowe możliwości i na zaufanie do własnego życia.

Czubek głowy Moje ciało próbuje się ze mną komunikować.

Początek brwi Pozwalam sobie usłyszeć jego głos.

Kącik oka Już nie chcę walczyć ze swoim ciałem.

Pod okiem Chcę być jego sprzymierzeńcem.

Pod nosem Uwalniam potrzebę noszenia cudzych historii.

Broda Oddaję kobietom z mojego rodu ich ból z miłością i szacunkiem.

Obojczyk Ja wybieram swoje życie.

Pod pachą Pozwalam swojej kobiecej energii znowu płynąć.

Nadgarstek Nie muszę już zasługiwać na miejsce.

Czubek głowy Mam prawo czuć się bezpiecznie w swoim ciele.

Druga runda

Czubek głowy Może przez lata tłumiłam swoje potrzeby.

Początek brwi Może bałam się powiedzieć „nie”.

Kącik oka Może ciągle wybierałam innych zamiast siebie.

Pod okiem Dziś wybieram siebie bez poczucia winy.

Pod nosem Moje ciało nie jest przeciwko mnie.

Broda Ono pragnie mojego życia, a nie mojego cierpienia.

Obojczyk Pozwalam sobie tworzyć.

Pod pachą Pozwalam sobie kochać.

Nadgarstek Pozwalam sobie odpoczywać.

Czubek głowy Pozwalam sobie być kobietą w pełni.

Trzecia runda – wzmacniająca

Czubek głowy Moje ciało jest mądre.

Początek brwi Każdego dnia uczę się je rozumieć.

Kącik oka Moja macica jest miejscem życia.

Pod okiem Moje jajniki przypominają mi o mojej sile tworzenia.

Pod nosem Mam prawo realizować swoje marzenia.

Broda Mam prawo wybierać siebie.

Obojczyk Moja kobiecość jest bezpieczna.

Pod pachą Jestem wystarczająca dokładnie taka, jaka jestem.

Nadgarstek Z wdzięcznością przyjmuję życie.

Czubek głowy Oddycham spokojem, miłością i zaufaniem. Wybieram żyć swoim życiem, a nie historią mojego rodu. Moje ciało i moje serce mogą iść razem, krok po kroku, w stronę zdrowia i wewnętrznej równowagi. 🌸

Łączę wiedzę o regulacji układu nerwowego, pracę z emocjami, mądrość ciała oraz podejście duchowe, aby wspierać ludzi w odzyskiwaniu wewnętrznego spokoju, poczucia własnej wartości i głębszego kontaktu ze sobą.
Iwona Grzesik
Dziękuję za Twoją kawę ☕
Niech Twoja hojność wróci do Ciebie po stokroć – w miłości, dobrostanie i spokoju duszy.
Z całego serca – dziękuję. 🤍
https://buy.stripe.com/5kQ6oJewD9Us8GC8cJ5AQ00

17/08/2026

🌿 A jeśli… wszystko jest z Tobą w porządku?
Mam do Ciebie jedno bardzo niewygodne pytanie.
Co, jeśli przez całe życie próbujesz naprawić coś… co nigdy nie było zepsute?
Wyobraź sobie, że Bóg patrzy na Ciebie z góry, popija kawę i mówi do aniołów:
– Patrzcie, znowu się naprawia. – Ale przecież my ją stworzyliśmy świetnie... – No właśnie. Tylko ona jeszcze o tym nie wie.

I tak biegamy.
Jeszcze jedna książka. Jeszcze jeden kurs. Jeszcze jedna medytacja. Jeszcze jeden webinar pod tytułem: „Jak w 7 krokach zostać najlepszą wersją siebie.”
A może Twoja najlepsza wersja właśnie siedzi na kanapie w dresie, je lody i tylko czeka, aż przestaniesz ją poprawiać?
Bo zauważyłaś, że dzieci nie mają z tym problemu?
Trzylatek nie budzi się rano i nie mówi: – Chyba dziś popracuję nad poczuciem własnej wartości. Albo: – Mój wewnętrzny krytyk znowu nie daje mi żyć.
Nie.
On zakłada garnek na głowę, bierze kij od miotły i zostaje królem wszechświata.
I jakoś nikt mu nie mówi, że jeszcze nie zasłużył.
A potem dorastamy.
I nagle okazuje się, że musimy zasłużyć na odpoczynek. Na miłość. Na pieniądze. Na radość. Na to, żeby usiąść i nic nie robić.
Jakby życie rozdawało pieczątki: „Jeszcze nie.” „Proszę wrócić po kolejnej terapii.”
A co, jeśli dzisiaj zrobisz coś naprawdę szalonego?
Zamiast naprawiać siebie… zaparzysz sobie herbatę.
Usiądziesz.
Weźmiesz głęboki oddech.
I powiesz:
„No dobrze… skoro jestem ze sobą już tyle lat, to może w końcu się zaprzyjaźnimy?”
Bez wojny. Bez ocen. Bez wiecznego remontu własnej duszy.
Bo prawda jest taka, że życie nie czeka, aż staniesz się idealna.
Ono już od dawna puka do Twoich drzwi.
A Ty stoisz w łazience i mówisz: – Jeszcze chwilkę! Jeszcze tylko poprawię siebie!
🌸 Może dziś wystarczy się uśmiechnąć.
Do swoich zmarszczek.
Do swoich pomyłek.
Do tego bałaganu, który nazywasz życiem.

Bo być może największym oświeceniem nie jest znalezienie idealnej siebie.

Tylko odkrycie, że ta obecna… od początku była całkiem fajna. ❤️
Z miłością i ciepłem Iwona

17/08/2026

✨ Twoje dłonie pamiętają coś, o czym twój umysł często zapomina ✨
Ile razy zdarzyło ci się automatycznie położyć rękę na miejscu, które bolało?
Na brzuchu, gdy pojawiał się lęk.
Na klatce piersiowej, gdy serce pękało z żalu.
Na głowie, gdy napięcie stawało się nie do zniesienia.
Na kolanie dziecka, kiedy przewróciło się na podwórku.
Nikt nas tego nie uczy.
To naturalny odruch człowieka.
Od wieków ludzie intuicyjnie dotykali miejsca bólu. Nie dlatego, że mieli pewność, iż sam dotyk wyleczy chorobę, ale dlatego, że dotyk przynosi ukojenie. A kiedy ciało czuje się bezpieczniej, często łatwiej się rozluźnia, oddech się pogłębia, a napięcie zaczyna ustępować.
Nasze ciało nie jest tylko zbiorem mięśni, kości i narządów.
To również miejsce, w którym zapisują się emocje.
I czasami najbardziej potrzebuje nie kolejnej walki z sobą, ale chwili życzliwej obecności.

Pomyśl o kobiecie, która przez cały dzień opiekuje się dziećmi, pracuje, gotuje, organizuje życie całej rodziny. Wieczorem siada na kanapie i mówi:
– Jestem wykończona.
Zamiast od razu analizować, dlaczego tak się czuje, mogłaby przez kilka minut usiąść w ciszy. Zamknąć oczy. Pooddychać. Rozgrzać dłonie i położyć je na sercu.
Czy to rozwiąże wszystkie problemy?
Nie.
Ale może wydarzyć się coś bardzo ważnego.
Jej układ nerwowy dostanie sygnał:
„Jestem przy sobie. Nie jestem sama.”

Albo mężczyzna, który od miesięcy żyje w ciągłym napięciu. Budzi się już zmęczony, a wieczorem nie potrafi zasnąć.
Przez pięć minut odkłada telefon. Skupia uwagę na oddechu. Rozluźnia barki. Kładzie dłonie na brzuchu.
Po kilku minutach zauważa, że oddech stał się spokojniejszy.
To nie magia.
To fizjologia.
Gdy zwalniamy oddech i kierujemy uwagę do ciała, możemy aktywować procesy związane z wyciszeniem organizmu. Dla wielu osób taki świadomy kontakt ze sobą staje się początkiem głębszej regeneracji.

W gabinecie często widzę, jak bardzo ludzie odłączyli się od własnego ciała.
Potrafią opowiadać o wszystkich wokół.
O mężu.
O dzieciach.
O pracy.
Ale kiedy pytam:
– Co teraz czuje twoje ciało?
Zapada cisza.
Jakby pierwszy raz ktoś zadał im to pytanie.

Może właśnie dlatego tak wiele prostych praktyk działa wspierająco.
Nie dlatego, że mają cudowną moc.
Ale dlatego, że zatrzymują nas w świecie, który nieustannie każe biec.
To właśnie wtedy zaczynamy słyszeć oddech.
Czuć bicie serca.
Rozluźniać szczęki.
Odpuszczać napięcie w barkach.
Wracać do siebie.

Jeśli lubisz pracować z wyobraźnią, możesz podczas takiej chwili wyobrazić sobie ciepłe światło, które wypełnia miejsce wymagające troski.
Dla jednych będzie to symbol miłości, dla innych spokoju, a dla jeszcze innych po prostu sposób na skupienie uwagi.
Nie musimy wszystkiego rozumieć.
Ale możemy nauczyć się być dla siebie obecni.
Bo być może największym uzdrowieniem nie jest to, że ból natychmiast znika.
Największym uzdrowieniem jest chwila, w której przestajesz być przeciwko sobie.
Kiedy zamiast mówić:
„Dlaczego znowu mnie boli?”
Mówisz:
„Ciało... jestem przy tobie. Dziękuję, że próbujesz mi coś pokazać.”
I właśnie od tej rozmowy bardzo często zaczyna się prawdziwa droga do zdrowienia – obok medycyny, terapii i wszystkich form mądrej troski o siebie.
Bo ciało nie potrzebuje tylko leczenia.
Potrzebuje również naszej obecnośc
A kiedy położysz dłonie na swoim ciele, spróbuj przez chwilę niczego nie naprawiać.
Po prostu bądź.
Możesz wtedy cicho powtarzać słowa Ho'oponopono:

Przepraszam
Za wszystkie chwile, kiedy nie słuchałam swojego ciała.
Za wszystkie momenty, gdy zmuszałam je do wysiłku, choć wołało o odpoczynek.

Proszę, wybacz mi.
Jeśli przez lata byłam dla siebie bardziej surowa niż czuła.
Jeśli oczekiwałam od siebie więcej, niż mogłam unieść.

Dziękuję.
Za każdy oddech.
Za serce, które nieustannie dla mnie pracuje.
Za ciało, które każdego dnia robi wszystko, aby utrzymać mnie przy życiu.

Kocham Cię.
Kocham moje ciało takim, jakie jest dzisiaj.
Kocham je również wtedy, gdy choruje, gdy jest zmęczone i gdy potrzebuje mojej uwagi.
Nie muszę czekać, aż będzie idealne, żeby obdarzyć je miłością.

Pozostań jeszcze przez chwilę z dłońmi na sercu.
Poczuj jego rytm.
Niech każdy oddech przypomina ci, że nie jesteś swoim bólem.
Jesteś życiem, które przez ciebie przepływa.
A może największą mocą, jaką nosimy w sobie, nie jest walka z własnym ciałem.
Może jest nią umiejętność powrotu do niego z czułością, wdzięcznością i miłością – każdego dnia, choćby tylko na pięć spokojnych minut.

Ta praktyka może być formą relaksu, uważności i kontaktu ze sobą. Nie zastępuje diagnozy ani leczenia medycznego, ale może wspierać poczucie spokoju i dobrostanu.

Z miłością i ciepłem Iwona

Dziękuję za Twoją kawę ☕
Niech Twoja hojność wróci do Ciebie po stokroć – w miłości, dobrostanie i spokoju duszy.
Z całego serca – dziękuję. 🤍
https://buy.stripe.com/5kQ6oJewD9Us8GC8cJ5AQ00

17/08/2026

💔 Gdy nie umiem się bawić z własnym dzieckiem…

Czasem najbardziej bolesne nie są wielkie dramaty, ale ciche wewnętrzne pytania, których wstydzimy się wypowiedzieć na głos.
Dlaczego nie potrafię się bawić z własnym dzieckiem?
Dlaczego zamiast radości czuję zmęczenie, presję, niechęć?
Dlaczego nawet jeśli się zmuszę, energia ze mnie odpływa jak powietrze z przebitego balonika?

Nie, nie jesteś złą mamą.
Nie jesteś chłodna, niedostępna, popsuta.
Jesteś zmęczona. Przebodźcowana.
Może nienauczona zabawy. Może niepobawiona jako dziecko.

Bo żeby się bawić, trzeba najpierw znać radość.
A żeby znać radość, trzeba mieć przestrzeń. W sobie i wokół siebie.
A kiedy wokół tyle obowiązków, powinności, presji… ta przestrzeń się kurczy.

Czasem dziecko mówi: „Mamo, chodź się pobawić” –
a mama słyszy: „Mamo, znowu musisz coś dać z siebie, znowu masz coś zrobić, znowu coś, znowu...”
I ciało reaguje jak na zagrożenie.
Spadek energii. Opór. Chęć ucieczki.
To nie z dzieckiem jest problem.
To nie z Tobą jest problem.
To ze zranionym, przeładowanym systemem nerwowym, który woła: „Najpierw mnie przytul. Najpierw mnie zobacz. Najpierw mnie zabaw. Mnie – małą dziewczynkę w Tobie, której nikt nie nauczył lekkości”.

🌀 Może zabawa w Twoim domu była zakazana.
🌀 Może zawsze trzeba było być „grzeczną”, „pomocną”, „poważną”.
🌀 Może Twoja własna mama nie umiała się bawić… i nikt Ci nie pokazał jak.
Nie szukaj winy. Szukaj czułości.
Dla siebie.

🌱 Zanim pobawisz się z dzieckiem – pobądź chwilę z sobą. 🌱 Zanim weźmiesz klocki – połóż rękę na sercu i zapytaj siebie: Czego ja dziś potrzebuję? 🌱 Może wystarczy 5 minut obecności, nie 3 godziny udawanej zabawy. 🌱 Może dziś pobawicie się w „leżenie razem na dywanie i słuchanie muzyki”.

Dzieci najbardziej potrzebują Ciebie – nie perfekcyjnej, rozbawionej, tylko prawdziwej.
A Ty potrzebujesz siebie – nie tej, która „musi dawać”, ale tej, która może po prostu być.

I jeśli w tej zabawie pojawia się lęk, zmęczenie, złość – to też jest ważne.
To emocje, które coś mówią.
O Tobie. O Twojej historii. O Twoich granicach.

Zacznij od siebie.
Od tej, która też kiedyś chciała się bawić, ale nie miała z kim.
Dziś Ty możesz być tą osobą – dla siebie.
A potem, powoli… może i dla swojego dziecka. Ale nie z presji. Z miłości.
Najpierw dla siebie.
Bo Ty też jesteś ważna. 🌿

🌿 Ćwiczenie: "Spotkanie z wewnętrzną dziewczynką, która nie umie się bawić"
Znajdź spokojne miejsce. Możesz włączyć łagodną muzykę. Weź kilka głębokich oddechów.
Zamknij oczy. I poczuj, że za chwilę spotkasz małą wersję siebie – dziewczynkę, która też była kiedyś dzieckiem.

1. 🌼 Zobacz ją
Wyobraź ją sobie. Ile ma lat? Jak wygląda? Jak jest ubrana? Gdzie się znajduje?
Czy siedzi samotnie? Czy patrzy z lękiem? Czy jest znudzona, odrzucona, niechciana?
Podejdź do niej. Uklęknij przy niej.
Nie mów nic. Po prostu bądź.

2. 🤲 Zadaj jej pytania
Cicho, w sercu zapytaj ją:
Dlaczego nie chcesz się bawić?
Czego się boisz, gdy ktoś Cię zaprasza do zabawy?
Co czujesz, gdy próbujesz bawić się z innymi?
Czy ktoś kiedyś zabraniał Ci się bawić?
Czy ktoś się z Ciebie śmiał?
Czy ktoś powiedział, że jesteś nudna, nie taka?
Słuchaj jej – nie oceniaj.
Może przyjdą łzy. Może obrazy. Może tylko cisza.
Każda odpowiedź jest dobra.

3. 💛 Przytul ją
Powiedz jej:
"Już wiem, dlaczego jest Ci trudno. Już Cię widzę. Już nikt Cię nie zmusza. Teraz możesz po prostu być sobą. I robić to, co chcesz – nawet jeśli to znaczy nic nie robić. Ja Cię kocham. I będę przy Tobie."
Zostań z nią jeszcze chwilę.
Może będzie chciała się przytulić. Może narysować coś. Może się położyć.
Daj jej to, czego wtedy zabrakło.

4. ✨ Zakończenie
Na koniec zapytaj siebie jako dorosłej kobiety:
Co JA mogę dziś zrobić dla siebie, by przywrócić choć odrobinę radości?
Co mogę zrobić z dzieckiem, co mnie też nie męczy?
Czy mogę zacząć od wspólnego śmiechu, spojrzenia, rozmowy – zamiast od wielkich wysiłków?
Zabawa nie musi wyglądać jak z poradnika.
Wystarczy 5 minut obecności, autentyczności, miękkiego spojrzenia.
Zacznij od tego. Reszta przyjdzie z czasem. 🌸

Z miłością Iwona

Jeśli to, co tworzę, porusza Cię i wspiera – możesz postawić mi symboliczną kawę. To dla mnie realna pomoc i ogromna wdzięczność.
https://buy.stripe.com/5kQ6oJewD9Us8GC8cJ5AQ00

17/08/2026

✨ To, co cię boli, nie zawsze chce cię zatrzymać. Czasem chce cię obudzić. ✨

Jest takie pytanie, które słyszę niemal na każdej sesji:
„Dlaczego życie ciągle mnie doświadcza?”
To naturalne pytanie.
Kiedy boli, chcemy znaleźć winnego. Szukamy odpowiedzi na zewnątrz – w partnerze, rodzicach, szefie, chorobie, pieniądzach czy losie.
A jednak z biegiem lat zauważyłam coś bardzo poruszającego.
Największe przemiany nie rodziły się wtedy, gdy w życiu było łatwo.
Rodziły się wtedy, gdy człowiek przestawał uciekać od swojego bólu i odważył się go wysłuchać.

Pamiętam kobietę, która przyszła na sesję z przekonaniem, że jej największym problemem jest mąż. Był chłodny, zamknięty, nie rozmawiał, nie okazywał uczuć.
Im dłużej pracowałyśmy, tym bardziej odkrywała, że ten chłód zna od dziecka.
Ojciec również był nieobecny emocjonalnie. Mama była zajęta przetrwaniem. Dziewczynka nauczyła się, że na miłość trzeba zasłużyć i że nie wolno mieć zbyt wielu potrzeb.
Mąż nie stworzył tej rany.
On ją tylko pokazał.
To było bolesne odkrycie.
Ale właśnie od tego momentu zaczęło się prawdziwe uzdrawianie.
Bo kiedy przestajemy walczyć z lustrem, możemy zacząć troszczyć się o tę część siebie, która od lat czekała na zauważenie.

Podobnie jest z wieloma sytuacjami.
Ktoś traci pracę i myśli, że życie go ukarało.
Dopiero po czasie widzi, że od lat wykonywał zawód, którego nienawidził.

Ktoś przeżywa rozstanie.
Na początku wydaje się końcem świata.
A później odkrywa, że po raz pierwszy od wielu lat zaczął naprawdę słuchać siebie.

Ktoś doświadcza kryzysu zdrowotnego.
Nie dlatego, że ciało jest przeciwko niemu.
Często dlatego, że ciało jako pierwsze odważyło się powiedzieć:
„Już dłużej tak nie mogę.”
Nie oznacza to, że cierpienie jest dobre ani że trzeba go szukać.
Oznacza jedynie, że skoro już się pojawiło, możemy wykorzystać je jako nauczyciela, zamiast traktować wyłącznie jako wroga.
Bo cierpienie ma niezwykłą właściwość.
Obdziera nas z masek.
Pokazuje, gdzie żyliśmy wbrew sobie.
Gdzie zgadzaliśmy się na za mało.
Gdzie baliśmy się powiedzieć „nie”.
Gdzie przez lata byliśmy silni tylko dlatego, że nie pozwalaliśmy sobie czuć.

To właśnie dlatego wiele osób po największych kryzysach mówi:
„Nie chciałabym tego przeżywać jeszcze raz… ale nie chciałabym też wrócić do człowieka, którym byłam wcześniej.”
Bo ból może zabrać wiele.
Ale może też oddać coś znacznie cenniejszego.
Prawdę o sobie.
Nie o tej wersji, która miała wszystkich zadowolić.
Lecz o tej, która w końcu odważyła się żyć.
Może właśnie dlatego pęknięcia są tak ważne.
To przez nie wpada światło.
Nie po to, aby pokazać, jak bardzo jesteśmy zniszczeni.
Ale po to, abyśmy zobaczyli, że pod warstwą lęku, kontroli i starych historii od zawsze było w nas coś niezwykle żywego.
Coś, czego żaden kryzys nie potrafi odebrać.
Nasza zdolność do kochania.
Do współczucia.
Do zaczynania od nowa.
I może właśnie na tym polega dojrzałość.
Nie na życiu bez ran.
Lecz na tym, że z każdą kolejną raną stajemy się mniej surowi dla siebie i dla innych.
Bo człowiek, który przeszedł przez własną ciemność i nie uciekł od niej, bardzo często staje się światłem dla kogoś, kto dopiero szuka drogi.
A może właśnie po to przychodzą do nas trudne doświadczenia.
Nie po to, aby zgasić nasze światło.
Ale po to, abyśmy w końcu przestali szukać go na zewnątrz i odkryli, że od początku było w nas.

Z miłością i ciepłem Iwona

Adres

Ulica Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej 1
Lubin
59-300

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Energetyczne Domy Zdrowienia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Energetyczne Domy Zdrowienia:

Skróty

Udostępnij