15/06/2026
A jeśli samoakceptacja wcale nie polega na tym, żeby stać się kimś innym?🧐
Zastanawiałam się nad tym ostatnio po obejrzeniu Good Will Hunting.🎬
Jest tam scena, w której główny bohater przez lata próbuje udowodnić wszystkim, że jest wystarczająco dobry. Buduje wokół siebie mur, walczy ze sobą, próbuje być kimś silniejszym, mądrzejszym, mniej wrażliwym. I dopiero wtedy, gdy pozwala sobie poczuć ból i przestaje ze sobą walczyć, zaczyna naprawdę żyć.🥰
To przypomniało mi coś bardzo ważnego.
Samoakceptacja nie polega na tym, że muszę siebie naprawić, ulepszyć albo pozbyć się „trudnych” części. Nie chodzi o to, żeby stać się bardziej pewną siebie.
Mniej lękową. Bardziej produktywną.
Zawsze spokojną.💁♀️
Takie podejście jest bardzo bliskie terapiom trzeciej fali CBT, które pokazują, że nie samo zmniejszenie trudnych emocji jest kluczem do dobrostanu. Znacznie ważniejsze okazuje się to, czy potrafimy zrobić dla nich miejsce i jednocześnie żyć zgodnie z własnymi wartościami.
🙌🙌🙌🙌
Badania nad terapią akceptacji i zaangażowania (ACT) pokazują, że większa elastyczność psychologiczna – czyli zdolność do przyjmowania swoich myśli i emocji bez nieustannej walki z nimi – wiąże się z lepszym zdrowiem psychicznym, mniejszym nasileniem lęku i depresji oraz większą satysfakcją z życia.
💚💚💚💚💚💚💚
I to jest dla mnie bardzo uwalniające.
Bo może nie muszę najpierw przestać się bać, żeby zrobić ważny krok.
Nie muszę pokochać każdego centymetra swojego ciała, żeby traktować je z szacunkiem.❤️Nie muszę pozbyć się wszystkich swoich słabości, żeby uznać, że jestem wystarczająca.🧡
Samoakceptacja nie mówi:„Jestem idealna.”
Ona mówi:„Jestem człowiekiem. Mam swoje mocne strony, swoje zranienia, swoje lęki i ograniczenia. I nie muszę zasłużyć na życzliwość wobec siebie.”
Im dłużej pracuję z ludźmi i obserwuję siebie, tym bardziej wierzę, że rozwój nie zaczyna się od wojny ze sobą.
Zaczyna się od pytania: A co, jeśli mogę przestać się naprawiać i zacząć po prostu być po swojej stronie?