19/07/2026
Przez całą ciążę przygotowywałam się do porodu siłami natury najlepiej, jak potrafiłam. Czytałam książki, razem z mężem chodziliśmy do szkoły rodzenia, regularnie ćwiczyłam jogę, zdrowo się odżywiałam, medytowałam, oddychałam i przygotowywałam swoje ciało podczas wizyt u wspaniałej fizjoterapeutki uroginekologicznej.
Gdy tuż przed terminem porodu usłyszałam, że jest duże prawdopodobieństwo, że synek się nie odwróci było mi bardzo trudno przyjąć to do wiadomości.
Próbowałam chyba wszystkiego, żeby przekonać go do zrobienia fikołka. Dosłownie i w przenośni „stawałam na głowie”. Korzystałam z terapii manualnych rozluźniających ciało, wykonywałam zalecane ćwiczenia, aż w końcu trafiłam do szpitala na próbę obrotu zewnętrznego. Lekarz mówił, że są duże szanse, że zabieg się uda.
Po wielu próbach zobaczyłam jego zawiedzioną minę. Uśmiechnęłam się i powiedziałam: „No trudno. Widocznie tak miało być”.
Ale kiedy po wszystkim przyszedł mój mąż, rozpłakałam się. Głośno. Byłam rozżalona, zawiedziona i pełna smutku, bo przecież wyobrażałam sobie zupełnie inny poród.
Miałam rodzić w szpitalu z dedykowaną położną. Zapytałam ją wtedy: „Co mam robić?”. Powiedziała, że przyjmowała porody pośladkowe i że decyzja należy do mnie. Jednak moje obawy i lęk były zbyt silne, by się na to zdecydować.
Postanowiłam poczekać, aż poród rozpocznie się samoistnie. I właśnie wtedy, 19 lipca 2023 roku, pojechałam do szpitala na cesarskie cięcie.
To było doświadczenie, za które dzisiaj jestem wdzięczna. Dało mi większą świadomość, głębsze zrozumienie i więcej pokory wobec każdego sposobu rodzenia. Każdej kobiecej historii.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem tą szczęściarą, która doświadczyła zarówno porodu siłami natury (tak urodził się mój pierwszy syn, 12 lat temu), jak i cesarskiego cięcia. Nie oceniam żadnej kobiety ani żadnej decyzji, bo wiem, że każda historia ma swój własny rytm i swój własny cel.
Dzisiaj czuję, że to była jedna z tych najważniejszych historii, która skierowała mnie do tego, czym właśnie się zajmuję. Mam wielki szacunek i ogromną wrażliwość dla przyszłych i obecnych mam. Wszystkich.
Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że mój synek od samego początku coś mi pokazywał. Że nie wszystko da się zaplanować. Że czasem, mimo największego zaangażowania i najlepszych przygotowań, życie prowadzi nas inną drogą.
Kiedy wspominam tamte chwile mam w sobie jednocześnie wiele emocji, smutek miesza się z radością, a żal z wdzięcznością. Dziś wiem też, że kilka rzeczy zrobiłabym inaczej, ale czasu nie da się cofnąć, pozostaje akceptacja, proces który wymaga czasu i znalezienia na nią sposobu.
Dzisiaj, w trzecie urodziny cesarza Filipa Franciszka wybieram przede wszystkim RADOŚĆ 🥹
Jestem ciekawa Twojej porodowej historii, jeśli masz ochotę podziel się 🤍