25/06/2026
Porody nie dzieją się w dzień, prawda? Zapytała Karolina, kiedy spotkałyśmy się na ostateczną kwalifikację do porodu domowego.
Dokładnie dwa tygodnie później, w środku dnia dostałam wiadomość, że usłyszała charakterystyczne „PYK” i odeszły wody płodowe. Upalny dzień, spokój i odpływające wody płodowe. Akurat tego dnia miałam do przyjazdu do Karoliny troszkę dłużej niż zwykle, więc od informacji o odpływaniu wód zaczęłam się zbierać. Spokojnie, bo u Karoliny brak skurczy. Jednak szybko okazało się, że muszę mocno przyspieszyć, zaczęły się delikatne skurcze, które po chwili zmieniły się regularną, silną czynność skurczową. Kolejne kilka minut później sms „poparło” 🙈 w tym momencie wiedziałam, że… nie zdążę. Karolina odebrała telefon w trakcie skurczu, a ja usłyszałam piękne porodowe dźwięki a zaraz potem słowa „czuję główkę”. Mąż wspaniale relacjonował co się działo potem: widać główkę, już prawie całą, jest cała główka.
I chwila przerwy. Barki dziecka często potrzebują chwilki, żeby się ułożyć w miednicy i urodzić. U Karoliny na chwilę pojawiło się zwątpienie, czy wszystko jest dobrze. Ale kilka sekund później mąż zrelacjonował „są bareczki”… „i jest cała ona”. A zaraz potem usłyszałam donośny krzyk małej Jagny.
Kiedy dojechałam Karolina z uśmiechem czekała na kanapie, z wtuloną w pierś najmłodszą córką.
Chwilę po mnie dołączyła do nas położna Marzena wezwana przeze mnie, kiedy pędziłam do tej rodziny.
Zbadałyśmy mamę i córeczkę, a potem pozwoliłyśmy im poznawać się dalej.
Mała Jagna jest wspaniałą dziewczynką, którą w duży świat wprowadzają dwie starsze, mądre siostry.
Dziękuję, że zaufaliście mi ale przede wszystkim jak bardzo ufacie sobie ❤️