04/08/2026
Dawno zastanawiałam się, czy dodać to zdjęcie. Czy wypada. Czy mogę. Czy w ogóle jest sens o tym pisać.
Ostatecznie doszłam do wniosku, że tak. Bo moja redukcja to dla mnie nie tylko zmiana wyglądu.
Jest jeszcze coś, co bardzo mnie zaskoczyło.
Często słyszymy, że ludzie są dziś mało życzliwi, że nie zauważają naszych starań i sukcesów. A ja dzięki tej zmianie przekonałam się o czymś zupełnie odwrotnym.
Od wielu miesięcy słyszę ogrom ciepłych słów. Od pacjentów, znajomych, rodziny, osób spotkanych przypadkiem. Naprawdę dziesiątki osób powiedziały mi coś miłego. Każdy taki komentarz był dla mnie bardzo poruszający i uświadomił mi, jak wiele życzliwości jest wokół nas. Czasem po prostu łatwiej ją zauważyć, kiedy sami jesteśmy na nią bardziej otwarci.
Jest jednak jeszcze drugi powód, dla którego chciałam napisać ten post.
Wiem, że wiele osób marzy o zmianie, ale jednocześnie bardzo boi się zaakceptować siebie tu i teraz. Jakby akceptacja oznaczała rezygnację.
A ja mam dokładnie odwrotne doświadczenie.
Lubiłam tamtą Amandę. Naprawdę.
Oczywiście dziś czuję się lepiej w swoim ciele, mam więcej energii i cieszę się z efektów. Ale to nie znaczy, że wcześniej uważałam siebie za gorszą.
Przez długi czas odkładałam redukcję. Mówiłam sobie, że może będzie jeszcze druga ciąża, że jeszcze nie teraz. Dzisiaj myślę, że pewnie były w tym również wymówki. Ale jednocześnie nie żyłam w nieustannej wojnie ze swoim ciałem.
I myślę, że właśnie to miało ogromne znaczenie.
Bo kiedy wiedziałam już, że moja rodzina jest kompletna, po prostu zaczęłam działać. Nie dlatego, że siebie nie lubiłam. Tylko dlatego, że chciałam o siebie zadbać.
Mam poczucie, że za mało mówi się o tym, jak ważna jest akceptacja siebie w procesie zmiany.
Nie musisz nienawidzić swojego ciała, żeby o nie zadbać.
Nie musisz się zawstydzać, żeby znaleźć motywację.
Bardzo często to właśnie życzliwość wobec siebie daje siłę do wytrwania, a nie krytyka.
Bo łatwiej troszczyć się o kogoś, kogo się lubi.
Nawet jeśli tym kimś jesteś Ty.