Psychoterapia Magdalena Ludwina

Psychoterapia Magdalena Ludwina Jestem psychoterapeutką w trakcie szkolenia. Pracuję w podejściu psychoterapii integratywnej, z osobami dorosłymi podczas sesji indywidualnych. Magdalena Ludwina

Serdecznie zapraszam.

"Dam radę."To zdanie brzmi znajomo. Nawet porządnie. Jak coś, co mówi rozsądny człowiek, który nie chce przesadzać, dram...
10/06/2026

"Dam radę."

To zdanie brzmi znajomo. Nawet porządnie. Jak coś, co mówi rozsądny człowiek, który nie chce przesadzać, dramatyzować ani robić z siebie kogoś "potrzebującego".

Jeszcze wstaję. Jeszcze pracuję. Jeszcze ogarniam dom. Jeszcze odpisuję na wiadomości. Jeszcze nie zawalam wszystkiego. Czyli chyba nie jest tak źle.

Tyle że człowiek potrafi działać bardzo długo na jednym procencie baterii.

Ekran jeszcze świeci. Powiadomienia przychodzą. Można nawet odebrać telefon i powiedzieć normalnym głosem: "tak, jasne, zajmę się tym". Tylko w środku wszystko jest już ustawione na tryb awaryjny.

I najdziwniejsze jest to, że po pewnym czasie ten tryb awaryjny zaczyna wyglądać jak zwyczajne życie.

Człowiek nie zawsze wie, że jest napięty. On po prostu szybciej się złości. Nie zawsze wie, że jest przeciążony. On po prostu coraz częściej chce, żeby wszyscy dali mu chwilę spokoju. Nie zawsze wie, że jest samotny. On po prostu przestaje mówić innym, jak naprawdę jest.

A potem czeka na jakiś wyraźny znak, że już wolno mu poprosić o pomoc.

Tylko że psychika rzadko wysyła eleganckie zaproszenie z datą i godziną: "to teraz proszę się sobą zająć". Częściej daje małe sygnały, które łatwo unieważnić, bo przecież obiad zrobiony, mail wysłany, dzieci odebrane, sprawy załatwione.

Psychoterapia nie jest dopiero na moment, w którym człowiek spada ze schodów. Jest też po to, żeby wcześniej zauważyć poręcz.

Nie trzeba czekać, aż będzie bardzo źle. Nie trzeba udowadniać cierpienia, przynosić dramatu w teczce ani mieć gotowej opowieści o tym, co dokładnie nie działa.

Czasem wystarczy przyjść z tym prostym, ludzkim poczuciem, że niby wszystko się toczy, ale kosztuje coraz więcej. Że coraz trudniej odpocząć bez poczucia winy. Że wciąż powtarzają się te same kłótnie, te same lęki, te same milczenia. Że "dam radę" przestało dodawać siły, a zaczęło zamykać usta.

W gabinecie psychoterapii nie chodzi o to, żeby ktoś ocenił, czy jest już "wystarczająco źle".

Chodzi o to, żeby można było spokojnie sprawdzić, co się dzieje. Skąd ten ciężar. Po co ten pancerz. Dlaczego tak trudno odpuścić. Czemu bliskość czasem bardziej męczy, niż karmi. Czemu odpoczynek wydaje się podejrzany. Czemu człowiek umie być czuły dla wszystkich, tylko nie dla siebie.

"Dam radę" naprawdę bywa piękne. Nieraz uratowało dzień, rodzinę, pracę, kawałek życia.

Ale może nie musi być jedynym zdaniem, które człowiek ma dla siebie.

Może obok niego może pojawić się inne:

"Nie muszę czekać, aż się rozsypię, żeby potraktować siebie poważnie."

„Dziękujemy wszystkim Mamom. Psychoterapeuci”.Taki tekst krąży w tym dniu po social mediach. Trochę żartem, trochę serio...
26/05/2026

„Dziękujemy wszystkim Mamom. Psychoterapeuci”.

Taki tekst krąży w tym dniu po social mediach. Trochę żartem, trochę serio. Czytam go i myślę sobie, że jest w nim coś bardzo prawdziwego, ale też coś, co łatwo źle zrozumieć.

Bo dość często słyszę opinię, że terapia „psuje relacje”, „nastawia przeciwko rodzicom”, „każe zerwać kontakt z matką” albo „robi z mamy winowajczynię wszystkiego”.

Hmmm🤔

Rozumiem, skąd może brać się taki lęk. Terapia rzeczywiście dotyka spraw najbliższych.
Czasem tych, które były przykryte zdaniem: „przecież nic takiego się nie stało”. Czasem tych, które bolały, ale nie miały prawa boleć, bo „mama się przecież tak starała”, „miała ciężko”, „dała z siebie wszystko” i... Tu każdy mógłby wstawić swoje.

A jednak dobra terapia nie polega na tym, żeby kogoś od razu oskarżyć.

Nie chodzi o to, żeby zburzyć obraz matki.

Ale, uwaga...

Nie chodzi też o to, żeby go za wszelką cenę ochronić.

Chodzi o to, żeby zobaczyć pełniej.

Mamę jako człowieka.
Dziecko jako kogoś, kto naprawdę potrzebował.
Relację jako coś żywego, złożonego, często pełnego miłości, ale czasem też pełnego braku, napięcia, lęku, zależności, lojalności, poczucia winy.

W terapii nie szukamy prostego wyroku: dobra matka, albo zła matka. To byłoby zbyt łatwe. I zbyt niedojrzałe.

Dojrzała praca terapeutyczna próbuje wyjść poza dwa skrajne ruchy: idealizację i dewaluację.

Poza idealizację, czyli myślenie: „mama była wspaniała, więc nie wolno mi czuć żalu”.
I poza dewaluację, czyli myślenie: „skoro mnie zraniła, to wszystko było złe”.

Przypuszczam, że tak jak ja, Ty również dobrze wiesz, że zycie zwykle nie jest takie proste.

Można być wdzięcznym i jednocześnie czegoś nie dostać.
Można kochać i nie móc znieść.
Można rozumieć historię swojej mamy i nie unieważniać własnego bólu.
Można widzieć jej wysiłek, a jednocześnie uznać, że dziecko w nas było samotne, przestraszone albo przeciążone.

To jest ważny temat szczególnie w Dniu Matki, bo właśnie dziś bardzo łatwo wpaść w obowiązkowy język wdzięczności. W piękne słowa, kwiaty, zdjęcia, życzenia. I dla wielu osób to jest prawdziwe, ciepłe, dobre.

Ale są też tacy, dla których ten dzień jest bardziej skomplikowany.

Bo mama żyje, ale relacja boli.
Bo mamy już nie ma, a zostały niewypowiedziane zdania.
Bo było dużo miłości, ale też dużo lęku.
Bo trudno złożyć życzenia bez poczucia, że zdradza się siebie.
Bo ciało pamięta więcej niż rodzinne opowieści.
Bo...

Czy terapia czasem prowadzi do większego dystansu wobec rodzica? Tak, czasem tak się dzieje.

Bywają sytuacje, w których człowiek zaczyna czuć, że dotychczasowy sposób bycia w relacji bardzo go obciąża. Ze potrzebuje więcej oddechu, wyraźniejszych granic albo czasu, żeby w ogóle rozpoznać, co naprawdę przeżywa. Nie zawsze od razu wiadomo, co jest potrzebne. Nie zawsze da się to nazwać jednym zdaniem.

Właśnie po to jest terapia.

Żeby nie działać z impulsu.
Żeby nie podejmować decyzji wyłącznie z lęku, złości albo poczucia winy.
Żeby spokojnie przyglądać się temu, co w tej relacji jest troską, co obowiązkiem, co lojalnością, co dawnym lękiem, a co realną potrzebą ochrony siebie.

Czasem w tym procesie pojawia się potrzeba większego dystansu. Czasem potrzeba granic. Czasem potrzeba rozmowy. Czasem żałoby po tym, czego nie było. A czasem, po lepszym zrozumieniu siebie i drugiej strony, relacja staje się możliwa w bardziej dorosłej, mniej uwikłanej formie.

Ale z mojego doświadczenia i z doświadczenia długoletnich terapeutów wynika, że oddalenie nie jest celem terapii. I nie jest też najczęstszym finałem.

Dużo częściej terapia nie zrywa relacji, tylko zmienia sposób bycia w relacji.

Człowiek przestaje być dzieckiem, które musi zasłużyć.
Przestaje tłumaczyć się z każdego wyboru.
Przestaje brać odpowiedzialność za emocje dorosłego rodzica.
Zaczyna mówić „nie” bez natychmiastowego poczucia winy.
Zaczyna widzieć, gdzie kończy się miłość, a zaczyna lęk.
Gdzie jest troska, a gdzie kontrola.
Gdzie jest więź, a gdzie uwikłanie.

I to bywa dla rodziny trudne.

Bo kiedy jedna osoba zaczyna zdrowieć, cały system musi się jakoś do tego odnieść. Ktoś, kto dotąd milczał, zaczyna mówić. Ktoś, kto zawsze ustępował, zaczyna stawiać granice. Ktoś, kto nosił w sobie winę, zaczyna pytać, czy naprawdę była jego.

Z zewnątrz może to wyglądać jak „terapia popsuła relację”.

A czasem prawda jest taka, że terapia tylko pokazuje, na czym ta relacja od dawna się opierała.

Na lęku.
Na zależności.
Na niewypowiedzianym żalu.
Na obowiązku bycia „dobrym dzieckiem”.
Na przekonaniu, że miłość wymaga rezygnacji z siebie.

Dobra terapia nie odbiera matki.

Pomaga zobaczyć ją bardziej prawdziwie.

Nie jako świętą.
Nie jako potwora.

Jako kobietę z historią, ograniczeniami, ranami, zasobami, odpowiedzialnością i wpływem.

I pomaga zobaczyc siebie. Nie jako niewdzięczne dziecko, ale jako człowieka, który miał prawo potrzebować czułości, bezpieczeństwa, uwagi, ukojenia i granic.

Myślę sobie, że może właśnie za to psychoterapeuci mogą dziś „dziękować mamom”: nie w sensie ironicznego oskarżenia, ale w uznaniu, że pierwsza relacja naprawdę ma znaczenie.

Nie po to, żeby całe życie tłumaczyć mamą.
Ale po to, żeby przestać całe życie nieświadomie powtarzać to, co kiedyś było jedynym sposobem przetrwania.

Bo terapia nie musi prowadzić do oddalenia.

Czasem prowadzi do pierwszej naprawdę dorosłej relacji.

A czasem pomaga spokojnie uznać, że tam, gdzie brakuje miejsca na szacunek, granice i prawdę, większy dystans nie musi być karą.

Może być formą troski o życie.

Jest taki tekst.Taki utwór.Taki autentyczny na wskroś.Jeśli nie wiesz, nie wiesz kim jesteśNie możesz wiedzieć, co powie...
21/05/2026

Jest taki tekst.
Taki utwór.
Taki autentyczny na wskroś.

Jeśli nie wiesz, nie wiesz kim jesteś
Nie możesz wiedzieć, co powiedzieć
A przecie nie odnajdzie swego głosu chyba
Ten, co go nie wydobywa
Już wiem, wiem, kim jestem
Jestem kimś, kto nie wie kim jest
Poza tym, że jest osobą
Głęboko stęsknioną za sobą
La, la, la, la, la, la
Już wiem, wiem, kim jestem
Jestem kimś, kto nie wie kim jest
Poza tym, że jest osobą
Głęboko stęsknioną za sobą
La, la, la, la, la
La, la, la, la, la
Sztuka to radość tworzеnia
Sztuka to radość pieprzenia
U osób cierpiących na niеdosłuch
Własnego głosu
Osób, będących sobą
Na nie swój sposób
La, la, la, la, la, la
Popieprzyć jest miło, ale swoją drogą
Jedyny sens, jeśli jest do kogo
Popieprzyć jest miło, ale swoją drogą
Jedyny sens, jeśli jest do kogo
Halo, jest tam kto?

Spięty - Halo

Ubrał w słowa coś, co znasz?
Tęsknisz za sobą?
Zapraszam.
Czasem łatwiej z kimś ku sobie.

Magdalena Ludwina

Wyspa Mocy - z radością i satysfakcją mogę być częścią tego miejsca ❤️
18/05/2026

Wyspa Mocy - z radością i satysfakcją mogę być częścią tego miejsca ❤️

W poniedziałkowe popołudnie w jednym z gabinetów spotkać możecie Magdę Ludwinę, psychoterapeutkę pracującą w podejściu integratywnym

W swojej pracy szczególnie czerpie z rozumienia psychodynamicznego, które pozwala uważnie przyglądać się wewnętrznemu światu człowieka: jego emocjom, relacjom, historii życia, nieświadomym schematom oraz sposobom radzenia sobie z trudnościami.

Towarzyszy osobom dorosłym w lepszym rozumieniu siebie, swoich przeżyć, lęków, napięć, wewnętrznych konfliktów oraz powtarzających się trudności w relacjach. Bliskie jest jej myślenie o psychoterapii jako o bezpiecznej przestrzeni spotkania — miejscu, w którym można zatrzymać się przy tym, co bolesne, kruche, wstydliwe lub od dawna przemilczane.

Ważnym obszarem jej przygotowania i wrażliwości terapeutycznej jest także uwzględnianie wymiaru duchowego i egzystencjalnego w życiu człowieka. W pracy psychoterapeutycznej może towarzyszyć osobom przeżywającym kryzysy sensu, wartości, wiary, obrazu Boga, poczucia winy, nadziei czy wewnętrznego zagubienia. Nie jest to kierownictwo duchowe ani poradnictwo religijne, lecz psychologiczne rozumienie doświadczeń duchowych jako ważnej części życia wewnętrznego człowieka — z szacunkiem dla jego historii, przekonań i wolności.

Wierzy, że psychoterapia nie jest oznaką słabości, lecz aktem odwagi. Szczególnie bliskie jest jej zdanie, które wisi na drzwiach gabinetów w Wyspie Mocy: „Zachowaj ciszę, ktoś właśnie zmienia swoje życie”. To zdanie dobrze oddaje jej rozumienie procesu terapeutycznego — jako czegoś głębokiego, delikatnego i ważnego, co często dokonuje się po cichu, w bezpiecznej relacji, krok po kroku.

Na Wyspie Mocy prowadzi indywidualne konsultacje oraz procesy psychoterapeutyczne. To miejsce jest jej bliskie jako przestrzeń uważności, rozwoju i spotkania z człowiekiem w jego niepowtarzalnej historii. Ceni atmosferę Wyspy Mocy — spokojną, przyjazną i otwartą na różne wymiary ludzkiego doświadczenia: emocjonalny, relacyjny, psychiczny i egzystencjalny.

Co Cię zaciekawiło w pracy Magdy?
A może podzielisz się swoim doświadczeniem ze spotkania z Magdą?

Chcesz umówić się na sesję?
Skontaktuj się telefonicznie: 577 62 55 33
Psychoterapia Magdalena Ludwina

Pracując w gabinecie, widzę, że człowieka nie da się naprawdę rozumieć bez jego wymiaru duchowego. I nie mam na myśli wy...
10/05/2026

Pracując w gabinecie, widzę, że człowieka nie da się naprawdę rozumieć bez jego wymiaru duchowego. I nie mam na myśli wyłącznie religii rozumianej instytucjonalnie. Duchowość jest czymś szerszym i głębszym. To pytania o sens życia i cierpienia, o dobro i zło, o winę, przebaczenie, nadzieję, o to, czy jestem ważny, czy moje życie ma znaczenie, czy mogę być kochany mimo swojej kruchości. To także doświadczenie tajemnicy, tęsknoty, samotności, zachwytu, pustki, potrzeby przekroczenia samego siebie. Czasem duchowość wyraża się w wierze w Boga, czasem w poszukiwaniu sensu, prawdy, wartości, głębokiego kontaktu z drugim człowiekiem czy światem. Człowiek jest istotą psychologiczną, cielesną, relacyjną i duchową jednocześnie. Nie da się tych wymiarów całkowicie od siebie oddzielić. Anna Ostaszewska, psychoterapeutka i autorka książki „Aspekty duchowe w tle psychoterapii”, pisze o tym, że psychoterapia nie ma zastępować kierownictwa duchowego ani religii, ale nie powinna też pomijać duchowego doświadczenia człowieka. Bo ono realnie wpływa na psychikę, relacje, obraz siebie, sposób przeżywania cierpienia i budowania sensu życia. Duchowość może być przestrzenią rozwoju, oparcia i integracji, ale może też stać się miejscem głębokiego zranienia.

I chyba właśnie to porusza mnie najmocniej w pracy terapeutycznej — że wielu ludzi nosi w sobie nie tylko rany emocjonalne, ale też rany duchowe. Czasem ktoś całe życie żył z obrazem Boga, który bardziej kontroluje niż kocha. Z poczuciem, że musi zasłużyć na miłość, że jest niewystarczający, brudny, winny, zły. Czasem religijność była związana z lękiem, zawstydzaniem, przemocą psychiczną, duchowym nadużyciem albo emocjonalnym opuszczeniem. Bywa, że człowiek słyszał o miłości, ale nigdy jej naprawdę nie doświadczył. I wtedy nawet słowo „Bóg” może uruchamiać w nim lęk, napięcie, poczucie winy albo samotność.

Psychopatologia duchowości istnieje naprawdę. Widzę ją tam, gdzie religijność przestaje służyć życiu i rozwojowi, a zaczyna podtrzymywać lęk, rozszczepienie, przymus, surowość wobec siebie, odcięcie od emocji czy własnego „ja”. Tam, gdzie człowiek używa duchowości przeciwko sobie lub innym. Gdzie nie ma miejsca na człowieczeństwo, słabość, ambiwalencję, ciało, emocje. Gdzie zamiast relacji pojawia się kontrola, a zamiast miłości — strach. Zdrowa duchowość robi coś odwrotnego. Pomaga człowiekowi bardziej być. Bardziej czuć. Bardziej kochać. Nie oddziela od rzeczywistości, ale pomaga ją unieść. Nie niszczy „ja”, ale je pogłębia. Nie opiera się wyłącznie na lęku i nakazie, ale daje przestrzeń na prawdę, wolność, odpowiedzialność, współczucie i sens.

W tym miejscu szczególnie ważny jest dla mnie Viktor Frankl, który pisał, że człowiek może znieść niemal każde „jak”, jeśli ma swoje „dlaczego”. Frankl pokazywał, że potrzeba sensu jest jedną z najgłębszych ludzkich potrzeb i że często właśnie jej utrata stoi pod cierpieniem psychicznym, pustką czy rozpaczą.

Bliska jest mi także wrażliwość Irvin D. Yalom, który pokazuje, że w gabinecie bardzo często spotykamy się nie tylko z objawem, ale też z podstawowymi tematami ludzkiego istnienia: samotnością, wolnością, śmiercią i poszukiwaniem sensu. To nie zawsze brzmi religijnie. Czasem brzmi jak: „nie wiem, po co żyję”, „nie umiem sobie wybaczyć”, „boję się, że moje życie nie ma znaczenia”, „czuję pustkę”, „straciłam wiarę”, „nie umiem już ufać ani ludziom, ani Bogu”. A jednak są to pytania głęboko duchowe, bo dotyczą samego rdzenia ludzkiego doświadczenia.

Dlatego kiedy człowiek przychodzi do gabinetu, nie chcę spotykać tylko jego objawów. Interesuje mnie cały człowiek. Także jego pytania, tęsknoty, kryzysy wiary, rozczarowania, nadzieje, jego obraz Boga, sensu, miłości i przebaczenia. Czasem właśnie tam ukryte jest najgłębsze cierpienie. Ale czasem właśnie tam znajduje się również droga do odzyskania życia.

W gabinecie jest miejsce także na ten wymiar. Bez oceniania. Bez narzucania odpowiedzi. Bez konieczności „wierzenia w odpowiedni sposób”. Można przyjść z wiarą. Z niewiarą. Ze złością na Boga. Z pustką. Z pytaniami, na które nie da się znaleźć szybkiej i prostej odpowiedzi. Z doświadczeniem krzywdy religijnej. Z tęsknotą za sensem. Z duchowym zagubieniem. Z nadzieją, że może da się jeszcze spokojnie poszukać tego, co dla danej osoby ważne, prawdziwe i żywe.

Jeśli czujesz, że ten temat jest Ci bliski — zapraszam do kontaktu.

W moim gabinecie stoi fotel.Zwyczajny mebel, który staje się miejscem spotkania.Siada w nim człowiek.Z historią, którą d...
12/01/2026

W moim gabinecie stoi fotel.
Zwyczajny mebel, który staje się miejscem spotkania.

Siada w nim człowiek.
Z historią, którą długo niósł sam.
Z uczuciami, które nie mieściły się w środku. Z wątpliwościami, których nikt do tej pory nie słuchał na serio. Z nadzieją ledwie wyczuwalną albo w ogóle jeszcze niewidoczną.

A po drugiej stronie jestem ja.
Z gotowością, by usłyszeć to, co przez lata nie mogło być wypowiedziane. Z miejscem na Twoje uczucia takie, jakie są — nie takie, jakie powinny być. Z obecnością, która zostaje, kiedy Ty masz ochotę uciec.

Tutaj nie trzeba być przygotowanym i poukładanym.
Nie trzeba tłumaczyć się ze słabości ani się spinać.
Można mówić chaotycznie albo wcale. Można płakać, śmiać się, milczeć, złościć, bać się.

Ten fotel nie zmienia życia za jednym posiedzeniem.
Ale daje szansę, żeby na chwilę przestać udźwigać wszystko samemu.
I krok po kroku — w relacji, tempem, które jest możliwe —
zacząć widzieć siebie trochę wyraźniej.
Wyspa mocy. Twoja wioska w centrum miasta

🌱 Niektóre dzieci musiały dorosnąć za wcześnie — i dziś widać to najbardziej wtedy, gdy są już dorosłymi.To są dzieci, k...
25/11/2025

🌱 Niektóre dzieci musiały dorosnąć za wcześnie — i dziś widać to najbardziej wtedy, gdy są już dorosłymi.

To są dzieci, które nie miały przestrzeni na swoje emocje, bo wokół działo się zbyt wiele; dzieci, które zrozumiały, że muszą być spokojne, przewidywalne i „nie przeszkadzać”, bo tylko wtedy wszystko jakoś się trzymało. Dzieci, które pocieszały dorosłych, choć same bardzo potrzebowały pocieszenia; które nauczyły się, że łatwiej jest nie mieć potrzeb niż usłyszeć, że są za duże, niewygodne albo nie na miejscu.

Dziś mają po 20, 30, 40 i więcej lat — i często z zewnątrz wyglądają na osoby, które świetnie funkcjonują: odpowiedzialne, empatyczne, zorganizowane, takie, które wszystkim pomagają i wszystko ogarniają. Ale w środku niosą coś, czego nikt nie widzi: chroniczne zmęczenie, napięcie, wewnętrzną samotność, trudność w proszeniu o pomoc i poczucie, że muszą być „dzielne”, bo inaczej zawiodą. Nie dlatego, że czegoś im brakuje jako dorosłym, ale dlatego, że jako dzieci nie mogły być dziećmi.

W takich dorosłych często mieszka mała, bardzo lojalna część, która nadal cicho pilnuje, by nikogo nie obciążyć; część, która nauczyła się rezygnować z siebie, byle inni byli spokojni; część, która nawet nie wie, jak brzmi jej własna potrzeba — bo nigdy nie było okazji jej wypowiedzieć.

Dlatego terapia bywa pierwszym miejscem, w którym można choć na chwilę przestać być dzielnym. Można usiąść i powiedzieć: „jest mi ciężko”, bez strachu, że to kogoś przytłoczy; można powoli odnajdywać swoje emocje, swoje granice i swoje prawo do tego, by czasem nie ogarniać; można pozwolić, by ktoś przez moment pomógł unieść to, co tak długo było dźwigane w samotności. To nie jest słabość — to jest powrót do siebie.

Jeśli w tej historii odnajdujesz choć kawałek siebie, możesz o tym mówić.
Możesz przyjść z tym, co w środku nosisz.
Nie musisz już wszystkiego robić samodzielnie.

W moim gabinecie jest miejsce na takie doświadczenia — te ciche, te niepewne, te długo niesione samemu.
Pracuję uważnie, powoli i w tempie, które jest dla Ciebie bezpieczne. Nie musisz mieć gotowych słów ani wiedzieć, od czego zacząć — możesz przyjść dokładnie taki, jaki jesteś, z tym, co teraz potrzebuje troski.

W terapii nie chodzi o obwinianie rodziców ani o szukanie winnych. Chodzi o zrozumienie, jak tamte doświadczenia ukształtowały Twoje obecne reakcje, relacje, sposób przeżywania trudności i radzenia sobie. Chodzi o odnalezienie miejsc, które kiedyś musiały zostać odsunięte, by przetrwać — i o danie im teraz przestrzeni, której wtedy zabrakło. Terapia nie służy oskarżeniom, lecz porządkowaniu. Nie cofa Cię do przeszłości, lecz otwiera możliwość, by dziś żyć inaczej — łagodniej wobec siebie.

Serdecznie zapraszam do kontaktu.

Magdalena Ludwina

Adres

Wrocław
Wrocław

Telefon

+48577625533

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psychoterapia Magdalena Ludwina umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Psychoterapia Magdalena Ludwina:

Skróty

Udostępnij

Kategoria