06/12/2025
Klarownie wyjaśnione. Mam nadzieję, że się przyda w rozumieniu innych.
Wiązanie traumą (trauma bonding)
Mikołajki. Internet dziś tonie od zdjęć wspaniałych prezentów od niej, od niego…a Wy zastanawiacie co tu się właśnie odjaniepawla 😱
Przecież znacie ją/jego i wiecie, że w tym związku nie dzieje się dobrze. I co myślicie? No mówcie szczerze. Chwalcie się 😉
Pewnie coś na kształt „Jaka ona głupia i naiwna” albo „Czy mu serio oczy bielmem zarosły, że nie widzi jak ona nim manipuluje?” no i klasyka gatunku „Najwidoczniej tak lubi od czasu do czasu po głowie dostać. A teraz kupi jej/mu upominek i już będzie dobrze”.
Taaa…no to sobie dziś o tym pogadajmy, dlaczego to nie jest takie proste. 😎
„Skoro jej tak źle, to czemu nie odejdzie od niego?”
„To niemożliwe, że on nie widzi, jak ona go krzywdzi. Najwidoczniej ma z tego jakąś korzyść, skoro nadal z nią jest”
Gdybym dostała choćby złotówkę za każde takie zdanie, które usłyszałam lub przeczytałam w internetach, gdy ktoś ujawnia przemoc, to dziś moczyłabym tyłek na jakimś Mauritiusie 😎
No to o co chodzi? Wiązanie traumą jest mechanizmem neuropsychologicznym, w którym relacja oparta na cyklicznym przeplataniu zastraszania i chwilowego bezpieczeństwa, ulgi, generuje trwałe przywiązanie do osoby, która jednocześnie rani i reguluje napięcie. Skomplikowane?
To już wyjaśniam. Schemat jest powtarzalny i klinicznie rozpoznawalny: najpierw czujesz narastające napięcie u niego/u niej, czujesz, że coś się kroi, pojawia się chłód, emocjonalne i fizyczne oddalanie, czasami milczenie bez powodu lub wręcz przeciwnie, kłótnia o pierdołę i bum! Pojawia się epizod przemocy, trwa dzień, dwa, albo kilka tygodni, czasami eskaluje. Aż w końcu, pięknego dnia przychodzi faza zbliżania, skruchy, czułości, obietnic poprawy i tymczasowej poprawy funkcjonowania, a niektórzy wcale nie przepraszają tylko zaczynają się odzywać jakby nigdy nic się nie stało, ot choćby przy okazji takich Mikołajek.
Ale jak to możliwe, że „ktoś się na to daje złapać?” W fazie epizodu przemocy dochodzi do gwałtownej aktywacji układu zagrożenia. Bodziec przemocowy jest przetwarzany przez ciała migdałowate, które inicjują reakcję alarmową niezależnie od kory racjonalnej. Dochodzi do aktywacji osi podwzgórze-przysadka-nadnercza (HPA) i masywnego wyrzutu kortyzolu oraz katecholamin (adrenalina, noradrenalina). Organizm przechodzi w stan walki, ucieczki lub zamrożenia. Funkcje integrujące kory przedczołowej ulegają czasowemu osłabieniu, co obniża zdolność do realistycznej oceny sytuacji i podejmowania decyzji ochronnych.
W fazie „miodowego miesiąca”, czyli po ustaniu przemocy i pojawieniu się przybliżania, skruchy, czułości lub nagrody, dochodzi do gwałtownego spadku aktywacji osi stresu oraz jednoczesnej aktywacji mezolimbicznego układu nagrody, w szczególności jądra półleżącego. Następuje wyrzut dopaminy, endogennych opioidów oraz oksytocyny. Subiektywnie odczuwana jest ulga, ukojenie, chwilowe poczucie bezpieczeństwa i więzi. No po prostu czujesz się jak na haju 🤷🏻♀️ to wtedy przychodzi uczucie jakby się człowiek zakochiwał od nowa 🫣
Mózg zaczyna uczyć się tego wzorca poprzez warunkowanie instrumentalne: po stanie skrajnego zagrożenia następuje silnie wzmacniająca nagroda neurochemiczna. W efekcie tworzy się pętla neuroadaptacyjna, analogiczna do mechanizmów obserwowanych w uzależnieniach: napięcie - ulga - głód - powrót do źródła ulgi. Osoba stosująca przemoc staje się jednocześnie aktywatorem lęku oraz jedynym dostępnym regulatorem pobudzenia emocjonalnego.
Z czasem dochodzi do zmian w funkcjonowaniu układu limbicznego i kory przedczołowej: obniża się próg reaktywności ciał migdałowatych, rośnie nadwrażliwość na sygnały odrzucenia i dezorganizacji więzi, a zdolność do autonomicznej regulacji emocji ulega osłabieniu.
Pojawia się zjawisko przymusowego przywiązania do osoby krzywdzącej, którego choćby groźba zerwania wywołuje objawy zbliżone do zespołu abstynencyjnego: lęk, pobudzenie, dezorganizację, somatyzację, kompulsywną potrzebę kontaktu, przybliżenia się, zrobienia czegokolwiek, żeby nie utracić tej relacji.
To nie jest kwestia „słabej woli”, „uzależnienia od dramy” ani „braku rozsądku”. To jest efekt długotrwałej dysregulacji neurobiologicznej na skutek przemocy interpersonalnej.
Wiązanie traumą prowadzi również do zjawiska, które jest wyjątkowo trudne do zrozumienia dla obserwatora: osoba krzywdzona zaczyna poznawczo bronić osobę stosującą przemoc, bo jest ona przez mózg interpretowana jako główne źródło ulgi i stabilizacji 🤷🏻♀️ więc osoba krzywdzona minimalizuje przemoc, racjonalizując ją lub obarczając winą siebie.
Ten mechanizm podtrzymuje relację nawet wtedy, gdy zagrożenie jest obiektywnie wysokie.
Dlatego pytanie: „skoro jest tak źle, to dlaczego nie odejdzie?” jest pytaniem wynikającym z niezrozumienia tego, że w przemocy więź nie zanika - ona patologicznie się wzmacnia i bywa pięknie opakowana w mikołajkowy papier 😞