Przestrzeń Przemiany Anhelina Paskarenko

Przestrzeń Przemiany Anhelina Paskarenko Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Przestrzeń Przemiany Anhelina Paskarenko, Witryna poświęcona zdrowiu i dobremu samopoczuciu, Poznan.

Inner Alchemy Mentor

Transformacja podświadomości | Integracja cienia | Praca z energią | Kroniki Akaszy

Jesteś kluczem do siebie

Medytacje: https://www.youtube.com/.przemiany/videos

WRAŻLIWOŚĆ - KOD DOSTĘPU DO RZECZYWISTOŚCI Przez wiele lat wydawało mi się, że największą siłą człowieka jest umiejętnoś...
05/08/2026

WRAŻLIWOŚĆ - KOD DOSTĘPU DO RZECZYWISTOŚCI

Przez wiele lat wydawało mi się, że największą siłą człowieka jest umiejętność panowania nad swoimi emocjami. Że im mniej coś mnie porusza, tym lepiej sobie radzę, a jeśli przestanę przejmować się tym, co dzieje się wokół mnie, będę po prostu silniejsza.

Pamiętam naprawdę trudne sytuacje w których udało mi się zachować zimną krew i byłam z tego dumna.

Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej.

Doszłam do wniosku, że problemem nie jest nasza wrażliwość. Problemem jest to, że wielu z nas nauczyło się ją wyłączać.

Ja zrobiłam to jeszcze w szkole.

Pamiętam momenty, w których usłyszałam, że jestem „zbyt wrażliwa”, że za bardzo przeżywam i zbyt mocno reaguję. Z czasem przestałam więc próbować być sobą i zaczęłam próbować być „mniej”. Mniej czuć, mniej przeżywać i mniej pokazywać tego, co dzieje się we mnie.

W tamtym momencie wydawało mi się, że to mnie ochroni i przez jakiś czas rzeczywiście tak było.

Dopiero po latach zrozumiałam, że razem z bólem odcięłam od siebie również wiele innych rzeczy.

A życie nieustannie pukało do drzwi przez różne sytuacje i mówiło „poczuj mnie całkowicie”…
Ono tak robi czasami - pokazuje nam w jakie iluzje uwierzyliśmy żebyśmy mogły wybrać inaczej 🫂

Zaczęłam zastanawiać się, czym właściwie jest wrażliwość.

Na dzień dzisiejszy doświadczyłam, że nie jest ona jedynie zdolnością do silniejszego przeżywania emocji.

To dzięki niej jesteśmy w stanie zauważyć, że nasze ciało się napina, że jakaś relacja przestaje nam służyć, że coś budzi w nas autentyczną radość albo że jakaś decyzja jest zgodna z nami, a inna nie.

Im bardziej rozwijam swoją wrażliwość, tym wyraźniej widzę, że jest ona czymś w rodzaju wewnętrznego systemu informacji. Pokazuje mi nie tylko co czuję, ale również gdzie jestem względem samej siebie.

I właśnie dlatego coraz częściej myślę o niej jak o kodzie dostępu do własnej rzeczywistości.

Bo jeśli nie potrafię zauważyć subtelnych zmian w swoim stanie, trudno mi świadomie na nie wpływać. Jeżeli nie dostrzegam momentu, w którym moje ciało się zaciska, oddech staje się płytszy, a moje działania zaczynają wynikać bardziej z napięcia niż z wewnętrznego spokoju, bardzo łatwo uznać taki stan za normalność.

A przecież on nią nie jest.

A nasz STAN jest podstawą wszystkiego, ale o tym później.

Dlatego coraz częściej zamiast pytać siebie: „Co mam teraz zrobić?”, zadaję sobie inne pytanie:

„Jak ja się teraz naprawdę czuję?”

To pytanie bardzo często prowadzi mnie do odpowiedzi, których nie znalazłabym samą analizą.

Bo są rzeczy, których nie da się wymyślić.

Można je jedynie poczuć.

A ty kiedyś usłyszałaś że jesteś „za bardzo” lub ze „jest Ciebie za dużo” lub że „jesteś zbyt wrażliwa i za dużo czujesz”?

Nie gub tego - to jest potężna część Ciebie, twój kod dostępu do rzeczywistości ❤️

CZEMU ZMIANA KOSZTUJE TYLE ENERGII?Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego czasami czujemy, że nie mamy siły na zmianę...
26/07/2026

CZEMU ZMIANA KOSZTUJE TYLE ENERGII?

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego czasami czujemy, że nie mamy siły na zmianę?

Bardzo często odpowiadamy sobie wtedy, że potrzebujemy więcej motywacji, więcej odpoczynku albo lepszego momentu. Przez długi czas sama wierzyłam, że właśnie tego mi brakuje.

Do momentu, aż poczułam i zbadałam coś innego - czym chcę z Wami dziś się podzielić.

Zaczęłam przyglądać się temu, gdzie właściwie kieruję swoją energię. Nie tej, którą pokazuję światu, ale tej, która każdego dnia pracuje we mnie.

I okazało się, że ogromna jej część wcale nie była przeznaczona na tworzenie życia, którego naprawdę chcę.

Była przeznaczona na utrzymywanie życia, które już dawno przestało być moje.

To odkrycie było dla mnie zaskakujące, bo wcześniej wydawało mi się, że przecież robię bardzo dużo. Rozwijam się, uczę, planuję, pracuję, podejmuję kolejne działania. Nie byłam osobą bierną.

Dopiero później zobaczyłam, że można jednocześnie wykonywać ogrom pracy i wciąż kierować większość swojej energii na podtrzymywanie tego, co już od dawna domaga się zakończenia.

Coraz bardziej zaczęłam rozumieć, że zmiana nie zawsze polega na stworzeniu czegoś nowego. Czasami największym wysiłkiem jest nieustanne utrzymywanie starego:
- Podtrzymywanie przekonań, które już nam nie służą.
- Podtrzymywanie relacji, o których od dawna czujemy, że się skończyły.
- Podtrzymywanie obrazu siebie, z którym już się nie utożsamiamy.
- Podtrzymywanie historii, którą kiedyś stworzyliśmy, żeby przetrwać.

I tutaj pojawiła się u mnie bardzo niewygodna refleksja

Przez długi czas opowiadałam sobie niezwykle logiczne historie o tym, dlaczego jeszcze nie robię tego, czego naprawdę chcę. Każda z nich miała swoje uzasadnienie. Każda wydawała się rozsądna.
Tylko że żadna z nich nie zmieniała jednego faktu - cały czas próbowałam siedzieć na dwóch krzesłach jednocześnie.

Jedną ręką chciałam tworzyć nowe życie, a drugą kurczowo podtrzymywałam stare.

Chciałam zmian, ale jednocześnie robiłam wszystko, żeby nie utracić tego, co było mi znane. Chciałam pójść do przodu, ale nie chciałam puścić tego, co przez lata dawało mi poczucie bezpieczeństwa, nawet jeśli było ono tylko iluzją.

I myślę, że właśnie tutaj rodzi się ogromny sprzeciw wobec zmiany, które się pojawia nie od braku odwagi lub nie wiedzy co się chce.

Ale dlatego, że jakaś część nas wciąż inwestuje energię w utrzymanie starego porządku.

To było dla mnie trudne do przyjęcia, bo oznaczało, że nie jestem wyłącznie ofiarą okoliczności. W wielu miejscach sama przedłużałam życie przekonań, które już dawno przestały być prawdziwe. Sama wracałam do myśli: "nie mogę", "nie wypada", "jeszcze nie teraz", 'mi nie wolno", mimo że coraz większa część mnie wiedziała, że to już nie jest moja prawda.

Nie piszę tego z pozycji oskarżania siebie.

Myślę, że każdy z nas w pewnym momencie tworzy strategie, które pomagają przetrwać. Problem pojawia się wtedy, kiedy próbujemy żyć według nich jeszcze długo po tym, jak przestały być potrzebne.

Od tamtej chwili coraz częściej zadaję sobie jedno pytanie.

Na co naprawdę kieruję swoją energię?
Czy na tworzenie życia, którego chcę?
Czy na utrzymywanie życia, z którego już wyrosłam?

Bo być może zmiana nie zaczyna się w momencie, kiedy znajdziemy więcej siły.

Być może zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy zużywać ją na bronienie tego, co już dawno powinno zostać puszczone.

JESTEŚ BLISKO SIEBIE?Nie pytam o momenty, w których wszystko układa się idealnie.Pytam o coś znacznie subtelniejszego. P...
26/07/2026

JESTEŚ BLISKO SIEBIE?

Nie pytam o momenty, w których wszystko układa się idealnie.

Pytam o coś znacznie subtelniejszego. Po czym poznajecie, że żyjecie w zgodzie ze sobą?

Przez długi czas wydawało mi się, że odpowiedź na to pytanie musi być skomplikowana. Że powinnam znaleźć jakiś wielki przełom albo głębokie duchowe doświadczenie, które raz na zawsze pokaże mi właściwy kierunek.

Natomiast życie już niejednokrotnie pokazało mi, że odpowiedź jest dużo prostsza.

Każdy z nas ma swoje własne sygnały.

Problem polega na tym, że bardzo często zaczynamy je zauważać dopiero wtedy, gdy już dawno od nich odeszliśmy.

Zaczęłam uważniej obserwować siebie i zauważyłam coś, czego wcześniej w ogóle nie łączyłam ze swoim wewnętrznym stanem.

Kiedy jestem naprawdę blisko siebie, zachwyca mnie natura. Patrzę w niebo. Zatrzymuję się przy drzewach. Mam ochotę tańczyć w domu – sama albo z partnerem.

Tworzę dlatego, że coś we mnie chce zostać wyrażone, a nie dlatego, że „powinnam” być produktywna.

Nie planuję tych momentów. Nie zmuszam się do nich. One po prostu pojawiają się wtedy, kiedy jestem blisko siebie.

Z drugiej strony zaczęłam dostrzegać również swoje sygnały ostrzegawcze.

Jeżeli przez kilka dni nie podnoszę wzroku do nieba. Jeżeli przestaję zachwycać się tym, co mnie otacza. Jeżeli muzyka przestaje poruszać moje ciało.

To bardzo często nie oznacza, że mam po prostu gorszy tydzień.

To oznacza, że zaczynam oddalać się od siebie.

Ta obserwacja doprowadziła mnie do pewnej refleksji.

Większość z nas zadaje sobie pytanie, jak wrócić do równowagi.

A może najpierw warto nauczyć się rozpoznawać moment, w którym zaczynamy ją tracić?

Kiedy zaczęłam przyglądać się temu głębiej, zauważyłam pewien schemat.

Im bardziej próbuję wszystko kontrolować, tym mniej ufam sobie.

Im mniej ufam sobie, tym mocniej uruchamia się we mnie potrzeba przewidywania każdego kroku i zabezpieczania się przed błędem.

A kiedy coraz więcej energii kieruję na kontrolę, przestaję słyszeć własne impulsy.

Nie dlatego, że zniknęły - one cały czas tam są.

Po prostu robi się wokół nich zbyt głośno.

Coraz częściej myślę o tym, że nie chodzi o to, żeby nie oddalać się od siebie.

Myślę, że to będzie zdarzało się każdemu z nas.

Ważniejsze jest to, czy potrafimy zauważyć pierwsze sygnały, które pokazują nam, że właśnie to się dzieje.

Że nie patrzę w niebo od pięciu dni.

Że już tydzień nie miałam ochoty tańczyć.

Że tworzenie nie sprawia frajdy tylko jest formą powinności.

Być może każdy z nas ma takie własne sygnały.

Nie są uniwersalne, bo dla każdego będą wyglądały inaczej.

Ale jeśli nauczymy się je rozpoznawać, być może nie będziemy musieli czekać, aż całkowicie zgubimy siebie, żeby zacząć szukać drogi powrotnej.

STAN SUROWOŚCIJakiś czas temu doświadczyłam stanu, który później zaczęłam nazywać stanem SUROWOŚCI.Nie był to moment, w ...
23/07/2026

STAN SUROWOŚCI
Jakiś czas temu doświadczyłam stanu, który później zaczęłam nazywać stanem SUROWOŚCI.
Nie był to moment, w którym dostałam odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące życia. Wręcz przeciwnie — było to doświadczenie, które zabrało mi wiele rzeczy, które wcześniej uważałam za oczywiste.
Po raz pierwszy naprawdę zaczęłam patrzeć na to, ile warstw dokładamy do samego faktu istnienia.
Przeprowadźmy mały eksperyment, który, mam nadzieję, przybliży i Ciebie do tego stanu.
Wyobraź sobie, że otwierasz oczy i nie wiesz, kim jesteś.
Nie znasz swojego imienia, swojej historii, swojej przeszłości ani żadnej roli, którą później przyjmiesz w życiu. Nie wiesz, czym jest ten świat, dlaczego się tutaj znajdujesz ani co właściwie oznacza to ciało, w którym właśnie się pojawiłeś.
Patrzysz obok siebie i widzisz innych ludzi, którzy są dokładnie w tym samym miejscu - nikt nie wie, kim jest. Nikt nie wie, co powinien robić. Nikt nie ma jeszcze żadnej instrukcji, według której powinien przeżyć swoje życie.
To jest dla mnie właśnie stan surowości - stan 0.
Moment, w którym zostają odsunięte wszystkie stworzone później znaczenia, oceny i przekonania.
I kiedy wracasz do tego miejsca, pojawiają się pytania, które zaczęły bardzo mocno pracować we mnie:
Czy w takim stanie istnieje coś takiego jak prawidłowo i nieprawidłowo?
Czy patrząc na siebie i inne osoby obok, bez żadnej historii i bez żadnych nadanych znaczeń, możesz powiedzieć, że ktoś jest lepszy albo gorszy?
Czy możesz stwierdzić, że jedna osoba jest bardziej wartościowa od drugiej?
Czy istnieje jedna właściwa droga życia, według której musisz przejść swoją historię, żeby nie zostać "przegranym"?
I czy w ogóle można być "przegranym"?
To doświadczenie było dla mnie jednocześnie bardzo otwierające i bardzo konfrontujące, ponieważ pokazało mi, jak wiele rzeczy, które uznajemy za rzeczywistość, jest interpretacją rzeczywistości.
Stworzyliśmy cywilizację, normy, role i zasady, które pozwalają nam funkcjonować razem. Część z nich jest niezwykle potrzebna, bo chroni nasze życie i pozwala nam jeszcze głębiej poznawać świat, w którym się znajdujemy.
Natomiast zaczęłam zadawać sobie pytanie, ile z tych wszystkich przekonań naprawdę jest niezbędnych, a ile po prostu przejęliśmy i nigdy nie sprawdziliśmy, czy rzeczywiście są nasze.
Bo przecież na początku nie dostaliśmy żadnej instrukcji.
Pojawiliśmy się tutaj jako istoty posiadające ciało, zdolność odczuwania i doświadczania rzeczywistości, a później zaczęliśmy budować wokół tego całą historię o tym, kim powinniśmy być.
Stan surowości był dla mnie początkiem dużo głębszego przyglądania się temu, co w moim życiu naprawdę pochodzi ode mnie, a co zostało przyjęte bez świadomego wyboru.
Zaczęłam zauważać, że wiele rzeczy, które uważałam za część siebie, było jedynie przekonaniami, schematami albo odpowiedziami, które kiedyś dostałam i nigdy nie sprawdziłam, czy są zgodne ze mną.
I chyba właśnie tutaj pojawia się największa wartość tego doświadczenia:
- nie chodzi o odrzucenie wszystkiego, co istnieje.
- nie chodzi o uznanie, że nic nie ma znaczenia.
Chodzi o odzyskanie odpowiedzialności za to, co wybieramy jako ważne.
Bo jeśli nie mamy jednej narzuconej instrukcji życia, to pojawia się ogromna przestrzeń, żeby świadomie zdecydować, w którą stronę chcemy skierować swoją energię.
Żeby zobaczyć, co naprawdę nas porusza, co jest dla nas wartościowe oraz co sprawia, że czujemy, że żyjemy bliżej siebie.
Dzisiaj myślę, że jednym z najważniejszych pytań, jakie możemy sobie zadać, jest:
Ile z życia, które żyję, zostało naprawdę stworzone przeze mnie?
Nie chodzi o to, żeby znaleźć jedną poprawną odpowiedź na życie, bo być może taka odpowiedź nigdy nie istniała.
Chodzi o to, żeby coraz bardziej świadomie wybierać, co chcemy tworzyć.
Bo może największą wolnością człowieka jest zauważenie, że mamy możliwość sami stworzyć naszą drogę.

NAJWIĘKSZĄ ILUZJĄ BYŁO TO, ŻE KTOŚ MOŻE MNIE WYBRAĆOdrzucenie to coś, co przez bardzo długi czas było dla mnie niezwykle...
11/07/2026

NAJWIĘKSZĄ ILUZJĄ BYŁO TO, ŻE KTOŚ MOŻE MNIE WYBRAĆ

Odrzucenie to coś, co przez bardzo długi czas było dla mnie niezwykle bolesne i długo nie rozumiałam, dlaczego tak mocno mnie dotyka.

Próbowałam tłumaczyć sobie różne sytuacje, szukałam logicznych wyjaśnień, racjonalizowałam to, co się wydarzyło i wydawało mi się, że skoro już rozumiem daną sytuację, to to uczucie powinno mnie puścić.

Ale nie puszczało.

Ból pozostawał taki sam jak wcześniej.

Zaczęłam więc pytać siebie głębiej, nie bojąc się zobaczyć żadnej prawdy. Zaczęłam przyglądać się temu, dlaczego tak mocno porusza mnie moment, kiedy ktoś wybiera kogoś innego, kiedy ktoś nie widzi mnie tak, jak chciałabym być zobaczona albo kiedy czuję, że nie jestem tą osobą, którą ktoś wybiera.

Na początku oczywiście wydawało mi się, że chodzi o konkretnych ludzi i konkretne sytuacje z nimi związane.

Z czasem zaczęłam jednak dostrzegać, że pod tym wszystkim znajduje się coś znacznie głębszego. Było tam pewne przekonanie, w które kiedyś uwierzyłam tak mocno, że później rzeczywistość zaczęła pokazywać mi je na różne sposoby, abym mogła zobaczyć, w jaką iluzję uwierzyłam.

I wiecie, co to było?

To przekonanie, że w ogóle można mnie wybrać albo nie wybrać.

Że moja wartość zależy od tego, po której stronie tego wyboru się znajdę.

Kiedy zaczęłam patrzeć na swoje życie z tej perspektywy, zobaczyłam, ile energii poświęciłam na to, żeby zostać wybraną. Ile razy próbowałam stać się osobą, którą warto wybrać, którą ktoś zauważy, doceni i przy której ktoś zdecyduje się zostać.

Tylko że w tym wszystkim zapomniałam o czymś najważniejszym.

To ja mam odpowiedzialność, żeby wybrać siebie.

Nie chodzi jednak o wybieranie siebie dopiero wtedy, kiedy wszystko boli już tak bardzo, że nie ma innej możliwości.

Nie chodzi o bunt, odcinanie się od ludzi tylko po to, żeby się ochronić ani o udowadnianie komuś, że teraz jestem silniejsza i już mnie nie zrani.

Prawdziwe wybieranie siebie jest dla mnie czymś dużo głębszym.

To moment, kiedy słyszę swoje „nie” i nie muszę już godzinami tłumaczyć go innym ludziom, a przede wszystkim nie muszę tłumaczyć go samej sobie.

To moment, kiedy czuję swoje potrzeby i nie traktuję ich jak problemu, który trzeba rozwiązać tylko dlatego, żeby inni byli zadowoleni.

To moment, kiedy przestaję brać odpowiedzialność za emocje innych ludzi i zaczynam ufać, że każdy dorosły człowiek ma możliwość powiedzenia, kiedy coś mu nie służy, oraz że nie muszę odgadywać wszystkich uczuć innych osób i nosić ich na swoich barkach.

Najtrudniejszym odkryciem było jednak to, że wybieranie siebie na początku wcale nie czuło się jak wolność.

Przez lata miało dla mnie smak poczucia winy.

Wierzyłam, że jeśli ktoś cierpi przez mój wybór, to oznacza, że zrobiłam coś złego. Że jeśli ktoś poczuje smutek, rozczarowanie albo dyskomfort z powodu tego, że postawiłam na siebie, to znaczy, że zawiodłam.

Dopiero z czasem zaczęłam widzieć, że największą krzywdą, jaką mogę sobie zrobić, jest ciągłe opuszczanie samej siebie tylko po to, żeby nikt inny nie musiał poczuć żadnego dyskomfortu.

Dzisiaj coraz mocniej czuję, że nie chodzi o to, żeby inni mnie wybrali, lubili, zaakceptowali albo potwierdzili moją wartość.

Nikt nie może dać mi tego wyboru za mnie.

To ja codziennie wybieram siebie.

I mam poczucie, że właśnie od tego zaczyna się prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem, bo dopiero kiedy nie opuszczam siebie, mogę naprawdę być z kimś drugim w prawdzie.

ENERGIA MĘSKA I ŻEŃSKA, czyli o tajemnicy tworzeniaOd jakiegoś czasu bardzo mocno zastanawia mnie połączenie tego, co du...
07/07/2026

ENERGIA MĘSKA I ŻEŃSKA, czyli o tajemnicy tworzenia

Od jakiegoś czasu bardzo mocno zastanawia mnie połączenie tego, co duchowe i tego, co materialne.

Mam poczucie, że przez lata rozdzielaliśmy te dwa światy. Duchowość zamknęliśmy w medytacjach, modlitwach i poszukiwaniu świadomości, a materię sprowadziliśmy do ciała, pieniędzy, pracy czy codzienności. Coraz częściej jednak zastanawiam się, czy ten podział w ogóle istnieje.

Ostatnio bardzo zgłębiam ten temat i myślę, że przyszedł moment podzielić się z Wami pierwszymi wynikami tych moich badań.

Jednym z miejsc, do których zaprowadziły mnie te rozważania, był hermetyzm i siódma z jego zasad — zasada płci. Nie mówi ona o kobiecie i mężczyźnie w znaczeniu biologicznym, ale o dwóch uniwersalnych pierwiastkach obecnych we wszystkim, co istnieje.

I właśnie tutaj zaczęło rodzić się we mnie pewne pytanie.
A co, jeśli pierwiastek męski jest przede wszystkim duchowy, a kobiecy — materialny?

Nie w znaczeniu płci człowieka, ale jako dwa aspekty rzeczywistości, które są obecne w każdym z nas i bez których żaden proces tworzenia nie może się wydarzyć.

Coraz częściej mam poczucie, że wszystko zaczyna się od impulsu — od czegoś, co jeszcze nie ma formy, ale niesie w sobie potencjał całego przyszłego życia.

Jednak sam impuls nie wystarczy — potrzebuje przestrzeni, która go przyjmie, która pozwoli mu dojrzeć, która będzie go odżywiać i chronić, zanim stanie się czymś realnym.

Przecież dokładnie tak działa natura.
Samo ziarno nie stanie się drzewem — potrzebuje ziemi.
Ale sama ziemia również nie wyda owocu bez ziarna.

I nagle zaczęłam dostrzegać ten sam wzór wszędzie: w powstawaniu dziecka, w tworzeniu relacji, w budowaniu domu, w pisaniu postu, w malowaniu obrazu.

Najpierw pojawia się impuls -> Później trzeba stworzyć dla niego przestrzeń -> Donosić go -> Otoczyć troską -> Pozwolić mu wzrastać -> A dopiero później przychodzi moment narodzin.

I wtedy zaczęłam zastanawiać się, gdzie właściwie odbywa się cały ten proces.

Przecież każdy impuls, zanim stanie się rzeczywistością, potrzebuje przestrzeni, w której będzie mógł wzrastać.

Być może właśnie dlatego ciało zaczęło jawić mi się jako coś znacznie więcej niż tylko biologiczna forma.

Coraz częściej czuję i niejednokrotnie doświadczam, że ciało nie jest przeszkodą na drodze do świadomości i "oświecenia".
Jest miejscem, w którym ŚWIADOMOŚĆ może się UCIELEŚNIĆ.
Może właśnie dlatego wejście w głęboką świadomość prowadzi nie przez ucieczkę od ciała, ale przez pełniejsze zamieszkanie w nim i otworzenie się na głębsze czucie.

Nie przez odrzucenie materii, ale przez jej ŚWIADOME PRZEŻYWANIE.

Nie wiem jeszcze, dokąd zaprowadzą mnie te rozważania.
Na razie mam więcej pytań niż odpowiedzi. 🙂

Ale jest jedno pytanie, którego nie potrafię już od siebie odsunąć.
A jeśli cała rzeczywistość nieustannie uczy nas tego samego procesu: że życie rodzi się zawsze wtedy, gdy to, co duchowe, spotyka się z tym, co materialne?

Że Duch potrzebuje Materii, aby móc się wyrazić.

A Materia potrzebuje Ducha, aby mogła rozwijać się i kontynuować proces tworzenia.

I być może właśnie dlatego pełnia człowieka nie polega na wybieraniu jednego z tych światów.

Polega na tym, aby pozwolić im spotkać się w sobie.

Adres

Poznan

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Przestrzeń Przemiany Anhelina Paskarenko umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij