21/06/2026
Nie potrzebujesz ekstremalnych ćwiczeń, żeby dobrze czuć się w swoim ciele i być w formie.
Mam 42 lata i dziś czuję się najlepiej w swoim życiu. Bez katowania się, ciągłego ciśnienia czy codziennego sprawdzania, czy zrobiłam wystarczająco dużo.
Jeszcze jakieś 5 lata temu myślałam zupełnie inaczej. Uważałam, że żeby dobrze wyglądać, trzeba mocno trenować. Robiłam aeroby, cardio, bieganie, rower, interwały, mocne treningi, góry, często wszystko naraz.
Byłam chora, kiedy nie pobiegałam 3 razy w tygodniu. W weekend obowiązkowo rower, najlepiej 100 km. Góry też najlepiej intensywnie, szybko, czasem z bieganiem. Cały czas musiałam coś robić, bo miałam w głowie, że inaczej stracę formę.
A potem organizm powiedział dość.
Posypało się bardzo mocno. Pisałam już o tym wcześniej. Wyłączyło mnie z aktywności na prawie 4 lata. Serce pracowało tak, że temat rozrusznika był bardzo realny. Do tego dojechałam sobie tarczycę, układ nerwowy i całe ciało.
Dzisiaj nie mam żalu, wręcz przeciwnie jestem za to doświadczenie ogromnie wdzięczna, bo to totalnie zmieniło moje myślenie o ciele.
Zaczęłam przede wszystkim od głowy. Od pracy ze sobą. Od zatrzymania się i pytania siebie: czego ja naprawdę potrzebuję? Co robię z miłości do siebie, a co robię ze strachu, że nie będę wystarczająca?
Potem wróciłam do ruchu, ale już zupełnie inaczej.
Dziś moja aktywność to głównie spacer 40–60 minut. Do tego qi gong około 15 minut rano, ale też nie zawsze codziennie. Czasem 1–2 razy w tygodniu taniec, ruch somatyczny, bez układów, bez choreografii, bez planu. Ruszam się tak, jak czuję.
I powiem Wam jedno: nie trzeba się zajeżdżać, żeby być w dobrej formie, a już szczególnie po 40 roku życia.
Cialo owszem potrzebuje ruchu, ale potrzebuje też regeneracji. Przewlekły stres, nieprzespane noce , za dużo treningów, za mało odpoczynku i za mało jedzenia względem wysiłku zaburza na maksa hormony, cykl, tarczycę, nastrój, odporność i układ nerwowy.
Ja kiedyś myślałam, że ciało trzeba cisnąć. Dziś wiem, że ciało trzeba słuchać, mocno zbywalnością
Do tego doszła medytacja, praca z przekonaniami i największa zmiana: przestałam żyć w trybie „muszę”.
Uczę się pełnej akceptacji swojego ciała. I paradoksalnie właśnie teraz czuję się w nim najlepiej.
Pewnie zaraz ktoś powie : „pewnie ma dobre geny”.
Nie. Nie mam dobrych genów. Mam inne myślenie. Mam już inne przekonania. Mam zgodę na siebie. I od tego wszystko się zaczyna💪