10/08/2026
Ram Dass jest jednym z tych ludzi, których lubię czytać i do których myśli co jakiś czas wracam.
Lubię jego kierunek — mniej walki z życiem, więcej obecności, świadomości i zgody na to, że nie wszystko musi potoczyć się według naszego planu.
I jest jedno jego pytanie, które ostatnio chodzi za mną szczególnie mocno ”Gdyby wszystko w twoim życiu potoczyło się dokładnie tak, jak tego oczekiwałaś, twoje życie nie byłoby nawet w połowie tak interesujące, jak się okazało, prawda?”
Uśmiechnęłam się, kiedy to przeczytałam.
Bo coś w tym jest.
A zaraz potem pomyślałam, że jest w tym również coś trochę bolesnego.
Bo chyba każdy z nas miał kiedyś w głowie jakiś obraz swojego przyszłego życia…
Nie zawsze bardzo konkretny. Ale jednak gdzieś tam był.
W tym wieku będę już…Będę miała…
Będę mieszkała…
Będę z kimś…Moje dzieci…
Moja praca…
Moje życie będzie wyglądało…
I nagle zaczynasz to zauważać trochę wyraźniej.
Może dlatego ten temat jest mi teraz szczególnie bliski.
W tym miesiącu znowu mam urodziny.
Niedawno wróciłam też z wakacji w rodzinnych stronach. Były spotkania z rodziną, ze starymi znajomymi, z ludźmi, których nie widziałam od lat. Były miejsca, które kiedyś były częścią mojego codziennego życia. Wspomnienia. Rozmowy. Stare historie.
I jest coś szczególnego w takich powrotach.
Patrzysz na kogoś, kogo znałaś 20 czy 30 lat temu, patrzysz na stare zdjęcia, wracasz do znajomych miejsc… i przez chwilę spotykają się ze sobą dwie wersje Ciebie.
Ta, którą byłaś wtedy — z jej planami, marzeniami i wyobrażeniami o przyszłości.
I ta, którą jesteś dzisiaj.
I gdzieś pomiędzy nimi jest całe życie, które się wydarzyło.
Ludzie, którzy przyszli i odeszli.
Decyzje, które zmieniły kierunek.
Rzeczy, których nigdy nie planowałaś, a które stały się ważną częścią Twojego życia.
I takie, o których byłaś kiedyś przekonana, że na pewno się wydarzą… a jednak się nie wydarzyły.
Urodziny też mają w sobie coś takiego. Jakby na chwilę zatrzymywały czas i pytały:
„No dobrze… czy jestem dzisiaj tam, gdzie kiedyś myślałam, że będę?”
I czasem odpowiedź brzmi: Nie.
Kurczę… ja naprawdę myślałam, że moje życie będzie wyglądało inaczej.
I wcale nie znaczy to, że jest złe.
Kurczę… ja naprawdę myślałam, że moje życie będzie wyglądało inaczej.
I wcale nie znaczy to, że jest złe.
To jest właśnie ciekawe.
Możesz kochać ludzi, których masz obok.
Możesz być wdzięczna za wiele rzeczy.
Możesz mieć dobre życie.
A jednocześnie czuć żal za czymś, co nigdy się nie wydarzyło.
Za związkiem, który miał przetrwać.
Za rodziną, która miała wyglądać inaczej.
Za pracą, która miała dawać więcej sensu.
Za miejscem, do którego miałaś dojść.
Za marzeniem, które odkładałaś, bo zawsze było coś ważniejszego.
Czasem nawet za sobą.
Za tą kobietą, którą kiedyś myślałaś, że będziesz.
Są straty, po których nikt nie składa nam kondolencji.
Bo przecież nikt nie umarł.
A jednak coś trzeba pożegnać.
Może właśnie dlatego czasami potrzebujemy przeżyć również małą żałobę po życiu, które się nie wydarzyło.
Nie po to, żeby ugrzęznąć w przeszłości.
Tylko żeby zobaczyć, czy jakaś część nas nadal nie stoi przy dawnym obrazie życia i nie czeka.
Jeszcze trochę…
Może wszystko wróci na właściwy tor.
Może jednak będę tam, gdzie miałam być.
Tylko…
skąd właściwie wiem, gdzie miałam być?
To pytanie zatrzymuje mnie chyba najbardziej.
Bo może czasem największym ciężarem nie jest nawet życie, które mamy.
Może jest nim ciągłe porównywanie go z życiem, które stworzyłyśmy kiedyś w swojej głowie.
Z wersją siebie, która miała być bardziej odważna.
Bardziej spełniona.
Mieć mniej lęku.
Lepsze relacje.
Więcej pieniędzy.
Podejmować właściwe decyzje.
Już „wiedzieć, czego chce”.
A przecież tamta kobieta nie wiedziała tego, co wiem dzisiaj.
Nie wiedziała, kogo spotkam.
Kogo stracę.
Co mnie zatrzyma.
Co mnie zmieni.
Jakie decyzje podejmę.
Czego będę musiała się nauczyć.
I ile razy jeszcze będę zaczynać od nowa.
Może więc przychodzi taki moment, kiedy trzeba przestać wymagać od dzisiejszej siebie, żeby spełniła wszystkie obietnice złożone przez kobietę, którą byłyśmy wiele lat temu.
I nie oznacza to rezygnacji.
Pożegnać nie oznacza zrezygnować.
Akceptacja też nie oznacza:„Tak miało być.”
Czasem oznacza po prostu:„Tak jest.”
A to ogromna różnica.
Bo kiedy przestaję walczyć z tym, że moje życie nie wygląda tak, jak kiedyś miało wyglądać…
mogę wreszcie naprawdę zobaczyć, jak wygląda teraz.
I zamiast pytać:
„Dlaczego nie jestem tam, gdzie powinnam być?”
mogę zapytać:
„Skoro jestem właśnie tutaj… czego chcę teraz?”
Nie czego chciałam 20 czy 30 lat temu.
Nie czego oczekiwali ode mnie inni.
Nie czego „powinnam” chcieć w moim wieku.
Nie co wypada.
Czego chcę ja — dzisiejsza?
Bo może niektóre marzenia rzeczywiście trzeba pożegnać.
Ale inne…może potrzebują tylko nowej formy.
Może nie wydarzą się tak, jak kiedyś sobie wyobrażałaś.
Może wydarzą się inaczej.
Później.
Spokojniej.
Odważniej.
Bardziej po Twojemu.
Dlatego zostawię sobie i Tobie dzisiaj trzy pytania.
Za jaką wersją swojego życia jeszcze tęsknię?
Co tak naprawdę miało mi to życie dać?
Miłość?
Bezpieczeństwo?
Wolność?
Bycie ważną?
Spokój?
Spełnienie?
Poczucie, że naprawdę żyję?
I może najważniejsze:
Czy to, za czym tęsknię, naprawdę zniknęło…
czy tylko potrzebuje dziś zupełnie innej formy?
Może życie nie potoczyło się zgodnie z planem.
Ale przecież…
ono nadal się toczy.
I może właśnie dzisiaj nie chodzi już o to, żeby dogonić życie, które kiedyś sobie wyobraziłaś.
Może chodzi o to, żeby naprawdę spotkać się z tym, które jest.
I zobaczyć, co jeszcze chcesz z nim zrobić.
Sabina
Eternity – Przestrzeń Świadomego Rozwoju
Powrót do siebie. Kontakt. Świadomość.