01/06/2026
Są momenty, kiedy człowiek staje się, jak to zwierzę z wiersza Szymborskiej.
Nie dosłownie. Psychicznie.
W sytuacji przeciążenia, lęku, długotrwałego napięcia albo relacji, która stopniowo narusza nasze granice — psychika zaczyna ciąć „siebie” na części, żeby przetrwać.
Oddajemy kawałki siebie światu:
własne potrzeby,
złość,
intuicję,
prawo do sprzeciwu,
zmęczenie,
wrażliwość.
Najpierw wydaje się to rozsądne. Adaptacyjne.
„Przecież trzeba być wyrozumiałym.”
„Nie warto robić problemu.”
„Jeszcze trochę wytrzymam.”
Mechanizmy obronne działają właśnie tak — mają nas ochronić przed bólem, odrzuceniem, samotnością czy konfliktem. Problem zaczyna się wtedy, gdy strategia przetrwania staje się stylem życia.
Granice nie znikają nagle. Strzykwa musi mieć miękki szkielet.
Przesuwają się milimetr po milimetrze - g r a n i c e …
Trochę jak tresura. Człowiek przyzwyczaja się do rzeczy, na które kiedyś nigdy by nie pozwolił:
do umniejszania,
emocjonalnej nieobecności,
ciągłego tłumaczenia innych,
życia w napięciu,
rezygnowania z siebie, żeby utrzymać relację, pracę, obraz „dobrego człowieka”.
I w pewnym momencie pojawia się doświadczenie bardzo podobne do tego z „Autotomii”:
„tu ciało, tam poezja”.
Ja sobie a świat sobie.
Jedna część nadal funkcjonuje:
odpisuje na wiadomości,
pracuje,
uśmiecha się,
organizuje codzienność. Podtrzymuje iluzję.
A druga staje się coraz bardziej odłączona - a nawet depresyjna.
To właśnie bywa psychologiczna utrata siebie — nie spektakularna katastrofa, ale powolne oddawanie własnego wnętrza w zamian za możliwość przetrwania, czy jakieś okruchy odzwierciedlenia.
Psychika potrafi ocaleć kosztem autentyczności.
I czasem naprawdę jest to konieczne. Mechanizmy obronne nie są „złe” — często uratowały nas w okresach, kiedy nie mieliśmy innych narzędzi. Dzięki nim przetrwałaś.
Ale problem pojawia się wtedy, gdy po zagrożeniu nie wracamy już do siebie.
Kiedy człowiek pamięta, jak funkcjonować, ale nie pamięta już, kim jest.
Dlatego zdrowienie bardzo często nie polega na „stawaniu się kimś nowym”.
Polega na odzyskiwaniu części siebie, które kiedyś trzeba było odciąć, żeby przetrwać.
To jak mityczny powrót do domu - do zintegrowanego ciała.
Zapraszam na sesję pracy z ciałem metodą Lowena.