05/27/2026
Gorąca fala upałów nawiedziła wyspy, gdzie deszcz i mgła są niemal skarbem narodowym.
W chwili tego nieoczekiwanego wytchnienia siedzę w ogrodowym cieniu i obserwuję, jak niewykoszony skrawek traw kołysze się przy delikatnych podmuchach prawie niewyczuwalnego wiatru.
Po intensywnych czterech miesiącach przyszedł czas zwolnienia.
Nie zaplanowany przez logiczny umysł.
Nie wpisany w kalendarz produktywności.
Przyszedł naturalnie jakby coś we mnie samo wyciszyło dźwięki codziennego działania.
Na początku ego natychmiast zaczęło podsuwać własne definicje tego stanu:
musisz działać bardziej systematycznie,
wyczerpały ci się pomysły,
czy ty w ogóle wiesz, co robisz?
I im dłużej dawałam przestrzeń tym wewnętrznym głosom, tym bardziej czułam się przytłoczona.
Mała.
Coraz mniejsza w świecie terapii, duchowej odnowy i warsztatów.
Głośny dźwięk przelatującej pszczoły wyrwał mnie z tej pułapki myśli.
Spojrzałam w błękitne, bezchmurne niebo i zamknęłam oczy.
Wdech.
Wydech.
Logiczny umysł przeszedł w rolę obserwatora, otwierając drzwi do podświadomości.
Po chwili poczułam, jak energia wokół mnie staje się lżejsza.
I wtedy zobaczyłam przejście.
Wiatr zawiał mocniej, a przede mną pojawiła się spirala.
Delikatna, żywa, pulsująca.
I nagle przypomnialam sobie coś co zawsze było we mnie, zagłuszone krzykiem EGO..., że rozwój duszy nigdy nie porusza się po linii prostej.
Wracamy do tych samych miejsc, ale już nie jako ta sama osoba.
Natura nie kwitnie bez przerwy.
Drzewo nie wydaje owoców każdego dnia.
Nawet ziemia potrzebuje czasu, kiedy z pozoru nic się nie dzieje, a pod powierzchnią trwa cicha, niewidzialna praca...
Podświadomość również ma swoje pory roku.
Są momenty ekspansji, tworzenia, dzielenia się energią.
Ale są też chwile, kiedy człowiek zostaje zaproszony do ciszy, nie po to, by się poddać, lecz po to, by usłyszeć głębszy rytm własnego wnętrza.
Problem w tym, że żyjemy w świecie, który nauczył nas utożsamiać ruch z wartością.
Jeśli tworzysz , jesteś “na dobrej drodze”.
Jeśli zwalniasz , pojawia się lęk, że tracisz sens, kierunek albo swoje miejsce.
A przecież wiele procesów duszy dojrzewa właśnie w ciszy.
To, co najważniejsze, często nie rodzi się w momencie działania, lecz w przestrzeni pomiędzy jednym oddechem a drugim.
W pozornym bezruchu.
W dniach, kiedy człowiek siedzi w cieniu ogrodu i przez chwilę przestaje próbować być kimś więcej.
Może więc nie każdy zastój jest zagubieniem.
Może czasami jest zaproszeniem do tego, by przestać popychać życie siłą.
Bo są momenty, kiedy dusza nie chce kolejnego planu.
Nie chce strategii.
Nie chce jeszcze jednego “muszę”.
Chce ciszy.
Przestrzeni.
Powrotu do siebie.
I być może właśnie tam w tym cichym miejscu, którego ego tak bardzo się boi, zaczyna się coś nowego.
piekne zdjecie byRoman Odintsov , Pexels