21/08/2026
Obecnie delektuje się urlopem, ale chyba każdy, kto naprawdę lubi swoją pracę, zna to uczucie, kiedy nawet w czasie wolnym pewne historie i przypadki wracają do głowy. I właśnie ostatnio pomyślałam o jednej z pacjentek, która pojawiła się w moim gabinecie miesiąc temu na konsultacjację (skirowana od ortodonty).
Pacjentka ma 20 lat i przeszła już jedno leczenie ortodontyczne. Niestety, po ponad roku od jego zakończenia zaczęło dochodzić do nawrotu wady zgryzu. Tym razem specjalista - ortodonta skierował ją również do logopedy.
I właśnie ta sytuacja skłoniła mnie do pewnego przemyślenia. Jak ważne jest, żeby w odpowiednim momencie spojrzeć szerzej na pacjenta i, jeśli są ku temu wskazania, skonsultować go również z terapeutą miofunkcjonalnym lub logopedą. Nie po to, żeby każdy pacjent ortodontyczny musiał automatycznie trafiać na terapię, ale po to, żeby nie przeoczyć funkcji, które mogą mieć znaczenie dla przebiegu leczenia i utrzymania jego efektów.
W przypadku tej pacjentki problemem nie było wyłącznie ustawienie zębów. Podczas diagnozy zwróciłam uwagę między innymi na sposób pracy i pozycjęspoczynkową języka oraz warg. Pacjentka opowiedziała mi, że wcześniej otrzymała informację, że język powinien być „spionizowany”. I rzeczywiście, starała się utrzymywać go w górze, jednak czubek języka ustawiała mniej więcej w środkowej części podniebienia twardego. Język nie był wklejony w podniebienie. On po prostu "stał dęba" w jamie ustnej.
Oczywiście nie wiem, jakie dokładnie zalecenie otrzymała od wcześniejszego specjalisty i czy właśnie w taki sposób zostało ono przekazane, czy może pacjentka tak je zinterpretowała. Nie chcę więc oceniać czyjejkolwiek pracy. Mogę jedynie opisać to, co sama zaobserwowałam podczas badania pacjentki.
Pamiętaj! Samo uniesienie języka nie oznacza jeszcze, że jego pozycja spoczynkowa jest prawidłowa. Znaczenie ma nie tylko to, czy język znajduje się „w górze”, ale również gdzie znajduje się jego poszczególne części i jak cała struktura funkcjonuje w spoczynku.
Zwróciłam też uwagę na usta. Pacjentka nie miała ich całkowicie otwartych, dlatego być może ten problem nie był od razu tak widoczny. Ale wargi nie pozostawały domknięte na całej swojej długości. A to również ma znaczenie.
Ocena pozycji spoczynkowej warg to przecież nie tylko odpowiedź na pytanie: „Czy pacjent ma otwarte czy zamknięte usta?”. Patrzymy również na to, czy kształt i wielkość warg pozwalają na ich swobodne domknięcie, czy domknięcie nie wymaga nadmiernego napięcia innych mięśni oraz czy wargi są domknięte na całej swojej długości.
I właśnie takie sytuacje przypominają mi, dlaczego tak bardzo wierzę we współpracę specjalistów. Ortodonta może zadbać o ustawienie zębów, ale później pacjent nadal każdego dnia oddycha, i przez wiele godzin utrzymuje język oraz wargi w określonej pozycji. Dlatego, jeśli pojawiają się nieprawidłowości w funkcjach, warto je zauważyć i odpowiednio wcześnie się nimi zająć.
Być może wtedy leczenie od początku może być prowadzone w sposób bardziej kompleksowy i efektywny. Zamiast po zakończeniu jednego procesu wracać po czasie do punktu, w którym znów trzeba szukać przyczyny problemu i rozpoczynać kolejne konsultacje.
I chyba właśnie to jest moje urlopowe przemyślenie:
w leczeniu nie zawsze chodzi o to, żeby robić więcej. Czasami chodzi o to, żeby odpowiednio wcześnie spojrzeć szerzej, skonsultować pacjenta wtedy, kiedy jest taka potrzeba, i zadbać o to, aby różne elementy leczenia po prostu ze sobą współpracowały.
Ustawienie zębów i funkcja nie powinny być traktowane jako dwa zupełnie oddzielne światy. Jeśli chcemy, żeby wszystko dobrze ze sobą grało, czasami warto zaprosić do tego procesu więcej niż jednego specjalistę.
Pozostań w Rozkwcie,
Ania:)