25/06/2026
W maju był Dzień Matki, kilka dni temu Dzień Ojca, a ja pod wpływem konsultacji rodzicielskiej z tego tygodnia zaczęłam się zastanawiać kiedy ( i czy ?) obchodzimy dzień “Bonusowego Rodzicielstwa”. 🧔👩
Dlaczego nie piszę “ojczyma” i “ macochy”? Bo uważam, że to okropne słowa. Twarde, oficjalne, jak z “Kopciuszka”. A ci rodzice zasługują na ładniejsze określenia. I na docenienie ich roli.
Znowu spotkałam w moim gabinecie zaangażowanego “bonusowego rodzica”. Znam takich zawodowo, ale również prywatnie.
Znam rodziców, którzy nie mają swoich biologicznych dzieci i to przy swoich ( mniej lub bardziej już odchowanych ) bonusowych dzieciach uczą się i doświadczają trudów rodzicielstwa.
Na swej drodze psychologa dziecięcego spotkałam bonusowe mamy, które z zaangażowaniem opiekują się dziećmi partnera jak swoimi, przywożą je do gabinetu między jedną pracą a drugą, uczestniczą w wychowaniu, martwią się.
Spotkałam “ bonusowych tatusiów”, którzy robią co mogą by nawiązać relację z dzieckiem, organizują i wspólnie spędzają czas, poklepują po plecach i wspierają.
I pytają mnie “ jak mam reagować kiedy on/ona krzyczy do mnie w złości, że jestem….” W takich momentach widzę smutek i ból w ich oczach bo bardzo się starają i zależy im , a dziecko po drugiej stronie pokazuje, że ich nie akceptuje. 💔
Trudno być “bonusowym rodzicem”. Jest pełno dylematów i wątpliwości.
▪️Czy mam się wtrącać?
▪️O czym mam prawo decydować?
▪️Czy powinnam/powinienem reagować kiedy on/ona ….
▪️Jaka właściwie jest moja rola?
Bo rodzic bonusowy wchodzi do historii, która już trwa. Do relacji, które mają swoją przeszłość, swoje rany, swoje zasady i swoje tęsknoty. I szukają w tym równowagi między budowaniem więzi a stawianiem granic, szacunkiem dla biologicznych rodziców a własnym miejscem w rodzinie. Między „to nie moje dziecko” a „kocham je jak swoje”.
“ Bonusowi rodzice” często słyszą od swoich “bonusowych dzieci” straszne rzeczy: że ich nienawidzą, że nie mają nic do gadania, że zniszczyli im życie itd. Te słowa bolą. A mimo wszystko wiele osób każdego dnia wraca do domu i dalej robi swoje: odwozi do szkoły, robi “madpakker”, pomaga, martwi się, kibicuje na meczach.
Czasami rodzice zaczynają wierzyć, że nie mają nic do gadania i że nie są ważni.
A ja mówię: Macie bardzo ważną rolę do spełnienia. Trudną. Często bardzo odpowiedzialną bo możecie dostarczyć tzw. “korekcyjnych doświadczeń”. ❗
Powtórzę tu to, co niejeden “bonusowy rodzic” ode mnie usłyszał: Jesteś ważny/a i potrzebny/a. Trzymam za Was kciuki! Podziwiam. Wspieram.
A jeśli potrzebujesz konsultacji rodzicielskiej ( lub innej) - napisz do mnie.
PS. Ktoś wie czy istnieje dzień “bonusowego rodzica”?
Monika Marcussen