Matylda Porębska

Strona internetowa

Matylda Porębska Nazywam się Matylda Porębska. Na co dzień pracuję w Laboratorium Psychoedukacji.

Prowadzę psychoterapię indywidualną i par, wspierając osoby, które chcą lepiej rozumieć siebie, budować satysfakcjonujące relacje i odzyskać poczucie wpływu na własne życie.

Za kłótnią często stoi coś dużo bardziej kruchego.Czasem para patrzy na swoje kłótnie i myśli: skoro reagujemy na siebie...
17/04/2026

Za kłótnią często stoi coś dużo bardziej kruchego.

Czasem para patrzy na swoje kłótnie i myśli: skoro reagujemy na siebie aż tak mocno, to może z nami naprawdę jest już bardzo źle. Może do siebie nie pasujemy? A jednak intensywność konfliktu nie zawsze mówi o końcu relacjii. Bardzo często mówi o bólu, który nie umie jeszcze wybrzmieć inaczej.

Zdarza się, że pary przychodzą do gabinetu przerażone intensywnością swoich kłótni. Krzyk, wzajemne pretensje, wycofanie, trzaskanie drzwiami czy dni milczenia. To bywa trudne, wyczerpujące i budzi ogromny lęk. Często słyszę wtedy pytanie, w którym kryje się wiele niepewności: "Czy z nami jest aż tak źle, skoro tak bardzo na siebie reagujemy? Czy jest w ogóle dla nas nadzieja?".

W procesie terapeutycznym patrzymy na to z innej strony. Myślimy raczej:

"Gdzie jest dym, tam jest ogień".

Ta nasza reaktywność – wybuchy złości, nagłe chłodne milczenie, czy ostre słowa – to właśnie dym. Jest widoczny, gryzący, przesłania widok i często to on skupia całą naszą uwagę. Próbujemy go "rozgonić", uspokoić, wyciszyć. Ale dym nie bierze się znikąd. Pod spodem zawsze jest ogień.
Tym ogniem w relacji jest zazwyczaj ból. To lęk o to, czy wciąż jestem dla ciebie ważna. To strach przed odrzuceniem, poczucie osamotnienia w związku albo obawa, że nie jestem wystarczająco dobry. Im większy ogień tych trudnych, wrażliwych uczuć pod spodem, tym więcej dymu na zewnątrz.

Kiedy patrzymy na kłótnię w ten sposób, przestajemy walczyć tylko z objawami. Zamiast oceniać "kto głośniej krzyczał", zaczynamy interesować się tym, co płonie pod spodem. To nie znaczy, że kłótnie stają się przyjemne. Ale ta perspektywa daje nadzieję – bo tak silna reakcja oznacza, że wciąż nam na sobie zależy. Obojętność jest cicha. Walka, nawet ta trudna, to często rozpaczliwe wołanie o zauważenie i bliskość.

Z notatnika psychoterapeutki: Co słychać w milczeniu?Cisza w relacji bywa jednym z najtrudniejszych doświadczeń. Dla wie...
13/04/2026

Z notatnika psychoterapeutki: Co słychać w milczeniu?

Cisza w relacji bywa jednym z najtrudniejszych doświadczeń. Dla wielu osób brak reakcji partnera, odwrócony wzrok czy wyjście do drugiego pokoju jest sygnałem alarmowym o najwyższym priorytecie. Nasz mózg, zaprogramowany na więź, odczytuje brak kontaktu jako zagrożenie. Pojawia się lęk: „Czy to koniec?”, „Czy jestem nieważna?”, „Czy on mnie jeszcze widzi?”.
Wtedy często pojawia się reakcja walki o kontakt – głośniejsza, bardziej emocjonalna, czasem odbierana jako pretensja. To próba przebicia się przez mur, by upewnić się, że relacja nadal istnieje.
Ale jest też druga strona tej ciszy. Często to, co z zewnątrz wygląda na obojętność lub chłód, w środku jest stanem przytłoczenia. Osoby, które w trudnych momentach milkną, rzadko robią to, by ukarać partnera. Częściej ich wewnętrzny system bezpieczeństwa podpowiada: „Cokolwiek teraz powiesz, tylko pogorszysz sprawę. Lepiej się nie odzywaj. Przeczekaj, aż emocje opadną”.
To paradoks, który napędza wiele konfliktów. Jedna osoba milczy, by chronić relację przed eskalacją i własnym lękiem przed popełnieniem błędu. Druga osoba odbiera to milczenie jako odrzucenie i próbuje „dobijać się” do kontaktu, co z kolei sprawia, że ta pierwsza wycofuje się jeszcze głębiej.
W terapii par często uczymy się tłumaczyć ten język. Odkrywamy, że pod „atakiem” kryje się lęk o bycie porzuconym, a pod „murem obojętności” – lęk przed byciem niewystarczającym i poczucie bezradności. Zrozumienie, że cisza nie zawsze oznacza brak uczuć, a krzyk nie zawsze jest agresją, bywa pierwszym krokiem do przerwania tego bolesnego tańca.

Z notatnika psychoterapeutki: Kiedy pacjent „odcina się” od emocji.W naszych gabinetach często spotykamy osoby, które wy...
10/04/2026

Z notatnika psychoterapeutki: Kiedy pacjent „odcina się” od emocji.

W naszych gabinetach często spotykamy osoby, które wydają się całkowicie odcięte od swoich uczuć. Na pytania o emocje odpowiadają chłodną analizą, a w sytuacjach napięcia relacyjnego po prostu się wycofują i zamykają w sobie. Łatwo w takiej sytuacji o poczucie utknięcia. Zdarza się, że myślimy wtedy o "oporze" pacjenta. Warto jednak spojrzeć na to z innej perspektywy i zobaczyć, że to odcięcie ma swój głęboki sens.

Wycofanie emocjonalne to nic innego jak strategia radzenia sobie. Tłumienie uczuć przez lata wymaga ogromnego wysiłku i jest niezwykle obciążające dla naszego ssaczego układu nerwowego. Kiedy taka osoba trafia na terapię, zapraszamy ją do kontaktu z tym, czego przez większość życia uczyła się unikać. Tacy pacjenci mają przed sobą "bardziej stromą górę do zdobycia" niż ci, którzy na co dzień mają łatwiejszy dostęp do swoich przeżyć.

Nie powinno nas zatem dziwić, że na początku są zdystansowani i zablokowani. To ich mechanizm przetrwania. Sam fakt, że pojawiają się w gabinecie - zwłaszcza jeśli mówimy o terapii par - oznacza, że bardzo zależy im na bliskiej osobie i chcą, aby relacja przetrwała.

Jak więc zaprosić ich do procesu, który wydaje im się tak obcy i zagrażający? Kluczem bywa odwołanie się do samej relacji. Osoby stosujące strategię wycofania często mają całkiem stabilny i pozytywny obraz samych siebie. Zazwyczaj dobrze funkcjonują w życiu zawodowym, świetnie radzą sobie z zadaniami. Ból i poczucie porażki pojawiają się u nich dopiero wtedy, gdy patrzą w oczy swojego partnera lub partnerki i widzą tam rozczarowanie. Poczucie, że zawodzą kogoś bliskiego, jest dla nich niezwykle trudnym doświadczeniem.

Zamiast naciskać na to, by pacjent "coś poczuł" dla samego siebie, możemy wykorzystać ten relacyjny ból jako bezpieczne zaproszenie do pracy. Możemy to nazwać wprost, mówiąc na przykład: "To zrozumiałe, że jest panu tak trudno. Zależy panu na tej relacji, a kiedy dostaje pan sygnał, że zawodzi bliską osobę, to po prostu boli. Chce pan czuć, że wam się udaje, a zamiast tego czuje, że jest pan rozczarowaniem". Takie postawienie sprawy zdejmuje z pacjenta ocenę, normalizuje jego doświadczenie i nadaje terapii jasny, ważny dla niego cel. Pokazuje, że jego reakcje są zrozumiałe.

W pracy z osobami, które na co dzień odcinają się od emocji, musimy też pamiętać o zaopiekowaniu naszych własnych oczekiwań. Nie możemy liczyć na nagłe, spektakularne zwroty akcji czy wybuchy głębokich uczuć po kilku spotkaniach. Ich zaangażowanie i otwieranie się buduje się powoli. Krok po kroku, sesja po sesji. Zmiana w tym obszarze zachodzi stopniowo - i ta stopniowa, powolna zmiana to w tym procesie naprawdę wystarczająco dużo.

Z notatnika psychoterapeutki: Pułapka treści i most do emocjiCzęsto w gabinecie, zwłaszcza w pracy z parami, ale też w p...
07/04/2026

Z notatnika psychoterapeutki: Pułapka treści i most do emocji
Często w gabinecie, zwłaszcza w pracy z parami, ale też w procesach indywidualnych, wpadamy w pułapkę "treści". Pacjenci przychodzą z gotowymi scenariuszami: kto co powiedział, kto zaczął, czyja to wina, czy tubka pasty do zębów była wyciśnięta od dołu czy od środka. To naturalne. To jest materia ich życia, ich codzienność.
Jednak jeśli jako terapeuci zostaniemy na poziomie treści, szybko utkniemy.
Dlaczego? Bo treść to zazwyczaj historia. Coś, co już się wydarzyło. Jest niezmienna. Jeśli spędzimy sesję na analizowaniu faktów z przeszłej kłótni, stajemy się sędziami. Zmiana nie zachodzi w przeszłości, ale w "tu i teraz".

Jesteśmy w gabinecie konsultantami procesu, nie faktów.

Kluczowym wyzwaniem jest więc przekierowanie uwagi z tego, "o czym" pacjent mówi, na to, "co się z nim dzieje", gdy o tym mówi. Można o tym myśleć, jak o budowaniu "mostu do emocji".
Kiedy pacjent opowiada o kłótni – barwnie, ze szczegółami, czasem powtarzając to po raz setny – zadaję sobie pytanie: co on czuje teraz, w środku? To, co dzieje się w jego wnętrzu w danym momencie, jest o wiele ważniejszą informacją dla procesu terapii niż to, o co dokładnie poszło w kuchni trzy dni temu.
Ludzie często mają te sygnały "pomieszane". Czują ból lub lęk, ale wysyłają komunikat o brudnych naczyniach. To powoduje eskalację, a pierwotna przyczyna – emocja – ginie pod warstwą słów.

Jak to rozróżnić? Kiedy treść jest ważna, a kiedy jest tylko zasłoną dymną?
Dla mnie kluczem jest rezonans emocjonalny.

- Jeśli pacjent mówi o faktach, a jego ciało reaguje, głos się łamie, pojawiają się łzy lub złość – wtedy treść jest "żywa". Wtedy warto przy niej być, bo układ limbiczny jest otwarty.
- Jeśli jednak opowieść jest płaska, zdystansowana, przypomina raport z wydarzeń ("zrobiłem to, a ona tamto") – wtedy wiem, że muszę interweniować. Muszę zbudować most.

To wymaga od nas, terapeutów, pewnej odwagi i transparentności. Czasem muszę powiedzieć wprost: "Zatrzymam pana/panią tutaj. To, co pani mówi, jest ważne, ale widzę, że gdy pani o tym opowiada, coś dzieje się w pani oczach/ciele. Co pani czuje w tej chwili?".

Oczywiście, na początku terapii musimy przyjąć sporo treści. Pacjent musi poczuć się wysłuchany i zrozumiany – to buduje przymierze. Przez pierwsze kilka sesji słuchamy historii, by poznać krajobraz ich życia. Ale przychodzi moment gdy musimy zacząć aktywnie przerywać ten potok słów.

Warto wtedy uzyskać na to zgodę pacjenta. Wyjaśnić: "Zależy mi na tym, żebyśmy nie pozostawali tylko przy ustalaniu faktów, dlatego będę czasem przerywać, gdy zauważę, że uciekamy w opowieść, zamiast sprawdzać, co pani czuje teraz, czy zgadza się pani na to?".

Pomoc pacjentowi w nazwaniu tego, że czuje się "mały" lub "nieważny", gdy partner go krytykuje, jest czymś zupełnie innym – i o wiele bardziej leczy – niż ustalenie, kto miał rację w sporze o pastę do zębów.

To my musimy pilnować tej granicy. Bo jeśli my jej nie utrzymamy, pacjent z przyzwyczajenia wróci do znanych sobie kolein "treści", w których, choć bywa niewygodnie, czuje się bezpieczniej niż w kontakcie z żywą emocją.

Odpoczynku 🌷
03/04/2026

Odpoczynku 🌷

01/04/2026

💛A gdyby tak w święta pobyć po prostu razem - w kontakcie, bez presji, z lekkością i dobrą zabawą?

Bliżej to gra dla tych, którzy mają ochotę na jakościowy czas razem. Nie przed buczącym w tle telewizorem, nie wokół sporów o politykę czy innych "ważnych" tematów, ale bliżej siebie.
To planszówka dla wszystkich - starszych i młodszych, dla rodzin i przyjaciół - która wnosi lekkość do bycia ze sobą a jednocześnie gwarantuje dobrą zabawę!

Zamówienia złożone do końca środy mają jeszcze szansę dotrzeć przed Zającem :) 🐇

Z notatnika psychoterapeutki: Terapeuta też (a może jednak?:) człowiekW naszej pracy każdego dnia wchodzimy w wewnętrzny...
30/03/2026

Z notatnika psychoterapeutki: Terapeuta też (a może jednak?:) człowiek

W naszej pracy każdego dnia wchodzimy w wewnętrzny świat wielu osób. Słuchamy o trudnych emocjach, powtarzających się schematach relacyjnych i głębokim lęku o więź. Zrozumiałe wydaje się, że w pewnym momencie pojawia się zmęczenie. Wiele osób pracujących w obszarze pomocy psychologicznej wpada w pułapkę przekonania, że nasza gotowość do rozumienia drugiego człowieka jest niewyczerpana. Rzeczywistość bywa inna.

Empatia, która stanowi fundament każdego procesu terapeutycznego, jest zasobem odnawialnym, ale nie jest nieskończona. Kiedy łapiemy się na tym, że trudno nam wykrzesać z siebie współodczuwanie, to bardzo ważny sygnał. To czerwona flaga, która mówi, że nasze zasoby się wyczerpują. W dyskusjach o pracy z traumą pojawia się bardzo trafna metafora, która świetnie opisuje to zjawisko - mówi się tam o "wypożyczaniu własnego układu limbicznego". W gabinecie niejako użyczamy pacjentom naszego układu nerwowego i naszej zdolności do regulacji emocji, by pomóc im pomieścić to, co bolesne lub unikane. Każda taka pożyczka ma jednak swoją cenę i obciąża nasz własny system.

Kiedy jesteśmy zmęczeni i tracimy dostęp do naszej empatii, łatwiej o błąd. Możemy użyć niewłaściwego słowa, rozminąć się z doświadczeniem pacjenta albo nie zauważyć, że na jego twarzy pojawił się cień zranienia. To ludzkie i naturalne. Zdarza się to każdemu z nas, niezależnie od lat spędzonych w zawodzie. Pytanie nie brzmi, czy popełnimy błąd, ale co z nim zrobimy, gdy już się wydarzy.

Czasem po sesji zostaje w nas niepokój. Przypominamy sobie moment, w którym użyliśmy słowa mogącego zaboleć - na przykład nazwaliśmy czyjąś reakcję "sztywną" albo "odciętą" - i przypominamy sobie, jak w ułamku sekundy zmienił się wyraz twarzy tej osoby. Nosimy potem to zmartwienie przez cały tydzień. Z mojej perspektywy powrót do takich momentów bywa niezwykle leczący. Zamiast omijać niewygodny temat, można wnieść go do przestrzeni gabinetu.

Można powiedzieć po prostu: "Złapałam się na tym, że na naszym ostatnim spotkaniu użyłam słowa, które mogło być trudne. Widziałam zmianę na pani twarzy. Zastanawiam się, czy możemy się przy tym na chwilę zatrzymać".

Takie postawienie sprawy zdejmuje z nas ciężar bycia nieomylnym ekspertem. Pokazuje, że relacja to miejsce, w którym można popełniać błędy, a potem je bezpiecznie naprawiać. To odciążające doświadczenie, które modeluje to, co staramy się budować w naszych pacjentach.

Czasem jednak nasze własne zmęczenie i lęk sprawiają, że tracimy ostrość widzenia. Zastanawiamy się, czy to my sami nakręcamy swoje obawy, czy faktycznie doszło do pęknięcia w przymierzu terapeutycznym. Wtedy z pomocą przychodzi bezpieczna superwizja.

Zmęczenie i pomyłki nie oznaczają, że z naszym warsztatem jest "coś nie tak". To po prostu dowód na to, że wykonujemy głęboko angażującą pracę, w której głównym narzędziem jesteśmy my sami. Robienie miejsca na własną omylność i dbanie o to, by regularnie odzyskiwać dostęp do własnej empatii, to podstawa, która pozwala nam bezpiecznie towarzyszyć innym.

19/03/2026

A Ty co o sobie czasem mówisz, choć nie jest to może do końca prawda?

Anatomia Kryzysu: "Nie kochasz mnie tak, jak tego potrzebuję"Wyobraź sobie taką scenę: organizujesz wasz wspólny wyjazd....
14/03/2026

Anatomia Kryzysu: "Nie kochasz mnie tak, jak tego potrzebuję"

Wyobraź sobie taką scenę: organizujesz wasz wspólny wyjazd. Szukasz noclegu, sprawdzasz trasy, dopinasz każdy szczegół, żeby wszystko było idealnie. W głębi duszy czekasz na jedną rzecz - na to, że twój partner lub partnerka spojrzy na ciebie z błyskiem w oku, przytuli cię i powie, jak bardzo to docenia. Zamiast tego słyszysz rzucone w biegu "fajnie, że to załatwiłaś", po czym idzie sprawdzić poziom oleju w samochodzie przed trasą.

Czujesz ukłucie. Potem przychodzi rozczarowanie, a na końcu złość. W twojej głowie pojawia się dobrze znana myśl: "Znowu się staram, a ty nic sobie z tego nie robisz!"

Zaczynasz rzucać oskarżenia. Robisz się uszczypliwa. A co dzieje się po drugiej stronie? Twój partner czuje się niesprawiedliwie zaatakowany. W jego świecie to, że sprawdził ten olej, wymienił uszczelkę w kranie i ciężko pracuje na wasz dom, jest właśnie dowodem miłości. "Przecież dbam o nas, dlaczego ciągle jestem niewystarczający?" - myśli, po czym wycofuje się i zamyka w sobie.

To jeden z najczęstszych i najbardziej bolesnych tańców w relacji. Dwoje ludzi, którzy bardzo się kochają, ale mówią zupełnie innymi językami. Jedna strona pragnie słów, dotyku i emocjonalnego ukojenia. Druga okazuje miłość przez działanie, logistykę i rozwiązywanie problemów.

Tragedia polega na tym, że w tym cyklu każda ze stron robi dokładnie to, co odpycha drugą. Pretensje i nacisk powodują u partnera jeszcze większe wycofanie i chłód. Milczenie i ucieczka w zadania potęgują panikę i poczucie odrzucenia. Oboje lądujecie w tym samym miejscu - z poczuciem, że jesteście samotni, niedocenieni i niezrozumiani.

Jak z tego wyjść? Pierwszym krokiem nie jest zmuszanie się do bycia kimś innym. Zmiana zaczyna się od ciekawości. Od zauważenia, że ten naprawiony kran to nie jest "tylko obowiązek", ale sposób na powiedzenie "zależy mi na tobie, na nas, na naszym domu". I od zrozumienia, że emocjonalne wybuchy to nie "czepianie się", ale rozpaczliwe wołanie: "potrzebuję cię blisko".

11/03/2026

Wierzę w moc pytań.
Takich, które nie przepytują, tylko otwierają.

Czasem jedno dobrze postawione pytanie pomaga zatrzymać się na chwilę, lepiej usłyszeć siebie i naprawdę spotkać drugą osobę.

Czasem to właśnie pytanie staje się najprostszą drogą do bycia bliżej.

Z tej myśli powstała moja najnowsza gra „Bliżej” - planszówka, która daje okazję do rozmowy, wspólnego śmiechu i spędzenia razem naprawdę dobrego czasu.

Adres

Warsaw

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Matylda Porębska opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij