19/06/2026
Od dawna borykałem się z trudnością integracji różnych nurtów terapeutycznych w których pracuję i wynikających z nich zaleceń z moją wiedzą, oraz postępującymi doniesieniami ze świata nauki. Piszę ten post, ponieważ udział w Konferencji Psychodelicznej, w końcu pozwolił mi znaleźć kilka odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, lub chociaż określić kierunek poszukiwań.
16 lat temu gdy zacząłem się interesować psychodelikami – ten temat był jedynie stygmatyzowany. Przez większość osób w społeczeństwie, zaliczane były do jednej grupy z wszystkimi innymi (poza alkoholem!) substancjami psychoaktywnymi – do narkotyków. Ja czytałem prace Stanisława Grofa o poszerzonych stanach świadomości, a kultura mówiła mi, że to jedynie chore wytwory zaburzonych umysłów.
10 lat temu pisałem pracę magisterską o doświadczeniach duchowych i uważności – w której również pytałem o doświadczenia z psychodelikami – wtedy na uczelni ten temat wciąż był obcy a nawet stygmatyzowany. Nikt z „poważnych naukowców” się tym nie zajmował, a moje próby opowiadania o psychologii transpersonalnej były akceptowane przez wykładowców, chyba głównie dlatego, że darzyli mnie jakąś sympatią, a nie dlatego, że uznawali te idee za ważne lub odkrywcze.
6 lat temu gdy szkoliłem się jako Specjalista Psychoterapii Uzależnień – wciąż obowiązującym systemem diagnostycznym było ICD 10 – w którym pod kodem „F16” umiejscowione było „Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem halucynogenów”. (Swoją drogą, nigdy nie widziałem takiej diagnozy, a dopiero ICD11 reflektuje, że takie uzależnienie praktycznie nie występuje). Równolegle w szkole psychoterapii gdy wspominałem, że są badania które wskazują na duży potencjał psychodelików w leczeniu uzależnień (od alkoholu, opioidów, nikotyny etc.), to spotykałem się raczej z krytyką, że to myślenie, które daje przyzwolenie na łamanie abstynencji.
Poprzedni weekend spędziłem zaś na Uniwersytecie Warszawskim, siedząc pod orzełkiem i słuchając grona doktorów i profesorów, którzy w końcu z naukową obiektywnością omawiali możliwości i ryzyka wynikające z używania psychodelików w psychoterapii. Z bardzo dużą ostrożnością a jednak ogromnym zaciekawieniem badali oni co naprawdę może przynosić korzyści, co może redukować cierpienie pacjentów, co może LECZYĆ. I to wszystko mając świadomość, że jest to w poprzek do dotychczas panującego paradygmatu i rozumienia niektórych kwestii związanych ze zdrowiem psychicznym.
Piszę tego posta jednocześnie z ostrożnością, by nie wpaść w „psychodeliczny hype”, a jednocześnie ze świadomością, że jest kontrowersyjny i może niektórym się nie spodobać. Czuję się jednak w moralnej odpowiedzialności do szukania tego co jest prawdą, a nie jedynie zastaną społeczną umową sprzed wielu lat. Pisząc tego posta, nie nakłaniam nikogo do zażywania substancji psychoaktywnych – szczególnie na własną rękę! - wydaje mi się, że jak mało kto, znam zagrożenia jakie mogą z tego wynikać. Chcę jednak pobudzić do refleksji i zaznaczyć, że nie możemy (jako ludzie, a szczególnie my – psychoterapeuci), dłużej ignorować, czegoś co się wydarza – tego, że są miliony (badania pokazują, że około 4% polaków) ludzi którzy mieli styczność, z psychodelikami.
Wiedząc, że post będą czytać moi byli – lub być może przyszli pacjenci – chcę również uczulić – że szczególnie osobom cierpiącym na trudności psychiczne – odradzam próby „samoleczenia”. Uważam, że tego typu substancje, o ile mogą przynosić korzyści – to wtedy gdy są zażywane w ramach procesu terapeutycznego i z zalecenia specjalistów, którzy są w stanie zminimalizować ryzyka (a jest ich całkiem sporo). Inaczej takie próby mogą wywoływać szerokie zagrożenia poczynając od psychoz, przez pogłębione stany lękowe aż do trudności z integracją doświadczenia.
Długo… bo temat ważny, chciałbym jednak skończyć posta akcentem pozytywnym – cieszy mnie, że są ludzie z otwartymi głowami, a jednocześnie twardo stąpający po ziemi z którymi można omawiać trudne zagadnienia i wszystkie doświadczenia jakie my jako ludzie mieć możemy.