07/06/2026
🇮🇹 «L’Effetto Mozart»una vera macchina dei miracoli o una neurofandonia? Prime riflessioni per un testo più lungo che analizzi il fenomeno
L’ascolto della musica classica non aumenta in alcun modo il nostro livello di QI, né in maniera temporanea né permanente. Questo è stato dimostrato da studi nell’ambito delle neuroscienze. La musica classica (ad esempio Mozart e la sua celebre Eine kleine Nachtmusik) può soltanto aiutarci a isolarci dal rumore acustico di fondo, migliorando così la nostra concentrazione su ciò che stiamo studiando o sul lavoro che stiamo svolgendo in quel momento. Nulla di più. Anche questo è stato dimostrato da studi di neuroscienziati, tra cui quelli dell’Università di Vienna sul cosiddetto “Effetto Mozart”, che anni fa conobbe un enorme successo commerciale.
Tuttavia, quando arriviamo al momento in cui compare il nome di Alfred Tomatis e del suo metodo di allenamento dell’ascolto, dobbiamo tracciare chiaramente alcuni confini. E devono essere confini sia concettuali sia scientifici. Dobbiamo farlo perché tra il molto pubblicizzato “Effetto Mozart” e ciò che il Metodo Tomatis può fare al nostro cervello — anche utilizzando la musica di Mozart e la già citata serenata Eine kleine Nachtmusik (ma non solo!) — esiste una differenza significativa.
Nell’“Effetto Mozart” ascoltiamo la musica di questo Classico viennese senza alcun filtro, senza frequenze elaborate appositamente per influenzare il nostro sistema nervoso. Nel caso di Tomatis, invece, del suo metodo e dei concetti collegati di “Effetto Tomatis” e del vero “Effetto Mozart”, la musica di questo straordinario compositore viene ascoltata tramite cuffie speciali che sfruttano sia la conduzione aerea sia quella ossea. Inoltre, la musica di Mozart viene filtrata attraverso appositi filtri, adattati, tra le altre cose, alle caratteristiche del nostro udito (note al trainer del Metodo Tomatis grazie all’audiogramma tonale della persona che sarà sottoposta all’allenamento).
Ed è proprio qui che si trova la differenza essenziale. Attraverso il passaggio della musica attraverso filtri adeguati, il Metodo Tomatis “lavora” sulla nostra neurobiologia e influisce (o può influire su alcuni aspetti del nostro sistema cognitivo). Al contrario, il cosiddetto “Effetto Mozart”, amplificato oltre misura dalla commercializzazione, non agisce in modo così profondo e, come ho già accennato, ci aiuta soltanto a isolarci dai suoni di fondo che distraggono la nostra attenzione, migliorando certamente l’efficacia del processo di apprendimento, ma senza offrire molto altro (eventualmente si può aggiungere il rilascio di ormoni responsabili del buon umore e dell’energia — del resto soprattutto il primo e il quarto movimento della composizione già citata sono caratterizzati da un ritmo allegro, piacevole e ricco di energia).
🇵🇱 «Efekt Mozarta» prawdziwa machina cudów czy neurobzdura? Przymiarki do dłuższego tekstu analizującego zagadnienie
Słuchanie muzyki klasycznej nie podnosi w żaden sposób (trwały ani krótkotrwały) naszego poziomu IQ. Udowodniły to badania z zakresu neuronauk. Muzyka klasyczna (np. Mozart i jego kultowe „Eine Kleine Nacht Musik”), może jedynie dopomóc nam w odgrodzeniu się od akustycznego szumu tła, poprawiając tym samym nasze skupienie na tym, czego się uczymy, na tym, nad czym w danej chwili pracujemy. Nic więcej. Udowodniły to już badania neuronaukowców, choćby z Uniwersytetu Wiedeńskiego nad robiącym przed laty szaloną karierę komercyjną „Efektem Mozarta”. Jednakże, gdy dochodzimy do chwili, w której pada nazwisko Alfreda Tomatisa i jego metody treningu słuchowego, musimy jasno wyznaczyć pewne granice. I to granice merytoryczne i pojęciowe. Musimy to zrobić, ponieważ między szumnie popularyzowanym „Efektem Mozarta”, a tym, co może robić z naszym mózgiem Metoda Tomatisa, także przy użyciu muzyki Mozarta i wspomnianej już serenady „Eine Kleine Nacht Musik” (ale nie tylko!), zachodzi znacząca różnica. W „Efekcie Mozarta” słuchamy muzyki tego Klasyka Wiedeńskiego bez żadnych filtrów, bez żadnych specjalnie przetworzonych częstotliwości, wpływających na nasz układ nerwowy. Natomiast w przypadku Tomatisa, jego metody i związanych z nią „Efektu Tomatisa” oraz prawdziwego „Efejtu Mozarta”, muzyki tego wybitnego kompozytora słuchamy poprzez specjalne słuchawki wykorzystujące zarówno przewodnictwo powietrzne jak i kostne. Do tego, muzyka Mozarta jest przefiltrowana przez odpowiednie filtry, dopasowane między innymi do charakterystyki naszego słuchu (znanej trenerowi Metody Tomatisa, dzięki wykonanemu audiogramowi tonalnemu osoby, która będzie poddawana treningowi Metodą). I tu jest właśnie ta istotna różnica. Poprzez przepuszczenie muzyki przez odpowiednie filtry, Metoda Tomatisa „pracuje” na naszej neurobiologii i wpływa (albo może wpływać na pewne aspekty naszego systemu poznawczego). Natomiast rozdmuchany do granic możliwości, dzięki komercji, „Efekt Mozarta”, nie działa aż tak głęboko i, jak już wcześniej wspominałem, jedynie pomaga nam odciąć się od rozpraszających naszą uwagę dźwięków tła (akustycznego), co na pewno poprawia efektywność procesu nauki, jednak nie daje nic poza tym (ewentualnie jeszcze wyrzut hormonów odpowiedzialnych za dobry nastrój i energię - wszakże szczególnie pierwszą i czwartą część wspomnianej już kompozycji charakteryzuje radosne, przyjemne i pełne energii tempo muzyki.