26/08/2026
Rodzinny. To słowo stało w opisie miejsca, w którym mieliśmy spędzić ostatni weekend. Wyjechaliśmy stamtąd w nocy, z płaczącymi dziećmi, ale dziś nie o tym.
Bo "rodzinny" to jedno z tych słów, które wpisuje się do opisu, bo dobrze brzmi, i prawie nikt nie sprawdza, co ono obiecuje w cudzej głowie. A obiecuje sporo. Że będzie bezpiecznie. Że dzieci będą miały co robić. Że nikt się nie zdziwi, kiedy przyjadę z trójką dzieci i psem.
I teraz zamieńmy się na chwilę miejscami.
"Domowa atmosfera" obiecuje, że nikt mnie nie popędzi. "Kameralnie" obiecuje, że nie usłyszę przez ścianę cudzej rozmowy o teściowej. "Indywidualne podejście" obiecuje, że nie będę kolejnym wpisem w grafiku co czterdzieści minut.
Żadnego z tych zdań nie napisaliście. A klient je przeczytał.
I to jest cała rzecz: klient nie ocenia tego, co u Was dostał, tylko różnicę między tym, co usłyszał w swojej głowie, a tym, co zobaczył na miejscu. Kiedy ta różnica robi się za duża, on nie pisze reklamacji. On po prostu nie wraca.
Więc mam propozycję. Wrzućcie w komentarzu jedno słowo ze swojego opisu, tego w Google albo na stronie. Odpiszę, co ono obiecuje Waszemu klientowi, zanim ten w ogóle do Was wejdzie.