Zuzanna Suchecka- psycholog,psychoterapeutka

Zuzanna Suchecka- psycholog,psychoterapeutka Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Zuzanna Suchecka- psycholog,psychoterapeutka, Psychoterapeuta, Warsaw.

KARA CZY KONSEKWENCJA?Dziecko uczy się z obu. Tylko nie tego samego.„Skoro nie posprzątałeś pokoju, nie ma telefonu prze...
25/08/2026

KARA CZY KONSEKWENCJA?

Dziecko uczy się z obu. Tylko nie tego samego.

„Skoro nie posprzątałeś pokoju, nie ma telefonu przez tydzień.”

„Dostałaś jedynkę? W weekend nigdzie nie wychodzisz.”

„Jeszcze raz tak się odezwiesz, zabieram komputer.”

„Uderzyłeś brata? Idź do swojego pokoju. Nie chcę cię teraz widzieć.”

Dorośli często nazywają to konsekwencjami.

Ale samo nazwanie kary konsekwencją nie sprawia, że przestaje ona być karą.

Kara ma sprawić, żeby dziecko odczuło koszt swojego zachowania.
Konsekwencja ma pomóc mu zrozumieć jego skutek i nauczyć się, co zrobić inaczej.

To ogromna różnica.

Jeśli dziecko rozlało sok, naturalną konsekwencją jest wytarcie stołu.

Jeśli zniszczyło komuś rzecz — naprawienie jej, odkupienie albo znalezienie sposobu zadośćuczynienia.

Jeśli w złości uderzyło brata — najpierw zatrzymujemy przemoc, pomagamy opaść emocjom, a później wracamy do tego, co się wydarzyło: jak naprawić relację i co można zrobić następnym razem, kiedy złość będzie równie duża.

Ale jeśli dziecko rozlało sok i dlatego zabieramy mu telefon, telefon nie ma nic wspólnego z rozlanym sokiem.

To nie jest logiczny skutek zachowania.

To jest dolegliwość dołożona przez dorosłego po to, żeby dziecko zapamiętało, że „tak się nie robi”.

Czyli kara.

I kara rzeczywiście może działać.

Dziecko może przestać.

Może zacząć szybciej wykonywać polecenia.

Może bardziej uważać, żeby rodzic nie zobaczył.

Tylko warto zapytać:

Czego właściwie się wtedy nauczyło?

Niekoniecznie:

„Rozumiem, dlaczego moje zachowanie było niewłaściwe.”

Czasem raczej:

„Muszę uważać, żeby mnie nie złapali.”

„Silniejszy może sprawić słabszemu przykrość, kiedy ten zrobi coś nie tak.”

„Błąd oznacza, że trzeba za niego cierpieć.”

„Kiedy dorosły jest zły, może odebrać mi coś ważnego.”

„Lepiej skłamać, niż ponieść karę.”

„Nie opłaca się mówić prawdy.”

I właśnie dlatego brak kar nie oznacza braku granic.

Można powiedzieć:

„Nie pozwolę ci bić.”

„Nie zgadzam się, żebyś tak do mnie mówił.”

„Rzuciłeś zabawką i widzę, że teraz trudno ci bezpiecznie się nią bawić, więc na ten moment ją odkładamy.”

„Umówiliśmy się, że wrócisz o 20. Nie udało się. Zanim zgodzę się na późniejszy powrót następnym razem, musimy ustalić, jak zadbasz o dotrzymanie umowy.”

To nadal są granice.

Tyle że ich celem nie jest odpłata.

Ich celem jest bezpieczeństwo, odpowiedzialność, naprawienie szkody i uczenie się.

Jak odróżnić karę od konsekwencji?

Zanim zareagujesz, zadaj sobie kilka pytań:

Czy to, co robię, ma logiczny związek z zachowaniem dziecka?

Czy ma mu pomóc coś naprawić lub czegoś się nauczyć — czy przede wszystkim ma być dla niego nieprzyjemne?

Czy zrobiłabym/zrobiłbym to samo, gdybym nie był teraz zły?

Czy dziecko po tej sytuacji będzie wiedziało, CO może zrobić następnym razem inaczej?

I być może najważniejsze:

Czy chcę nauczyć moje dziecko odpowiedzialności — czy chcę, żeby poczuło, że zrobiło źle?

Bo odpowiedzialność i cierpienie to nie to samo.

Dziecko nie musi „zapłacić” za błąd, żeby się na nim nauczyć.

Potrzebuje dorosłego, który potrafi powiedzieć jednocześnie:

„Nie zgadzam się na to, co zrobiłeś.”

i

„Pomogę ci nauczyć się, co możesz zrobić inaczej.”

Bo wychowanie nie polega na tym, żeby dziecko bało się konsekwencji ze strony rodzica.

Polega na tym, żeby z czasem — nawet wtedy, gdy rodzica nie ma obok — potrafiło przewidywać konsekwencje własnych wyborów.

I to jest różnica między posłuszeństwem ze strachu, a odpowiedzialnością, która zaczyna być własna.

„Nie chcę wracać do szkoły.”Czasem słyszymy te słowa i myślimy: miną wakacje, zobaczy kolegów, wejdzie w rytm i będzie d...
23/08/2026

„Nie chcę wracać do szkoły.”

Czasem słyszymy te słowa i myślimy: miną wakacje, zobaczy kolegów, wejdzie w rytm i będzie dobrze.

Ale nie dla każdego dziecka powrót do szkoły oznacza powrót do kolegów.

Dla części dzieci i nastolatków — szczególnie tych neuroatypowych, z ADHD, w spektrum autyzmu, bardzo wrażliwych albo mających trudności w relacjach — wrzesień może oznaczać powrót do miejsca, w którym czują się samotni wśród ludzi.

Do przerw, podczas których nie wiadomo, do kogo podejść.
Do patrzenia, jak inni dobierają się w grupy.
Do zastanawiania się, dlaczego znowu nikt nie usiadł obok.
Do żartów, których nie zawsze się rozumie.
Do ciągłego sprawdzania: „Czy powiedziałem coś dziwnego?”, „Czy oni się ze mnie śmieją?”, „Dlaczego innym przychodzi to tak łatwo?”

Czasem do ogromnego wysiłku, żeby przez kilka godzin wyglądać na kogoś, kto sobie radzi.

A potem takie dziecko wraca do domu i wybucha. Płacze. Złości się. Zamyka w pokoju. Boli je brzuch albo głowa. Rano mówi, że nie pójdzie. Rodzic słyszy: „przecież jeszcze nawet szkoła się nie zaczęła”.

Tylko że dla niego ona już się zaczęła.
W głowie.

W lęku przed tym, że znowu będzie samo.
Że znowu czegoś nie zrozumie.
Że będzie „za głośne”, „za ciche”, „dziwne”, „zbyt emocjonalne”.
Że kolejny rok będzie próbowało znaleźć swoje miejsce i kolejny raz poczuje, że nigdzie nie pasuje.

Myślę, że czasem za bardzo pytamy dzieci:
„Czego boisz się w szkole?”

A za rzadko:
„Jak Ci jest z innymi ludźmi, kiedy tam jesteś?”
„Kiedy w szkole czujesz się najbardziej samotnie?”
„Przy kim możesz być naprawdę sobą?”
„Co jest dla Ciebie najtrudniejsze podczas przerw?”

Bo lęk przed szkołą nie zawsze jest lękiem przed lekcją, oceną czy sprawdzianem.

Czasem jest lękiem przed powrotem do samotności.

I wtedy samo: „Nie martw się, będzie dobrze” może nie wystarczyć.

Czasem dziecko najbardziej potrzebuje usłyszeć:

„Widzę, że ten powrót jest dla Ciebie trudny. Nie będę Cię przekonywać, że nie masz się czego bać. Chcę zrozumieć, czego się boisz. I zastanowimy się razem, co możemy zrobić, żebyś nie musiał/musiała być z tym sam/a.”

Bo zanim pomożemy dziecku wrócić do szkoły, warto najpierw spróbować zrozumieć, do czego tak naprawdę ono wraca.

Gdyby systemy rodzinne mogły mówić, prawdopodobnie nie zaczęłyby od: „u nas wszystko było w porządku”. Raczej opowiedzia...
16/08/2026

Gdyby systemy rodzinne mogły mówić, prawdopodobnie nie zaczęłyby od: „u nas wszystko było w porządku”.
Raczej opowiedziałyby o tym, czego przez lata nie wolno było powiedzieć głośno.

👩‍🍼O dziecku, które nauczyło się nie sprawiać problemów, bo mama miała już wystarczająco dużo swoich.
👧 O córce, która stała się powierniczką matki, choć sama potrzebowała matki.
👦 O synu, który całe życie próbował zasłużyć na uznanie ojca.
👵O babci, która przeżyła wojnę i nauczyła rodzinę, że trzeba zacisnąć zęby.
👴O dziadku, o którym „lepiej nie mówić”.
💔💉💀O rozwodach, zdradach, uzależnieniach, stratach, tajemnicach i zdaniach powtarzanych z pokolenia na pokolenie: „nie przesadzaj”, „musisz być silna”, „rodzina jest najważniejsza”, „o takich rzeczach się nie mówi”.

I właśnie to jest niezwykłe w patrzeniu systemowym — czasem problem, z którym człowiek przychodzi dziś do gabinetu, nie zaczął się dzisiaj.
Czasem jego lęk, perfekcjonizm, potrzeba kontrolowania wszystkiego, trudność w stawianiu granic albo przekonanie, że musi zajmować się wszystkimi dookoła, są częścią znacznie starszej historii. Nie dlatego, że rodzina „jest winna”.

W systemie nie szukamy winnego. Szukamy znaczenia, zależności, powtarzających się wzorców i odpowiedzi na pytanie: co to zachowanie kiedyś pomagało tej rodzinie przetrwać?
Bo coś, co w jednym pokoleniu było sposobem na przetrwanie, w kolejnym może stać się ciężarem.
Milczenie mogło chronić babcię — ale wnuczce odbierać głos.
Kontrola mogła dawać ojcu poczucie bezpieczeństwa — ale jego synowi odbierać sprawczość.
Poświęcanie się mogło być dla mamy definicją miłości — ale córkę nauczyć, że kochać oznacza zapominać o sobie.

I wtedy terapia nie polega na oskarżaniu przeszłości. Polega na tym, żeby wreszcie ją zobaczyć.
Oddzielić to, co moje, od tego, co dostałam w rodzinnym „spadku”.
Zrozumieć, komu jestem lojalna, kiedy kolejny raz wybieram siebie na końcu.
Czyj głos słyszę w głowie, kiedy myślę, że jestem niewystarczająca.
Dlaczego tak trudno powiedzieć „nie”, choć jestem już dorosła.

I chyba jedno z najważniejszych pytań brzmi: co z tej historii chcę zachować, a czego nie chcę już nieść dalej?
Bo możemy kochać swoją rodzinę i jednocześnie przestać powtarzać jej wzorce.

Możemy rozumieć naszych rodziców i jednocześnie postawić im granice. Możemy być lojalni wobec swoich korzeni, nie będąc więźniami tego, co wydarzyło się przed nami.

🌿 Czasem największą zmianą w historii rodziny jest jedna osoba, która mówi: „Rozumiem, skąd to przyszło. Ale na mnie nie musi się już kończyć tak samo.”

­dzinne

Życie z nastolatkiem, czyli instrukcja obsługi człowieka, który chwilowo sam nie wie, gdzie ją położył.Życie z nastolatk...
16/08/2026

Życie z nastolatkiem, czyli instrukcja obsługi człowieka, który chwilowo sam nie wie, gdzie ją położył.

Życie z nastolatkiem ma w sobie coś z mieszkania z kotem, filozofem i człowiekiem po bardzo ciężkim dniu — jednocześnie.

Rano pytasz:
– Jak spałeś?

– Normalnie.

– Co dziś robisz?

– Nie wiem.

– O której wrócisz?

– Mamo…

I już wiesz, że przesadziłaś z tą inwigilacją.

Potem próbujesz być nowoczesnym, świadomym rodzicem.

Nie naciskać.
Nie oceniać.
Dawać przestrzeń.
Być dostępnym.

Więc dajesz przestrzeń.

I po dwóch godzinach słyszysz:

„W ogóle się mną nie interesujesz.”

Wracasz więc do interesowania się.

„Jezu, możesz mnie tak nie kontrolować?”

I właśnie w tym miejscu wielu rodziców zaczyna podejrzewać, że rodzicielstwo nastolatka jest jak gra, w której zasady zmieniają się podczas rozgrywki, a instrukcję dostał wyłącznie nastolatek. Tylko że on też jej nie przeczytał.

Jako psycholożka i psychoterapeutka często słyszę od rodziców:

„Kiedyś ze mną rozmawiał.”
„Kiedyś chciała wszędzie ze mną chodzić.”
„Kiedyś wszystko mi opowiadał.”

No właśnie.

Kiedyś.

Bo nastolatek ma przed sobą jedno z najdziwniejszych zadań rozwojowych w życiu:

musi trochę odejść od Ciebie, żeby sprawdzić, kim jest bez Ciebie.

I robi to z gracją słonia w składzie porcelany.

Zamyka drzwi.
Przewraca oczami tak mocno, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy okulista nie powinien tego zobaczyć.
Na pytanie „co się stało?” odpowiada „NIC”, tonem sugerującym, że stało się absolutnie wszystko.
Rodzina jest żenująca.
Twoje żarty są żenujące.
To, jak jesz, prawdopodobnie też jest żenujące.
Oddychanie w jego pobliżu warto wcześniej skonsultować.

A jednocześnie…

ten sam człowiek o 23:47 może wejść do kuchni, usiąść na blacie i nagle powiedzieć:

„Ej, bo w sumie chciałem ci coś powiedzieć…”

I wtedy zaczyna się rozmowa, na którą czekałaś od trzech tygodni.

O przyjaźni.
O tym, że ktoś go zranił.
O dziewczynie.
O chłopaku.
O tym, że nie wie, co chce robić w życiu.
O tym, że czasem czuje się beznadziejny.
O czymś, o czym nie miał pojęcia nikt.

I właśnie wtedy najtrudniejsze zadanie rodzica brzmi:

nie zepsuć tego wykładem.

Nie naprawiać natychmiast.
Nie mówić: „A nie mówiłam?”.
Nie wyciągać siedemnastu wniosków i trzech konsekwencji.

Czasem po prostu siedzieć.

Bo pod tym całym „daj mi spokój” bardzo często nadal mieszka:

„Bądź.”

Pod „sam sobie poradzę” czasem kryje się:

„Tylko nie odchodź za daleko.”

Pod trzaskaniem drzwiami może być:

„Nie umiem jeszcze pomieścić tego, co się ze mną dzieje.”

A pod pozorną obojętnością — ogromna potrzeba bycia ważnym, widzianym i traktowanym serio.

Dorastanie nie polega na tym, że dziecko przestaje potrzebować rodzica.

Ono zaczyna potrzebować go inaczej.

Już nie jako pilota, który steruje każdym ruchem.

Bardziej jak latarni morskiej.

Latarnia nie płynie za statkiem.
Nie krzyczy: „W LEWO! MÓWIŁAM, ŻE W LEWO!”.
Nie obraża się, że statek wybrał inną trasę.

Po prostu stoi.

Świeci.

Pokazuje, gdzie jest brzeg.

I jest tam również wtedy, kiedy morze robi się naprawdę paskudne.

Może właśnie na tym polega jeden z najtrudniejszych momentów rodzicielstwa:

kochać człowieka, który coraz częściej mówi „sam”, a jednocześnie nadal bardzo potrzebuje wiedzieć, że kiedy odwróci głowę — Ty tam jesteś.

Nawet jeśli chwilowo jesteś najbardziej żenującą osobą na świecie.

Spokojnie.

To też podobno mija. 😉

A jeśli dziś usłyszysz zza zamkniętych drzwi:

„MAMO, NIE WCHODŹ!”

…to nie musi znaczyć:

„Nie potrzebuję Cię.”

Czasem znaczy tylko:

„Uczę się być sobą. Ale dobrze wiedzieć, że jesteś po drugiej stronie.” ❤️

„Nie chcę.” „Nie podoba mi się to.” „Przestań.” „Nie dotykaj mnie.” „Chcę pobyć sam.” „Nie chcę dać buziaka.”Dla dorosłe...
16/08/2026

„Nie chcę.” „Nie podoba mi się to.” „Przestań.” „Nie dotykaj mnie.” „Chcę pobyć sam.” „Nie chcę dać buziaka.”

Dla dorosłego to czasem „pyskowanie”, upór, nieposłuszeństwo albo próba postawienia na swoim. A ja, jako psychoterapeutka, często słyszę w tych słowach coś jeszcze: dziecko, które właśnie uczy się, że ono też ma znaczenie. Że może czegoś nie chcieć. Że może mieć inne zdanie. Że jego ciało należy do niego. Że dyskomfort jest wystarczającym powodem, żeby powiedzieć „stop”. Że miłość nie wymaga ciągłego rezygnowania z siebie.

Bo granice nie zaczynają się w dorosłości. Nie pojawiają się magicznie w wieku osiemnastu lat. Dorosły, który potrafi powiedzieć: „Nie zgadzam się na takie traktowanie”, był kiedyś dzieckiem, które próbowało powiedzieć: „Nie chcę”.
Dorosła kobieta, która potrafi wyjść z relacji, w której ktoś ją krzywdzi, była kiedyś dziewczynką uczącą się, czy jej „nie” zostanie uszanowane. Dorosły mężczyzna, który nie musi spełniać wszystkich oczekiwań innych ludzi, był kiedyś chłopcem sprawdzającym, czy wolno mu mieć własne zdanie.

I właśnie dlatego sposób, w jaki reagujemy na dziecięce granice, ma znaczenie.
„Nie” dziecka nie zawsze oznacza, że to dziecko podejmuje ostateczną decyzję. Rodzic nadal jest rodzicem.
Są sytuacje dotyczące bezpieczeństwa, zdrowia czy obowiązków, w których to dorosły bierze odpowiedzialność. Ale można nie zgodzić się z dzieckiem bez odbierania mu prawa do własnych uczuć i własnego głosu.

Można powiedzieć: „Słyszę, że tego nie chcesz. Rozumiem, że jesteś zły. A jednak dzisiaj musimy to zrobić”, zamiast: „Przestań dyskutować”. To ogromna różnica. W pierwszym komunikacie dziecko słyszy: „Twoje zdanie istnieje, nawet jeśli decyzja tym razem należy do mnie”. W drugim: „Twój głos ma znaczenie tylko wtedy, kiedy zgadza się z moim”.

A przecież właśnie w tych małych, codziennych sytuacjach rodzi się sprawczość.
Nie z wielkich przemówień o pewności siebie, ale z doświadczenia: „Powiedziałem, co czuję — i świat się nie zawalił.
Odmówiłam — i nadal jestem kochana.
Mogę się z kimś nie zgadzać — i nadal zasługuję na szacunek.
Mogę chronić siebie — bez poczucia winy”. Tak buduje się poczucie własnej wartości.
Nie poprzez powtarzanie dziecku sto razy: „Jesteś wspaniały”, ale poprzez doświadczenie: „Jestem kimś, kogo warto słuchać”.

Asertywne dziecko czasami będzie dla dorosłych niewygodne. Będzie pytać „dlaczego?”, protestować, nie zawsze będzie chciało przytulić ciocię, może powiedzieć, że coś mu się nie podoba i może mieć inne zdanie niż my. I paradoksalnie — to właśnie jest dziecko, które chcemy kiedyś wypuścić w świat. Takie, które nie pójdzie za grupą tylko dlatego, że „wszyscy idą”. Które potrafi powiedzieć „nie”, kiedy ktoś przekracza jego granice. Które nie pomyli miłości z koniecznością znoszenia wszystkiego. Które nie będzie przepraszać za samo zajmowanie miejsca. Które będzie wiedziało: „Mogę kochać innych i jednocześnie nie rezygnować z siebie”.

Dlatego kiedy dziecko następnym razem powie Ci „nie”, zanim zobaczysz w tym wyłącznie bunt, pomyśl, że być może właśnie obserwujesz coś niezwykle ważnego: narodziny człowieka, który zaczyna rozumieć, że jego głos ma znaczenie.

Nie uczmy dzieci grzeczności za cenę utraty siebie. Uczmy je szacunku do innych — bez odbierania im szacunku do samych siebie. ❤️

„Przecież on DOSKONALE wie, że tego nie wolno!”I właśnie to doprowadza rodziców do szału.Rozmawialiście o tym wczoraj.I ...
15/08/2026

„Przecież on DOSKONALE wie, że tego nie wolno!”

I właśnie to doprowadza rodziców do szału.

Rozmawialiście o tym wczoraj.
I przedwczoraj.
I tydzień temu.

Dziecko potrafi nawet powtórzyć zasadę słowo w słowo.

„Wiem, mamo.”

A potem…

robi dokładnie to samo.

Znowu przerywa.
Znowu bierze bez pytania.
Znowu rzuca czymś w złości.
Znowu nie odkłada telefonu.
Znowu robi coś, za co chwilę samo będzie miało pretensje do siebie.

I pojawia się bardzo logiczny wniosek:

„Skoro wie, a mimo to robi — to znaczy, że robi to specjalnie.”

Tylko że wiedzieć, co należy zrobić, i potrafić zrobić to w odpowiednim momencie to dwie różne rzeczy.

Szczególnie u dzieci z ADHD.

Dziecko może naprawdę wiedzieć, że powinno się zatrzymać.

Problem pojawia się kilka sekund wcześniej — wtedy, kiedy trzeba:

zahamować impuls,
przewidzieć konsekwencję,
wytrzymać frustrację,
przypomnieć sobie zasadę
i zastosować ją właśnie TERAZ.

Dlatego kolejne:

„Ile razy mam Ci powtarzać?!”
często niewiele zmienia.

Bo problemem nie zawsze jest brak wiedzy.
Czasem problemem jest dostęp do tej wiedzy dokładnie wtedy, kiedy jest potrzebna.

To jednak nie oznacza, że dziecko nie potrzebuje granic i konsekwencji.

Potrzebuje.

Tylko zamiast pytać wyłącznie:
„Jak sprawić, żeby wreszcie zrozumiał?”

warto czasem zapytać:
„Co pomoże mu zatrzymać się te trzy sekundy wcześniej?”

Bo być może on już dawno zrozumiał.
Tylko jeszcze nie zawsze potrafi zrobić z tą wiedzą to, czego od niego oczekujemy.

„Ze wszystkimi potrafi się zachować. Tylko przy mnie jest najgorszy.”To zdanie potrafi rodzica zaboleć.W szkole: grzeczn...
14/08/2026

„Ze wszystkimi potrafi się zachować. Tylko przy mnie jest najgorszy.”

To zdanie potrafi rodzica zaboleć.

W szkole: grzeczny.
U babci: bez problemu.
Na zajęciach: współpracuje.

A potem wraca do domu.

Trzaska drzwiami.
Krzyczy.
Płacze o rzecz, która wydaje się kompletnie błaha.
Nie chce rozmawiać.
Wścieka się, kiedy prosisz o odłożenie telefonu.

I wtedy pojawia się myśl:

„Dlaczego właśnie mnie tak traktuje?”

Czasem odpowiedź jest zupełnie inna, niż się spodziewamy.

Dziecko przez wiele godzin może funkcjonować w trybie ogromnej samokontroli.

Pilnuje zasad.
Czeka na swoją kolej.
Znosi hałas.
Kontroluje reakcje.
Próbuje nadążyć.
Radzi sobie z frustracją, oceną innych, wymaganiami i własnymi emocjami.

Z zewnątrz wygląda, jakby wszystko było w porządku.

Ale samoregulacja nie jest zasobem bez dna.

Kiedy dziecko wraca do miejsca, w którym czuje się bezpieczniej, napięcie może wreszcie puścić.

I czasem puszcza gwałtownie.

Dlatego zachowanie dziecka w domu nie zawsze mówi nam, że rodzic „sobie nie radzi”.

Czasem mówi:

„Cały dzień próbowałem dawać radę. Już nie mam czym.”

Ale jest tutaj coś bardzo ważnego.

Zrozumienie przyczyny zachowania nie oznacza zgody na każde zachowanie.

Możemy rozumieć, że dziecko jest przeciążone, i jednocześnie powiedzieć:

„Widzę, że jesteś wściekły. Możesz być wściekły. Nie możesz mnie uderzyć.”

Możemy przyjąć płacz, ale zatrzymać niszczenie rzeczy.

Możemy zauważyć przeciążenie, ale nadal stawiać granice.

Bo dziecko potrzebuje od dorosłego dwóch rzeczy jednocześnie:

„Twoje emocje mnie nie przerażają.”

i

„Nie pozwolę, żeby te emocje krzywdziły Ciebie albo innych.”

To właśnie tutaj często gubimy się jako rodzice.

Wpadamy w jedną z dwóch skrajności:

albo próbujemy natychmiast zatrzymać emocje:

„Przestań.”
„Nie przesadzaj.”
„Nie masz powodu tak się zachowywać.”

albo — bo wiemy, że dziecku jest trudno — zaczynamy wycofywać wszystkie wymagania i granice.

Tymczasem dziecko nie potrzebuje ani rodzica, który walczy z jego emocjami, ani rodzica, który boi się jego emocji.

Potrzebuje dorosłego, który potrafi pomieścić jedno i drugie:

„Rozumiem, że jest Ci trudno.
I nadal jestem dorosłym, który będzie trzymał granicę.”

Dlatego kiedy następnym razem usłyszysz:

„Dziwne, u nas jest taki grzeczny…”

nie musisz od razu zastanawiać się, co robisz źle.

Zadaj sobie inne pytanie:

„Ile wysiłku kosztuje moje dziecko bycie tym »grzecznym dzieckiem« przez cały dzień?”

Czasem właśnie od tego pytania zaczyna się zupełnie inne rozumienie dziecka.

Jeśli znasz rodzica, który ciągle słyszy: „Przecież on przy mnie tak się nie zachowuje” — wyślij mu ten post.

🧠 „Wyrośnie z tego.”To jedno z najczęściej wypowiadanych zdań do rodziców dzieci z ADHD.I niestety… jedno z najbardziej ...
07/08/2026

🧠 „Wyrośnie z tego.”
To jedno z najczęściej wypowiadanych zdań do rodziców dzieci z ADHD.

I niestety… jedno z najbardziej szkodliwych.

Bo z ADHD się nie wyrasta.

Można nauczyć się funkcjonować.
Można wypracować strategie.
Można dzięki terapii, wsparciu i – u części osób – leczeniu farmakologicznemu znacząco poprawić jakość życia.

Ale ADHD nie znika dlatego, że dziecko skończyło 18 lat.

To zaburzenie neurorozwojowe.
Mózg osoby z ADHD rozwija się inaczej – szczególnie obszary odpowiedzialne za planowanie, hamowanie impulsów, organizację, regulację emocji i utrzymanie uwagi.

To nie kwestia wychowania.
To nie lenistwo.
To nie brak motywacji.

To inny sposób działania mózgu.

💡 Często słyszę:
„Ale on już nie biega po klasie, więc chyba mu przeszło.”

Nie.

Po prostu objawy się zmieniają.

Dziecko, które kiedyś wspinało się po meblach, jako dorosły może:
• mieć ciągły chaos w głowie,
• zapominać o ważnych sprawach,
• odkładać wszystko na ostatnią chwilę,
• mieć ogromne trudności z organizacją,
• działać impulsywnie,
• przeżywać bardzo silne emocje,
• czuć ciągłe zmęczenie walką z własnym mózgiem.

To nadal ADHD.

📚 Badania pokazują, że u około 40–50% osób ADHD utrzymuje się w postaci pełnoobjawowej w dorosłości, a u znacznie większej grupy objawy nadal powodują realne trudności, nawet jeśli nie spełniają już wszystkich kryteriów diagnostycznych. Część ekspertów podsumowuje to bardzo trafnie:

Dorośli częściej „wyrastają z kryteriów diagnostycznych” niż z samego ADHD. (PubMed⁠)

W przeglądach badań długoterminowych średnio około 43% osób nadal spełnia kryteria ADHD w dorosłości, a u wielu pozostałych utrzymują się objawy wpływające na codzienne funkcjonowanie. (PubMed⁠)

❤️ Dlatego zamiast mówić dziecku:

❌ „Ogarnij się.”
❌ „Jesteś leniwy.”
❌ „Przestań wymyślać.”

warto powiedzieć:

✅ „Widzę, że jest Ci trudno.”
✅ „Poszukajmy sposobu, który będzie działał dla Twojego mózgu.”
✅ „Nie jesteś problemem. Masz trudność, z którą możemy nauczyć się żyć.”

Bo dziecko z ADHD nie potrzebuje więcej krytyki.

Potrzebuje dorosłych, którzy rozumieją, że jego mózg działa inaczej – a nie gorzej.

🤍 Zrozumienie nie sprawia, że ADHD znika.
Ale sprawia, że dziecko przestaje myśleć, że to ono jest „zepsute”.

🚨 To nie jest niegrzeczność. To może być przebodźcowanie.Wyobraź sobie, że przez cały dzień ktoś jednocześnie:🔊 puszcza ...
06/08/2026

🚨 To nie jest niegrzeczność. To może być przebodźcowanie.

Wyobraź sobie, że przez cały dzień ktoś jednocześnie:

🔊 puszcza głośną muzykę,
💬 zadaje Ci dziesiątki pytań,
📱 świeci latarką prosto w oczy,
🤝 dotyka Cię, kiedy nie masz na to ochoty,
⏰ każe się spieszyć,
🧠 i oczekuje, że będziesz spokojny, miły i rozsądny.

Jak długo wytrzymałby dorosły?

A teraz pomyśl o dziecku.

Dzieci każdego dnia przetwarzają ogromną ilość bodźców:
• hałas w przedszkolu lub szkole,
• światła i ekrany,
• ciągłe wymagania,
• zmiany planów,
• emocje swoje i innych,
• presję, by “zachowywać się odpowiednio”.

Czasami ich układ nerwowy mówi po prostu:

“Mam dość.”

I wtedy widzimy…
– płacz o “błahostkę”,
– krzyk,
– rzucanie przedmiotami,
– agresję,
– wycofanie,
– “nic mi się nie chce”,
– kolejną awanturę tuż po powrocie do domu.

To nie zawsze jest manipulacja.
To nie zawsze brak wychowania.

Bardzo często jest to przeciążony układ nerwowy, który nie ma już zasobów, by regulować emocje.

❤️ Najbardziej zaskakujące?

Dzieci najczęściej “rozsypują się” właśnie przy rodzicach.

Nie dlatego, że są niewychowane.

Dlatego, że czują się przy Tobie wystarczająco bezpiecznie, by przestać się kontrolować.

Zanim więc powiesz:
❌ “Przesadzasz.”
❌ “Natychmiast się uspokój.”
❌ “Znowu robisz sceny.”

Spróbuj zapytać:

💚 “Czy Twój dzień był dziś po prostu za trudny?”

Bo czasami dziecko nie potrzebuje kolejnej lekcji.
Nie potrzebuje kary.
Nie potrzebuje wykładu.

Potrzebuje mniej bodźców.
Więcej spokoju.
I dorosłego, którego układ nerwowy pomoże wyciszyć jego własny.

🌿 Czasami największą pomocą nie jest powiedzenie dziecku: “uspokój się”.

Największą pomocą jest sprawienie, że w ogóle nie będzie musiało walczyć o przetrwanie kolejnego dnia.

🤍 Jeśli ten post pomoże choć jednemu rodzicowi spojrzeć na swoje dziecko z większą czułością zamiast złością — udostępnij go. Być może właśnie dziś ktoś bardzo potrzebuje przeczytać te słowa.

03/08/2026

Adres

Warsaw

Telefon

+48606908388

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Zuzanna Suchecka- psycholog,psychoterapeutka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Zuzanna Suchecka- psycholog,psychoterapeutka:

Skróty

Udostępnij

Kategoria