08/06/2026
Czy masaż i Feldenkrais mają ze sobą coś wspólnego?
Dla mnie bardzo dużo. Bo zaczynają się tam, gdzie kończy się chęć „naprawiania” ciała, a zaczyna ciekawość tego, co ono ma do powiedzenia.
Jedno i drugie jest dla mnie o uważności. O byciu tu i teraz. O czuciu i poznawaniu siebie poprzez dotyk i ruch.
Masując staram się towarzyszyć klientowi w spotkaniu ze sobą. W tym, żeby poprzez konkretne techniki ruchowe mógł poczuć swoje napięcia, ograniczenia, ciężar, ale też lekkość, przyjemność, płynność oraz granice własnego ciała. Rozluźnienie czy ulga w bólu są dla mnie raczej efektem ubocznym tego procesu niż jego głównym celem. Cieszę się oczywiście, gdy się pojawiają i utrzymują.
Często słyszę od Was: „Nie wiedziałam, że mam tam takie napięcia” albo „Nie sądziłem, że masaż dłoni/twarzy/głowy może być tak przyjemny”. To dla mnie bardzo cenne momenty. Oznaczają, że łapiecie coraz lepszy kontakt ze sobą, lepiej rozpoznajecie swoje potrzeby i potraficie o siebie zadbać.
Tyle że trudno to sprzedać. Znacznie łatwiej obiecać brak bólu, mniej napięć czy młodszy wygląd. „Poczuj swoje ciało i zobacz, co ci mówi” nie brzmi równie atrakcyjnie.
Podobnie odbieram metodę Feldenkraisa, nazywaną świadomością poprzez ruch. Nie daje ona prostych obietnic. Czasem po lekcji pojawia się rozluźnienie i spokój, czasem frustracja albo większe napięcie. Ta sama lekcja jednego dnia może przynieść zupełnie inne doświadczenia niż kolejnego.
Od kilku miesięcy konfrontuję się podczas praktyki z moimi asymetriami i ograniczeniami. Nie zawsze jest to przyjemne. Po roku regularnych lekcji wiem jednak jedno – coraz głębiej czuję siebie. A dzięki temu lepiej czuję także Wasze ciała, kiedy masuję.
Coraz bardziej wierzę, że jedną z ważniejszych rzeczy w życiu jest czuć siebie. Znać siebie. Rozumieć siebie. I może kiedyś, tak naprawdę akceptować.
Do tego prowadzi wiele dróg. Dla mnie są to dziś masaż i Feldenkrais.
A jak jest dla Ciebie? Jeśli chcesz, podziel się tym w komentarzu.