21/08/2026
Dziś, kiedy ustawa „Lex Szarlatan” poszła do kosza — tam, gdzie jej miejsce — możemy powiedzieć coś bardzo niepokojącego. Coś, w co początkowo nie mogliśmy uwierzyć. Że w dzisiejszych czasach takie rzeczy nadal mają miejsce.
Ale od początku.
Jak to zwykle bywa, społeczeństwo podzieliło się na dwie grupy.
Pierwsza: „Tak! Ukarzmy wszystkich, którzy mają czelność twierdzić, że niektóre choroby można wycofać bez tabletek”.
I druga — ludzi z otwartymi umysłami i niezależnym myśleniem, którzy słusznie obawiali się, że system już dziś w dużej mierze oparty na tabletkoterapii i farmakoterapii jeszcze bardziej uzależni się od przemysłu farmaceutycznego.
I co najciekawsze, ta pierwsza grupa, krzycząca, że medycyna oparta na faktach — czyli w ich rozumieniu głównie na tabletkach — jest jedyną słuszną medycyną, to… obrońcy systemu. Nie pacjenci, lecz przede wszystkim jego przedstawiciele.
A druga grupa? To ogromna grupa niezależnie myślących ludzi, z otwartą głową, poszukujących w tym bezdusznym systemie prawdy i naturalnych metod, które pomogą im pięknie żyć.
Nie będziemy się tutaj rozwodzić nad tym, że prawdziwych oszustów należy karać. Bo nie o tym jest ten post.
Powiemy natomiast o czymś, co dotarło do nas w trakcie prac nad tą ustawą, a co tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że jej odrzucenie było dobrą decyzją.
I zanim to powiemy: rozumiemy obrońców systemu. Serio. Sami nimi byliśmy.
Wierzyliśmy i łykaliśmy jak pelikany wszystkie zmanipulowane badania naukowe, które — nierzadko sponsorowane przez przemysł — przekonywały, że kolejna tabletka jest cudowna. Śmialiśmy się z ludzi, którzy mieli czelność leczyć się naturalnie i wierzyć, że odpowiednim jedzeniem można wycofać chorobę skuteczniej niż lekami.
Śmiało możemy nazwać siebie z tamtego okresu niedouczonymi ignorantami. No sorry. Życie. Błądziliśmy.
A teraz posłuchajcie.
Pewnego dnia zadzwoniła do nas osoba wysoko postawiona w świecie medycznym. Lekarz, profesor, osoba, która — jak twierdziła — dobrze zna ludzi zaangażowanych w tworzenie ustawy „Lex Szarlatan”.
Powiedziała nam:
„Panowie, istnieje lista osób, pod które pisana jest ta ustawa. Wy jesteście na jej szczycie”.
Nie widzieliśmy tej listy, dlatego nie przedstawiamy jej istnienia jako potwierdzonego faktu. Ale właśnie taką informację otrzymaliśmy.
W sumie fajnie. Pierwsze miejsce to zawsze pierwsze miejsce. :)
Ale z drugiej strony — w jakim my świecie żyjemy?
Urażone ego i niskie poczucie własnej wartości u osoby, która ma władzę, mogą wyrządzić bardzo dużo złego. Mogą odebrać pacjentom nadzieję, dostęp do wiedzy opartej na niezelzęniej nauce i prawo do poznania różnych możliwości leczenia.
Bo właśnie w taki sposób kształtuje się system, który zaczyna głosić „prawdę” przemysłu oraz ludzi przez ten przemysł opłacanych.
Dlatego robimy swoje.
Naszym celem jest pacjent. Pacjent zdrowszy, z możliwie najmniejszą liczbą tabletek przyjmowanych z powodu chorób przewlekłych.
Bo wiele chorób metabolicznych można wycofać odpowiednim jedzeniem i zmianą stylu życia. A my, lekarze, musimy nauczyć się bezpiecznie odstawiać leki, kiedy pacjent zdrowieje — i nie bać się tego.
Bracia Rodzeń