27/08/2026
A jeśli uzdrowienie nie oznacza, że już nigdy nie zaboli?
„Sabina, ja myślałam, że już dawno mam to za sobą…”
Takie zdanie słyszę czasem podczas sesji, rozmowy ...
Ktoś opowiada o czymś, co wydarzyło się kilka, czasem kilkanaście lat temu. Życie od tamtej pory się zmieniło. Pojawili się inni ludzie, nowe etapy, wydarzyło się mnóstwo rzeczy.
A jednak wystarczy czasem drobiazg.
Ktoś coś powie.
Usłyszysz piosenkę.
Pojedziesz w jakieś miejsce.
Spotkasz kogoś po latach.
Albo właściwie nic szczególnego się nie wydarzy — po prostu któregoś dnia coś w Tobie się odzywa.
I nagle wraca.
Smutek.
Złość.
Tęsknota.
Żal.
A czasem tylko dziwne ściśnięcie w środku, którego nawet nie potrafisz od razu nazwać.
I zaraz za tym:
„Serio? Jeszcze to?”
„Przecież myślałam, że już to przepracowałam.”
„Dlaczego mnie to jeszcze rusza?”
„Przecież tyle nad sobą pracowałam.”
„Czy ja w ogóle idę do przodu?”
Kiedy słyszę takie słowa podczas sesji, często myślę również o sobie. Bo znam to miejsce ze swojego życia.
Takie momenty, kiedy wydawało mi się, że pewien rozdział jest już naprawdę daleko za mną…
a potem życie dotykało dokładnie tego miejsca.
I kiedyś chyba szybciej pytałabym siebie:
„Dlaczego to jeszcze wraca?”
Dzisiaj częściej myślę:
„Ciekawe, co właściwie wróciło?”
Niby mała różnica.
A jednak dla mnie ogromna.
Bo może nie wraca cała historia.
Może wraca jakieś miejsce w nas, które zostało kiedyś mocno dotknięte.
Może tęsknota.
Może żal.
Może poczucie niesprawiedliwości.
Może coś, czego nigdy nie powiedzieliśmy.
Może coś, czego wtedy bardzo potrzebowaliśmy, a nie dostaliśmy.
A może boli już nie tylko to, co się wydarzyło.
Może dokładamy sobie jeszcze drugą warstwę:
„Po tylu latach nie powinno mnie to już boleć.”
Powinnam już być dalej.
Powinnam mieć to przepracowane.
Nie powinno mnie to już poruszać.
I wtedy mamy właściwie dwa ciężary.
To, co boli.
I pretensję do siebie, że nadal boli.
Czasami mam wrażenie, że nawet smutek powinien być punktualny.
Że gdzieś istnieje jakiś rozsądny termin na żałobę, rozstanie, zawód, zdradę, niespełnione marzenie czy życie, które miało wyglądać zupełnie inaczej.
Rok?
Trzy lata?
Pięć?
A potem już wypadałoby „iść dalej”, już „mieć to za sobą”.
Tylko że człowiek tak nie działa.
Emocje nie czytają kalendarza.
Można naprawdę iść dalej.
Można zbudować inne życie.
Kochać, śmiać się, pracować, podróżować, mieć dobre dni, robić plany i naprawdę czuć się dobrze…
I nadal czasem poczuć ukłucie, kiedy życie dotknie starego miejsca....
To, że coś jeszcze wraca...nie musi oznaczać, że stoimy w miejscu
Ale tutaj jest dla mnie ważne jedno „ale”.
Bo nie chciałabym też powiedzieć: No cóż, nie ma terminu na żałobę, czy dochodzenie do siebie, więc widocznie już zawsze będzie bolało. Trzeba z tym żyć..... , po prostu zaakceptuj.”
Nie.
Można nadal tęsknić za kimś, kogo straciliśmy — i nie żyć już tylko tą stratą.
Można pamiętać, że ktoś nas zranił — i nie patrzeć przez tę ranę na każdego następnego człowieka.
Można wiedzieć, że coś było niesprawiedliwe — i nie prowadzić już każdego dnia wewnętrznej rozmowy z człowiekiem, który nas zranił.
Można mieć za sobą coś bardzo trudnego — i nie pozwalać, żeby tamto wydarzenie nadal po cichu wybierało za nas, komu ufamy, czego się boimy, gdzie się wycofujemy i na co sobie nie pozwalamy.
Można pamiętać.
Można czasem zapłakać.
Może czasem nawet znowu zaboleć.
I jednocześnie żyć dalej.
I chyba właśnie tak dzisiaj rozumiem uzdrawianie:nie zawsze chodzi o to, żeby już nigdy nie zabolało.
Czasem chodzi o to, żeby ból przestał organizować nam życie.
I właśnie dlatego podczas sesji nie zawsze najbardziej interesuje mnie historia tego, co wydarzyło się wtedy.
Często znacznie ważniejsze staje się pytanie: „Co z tego wydarzenia nadal żyje w Tobie dzisiaj?”
Bo czasem historia wydarzyła się dziesięć czy dwadzieścia lat temu…
ale reakcja dzieje się dzisiaj.
Dzisiaj trudno mi zaufać.
Dzisiaj boję się powiedzieć „nie”.
Dzisiaj ciągle próbuję zasłużyć na czyjąś akceptację.
Dzisiaj wybieram podobnych ludzi.
Dzisiaj moje ciało napina się w określonych sytuacjach.
Dzisiaj wciąż prowadzę w głowie rozmowę, której nigdy nie udało mi się zakończyć.
I wtedy nie chodzi o grzebanie w przeszłości dla samej przeszłości.
Przeszłości nie możemy zmienić.
Ale możemy zauważyć, w jaki sposób nadal uczestniczy w naszym dzisiejszym życiu.
I właśnie z tym można pracować.
Nie po to, żeby wymazać pamięć.
Nie po to, żeby przestać czuć.
I nie po to, żeby któregoś dnia powiedzieć sobie:
„Dobrze. Temat zamknięty.”
Bardziej po to, żeby to, co było, nie musiało już nieświadomie decydować o tym, co jest.
O tym, jak reaguję.
Komu ufam.
Kogo wybieram.
Czego unikam.
Na co sobie pozwalam.
Jak traktuję siebie.
I może zamiast kolejny raz pytać:
„Dlaczego jeszcze tego nie przepracowałam?”
warto czasem zapytać:
„Co we mnie nadal potrzebuje zostać zauważone?”
Lubię to pytanie.
Sama czasem z nim zostaję.
I widzę też, jak często podczas sesji otwiera ono zupełnie inną rozmowę.
Bo wtedy nie próbujemy na siłę „zamknąć przeszłości”.
Zaczynamy zauważać, co z niej nadal jest żywe dzisiaj.
Bez pośpiechu.
Bez zawstydzania siebie.
Ale też bez udawania, że skoro minęło dużo czasu, to wszystko już na pewno jest dobrze.
Bo może uzdrawianie nie polega na powrocie do osoby, którą byliśmy przed tym, co się wydarzyło.
Przecież nie da się cofnąć życia.
Może chodzi bardziej o to, żeby coraz pełniej móc być osobą, którą jesteśmy teraz.
Z pamięcią.
Z doświadczeniem.
Czasem również ze smutkiem.
Ale z coraz większą możliwością wyboru, jak chcemy żyć dzisiaj.
Bo przeszłość może być częścią naszej historii.
Nie musi jednak pisać za nas kolejnych rozdziałów.
I ta myśl została dziś ze mną.
Może komuś z Was też się przyda.
— Sabina
Eternity – Przestrzeń Świadomego Rozwoju