04/08/2026
Wydałem ponad 800.000 zł na zakup dwóch wymarzonych kamperów, ale nie przewidziałem tej jednej rzeczy…
Od 7 lat mieszkam na Wyspach Kanaryjskich. Cudowne plaże, lato niemal przez cały rok.
Życie w kamperze wydawało się spełnieniem marzeń.
Zaczynałem od 25-letniego Berlingo za 2 tysiące euro, którego własnymi rękami przerobiłem na kampera.
To było pierwsze auto, które kupiłem w całości za pieniądze zarobione w moim biznesie online.
Później był Nissan za 9 tysięcy euro. Większy, ale psuł się tak często, że w końcu powiedziałem: dość.
W 2024 roku kupiłem kampera z salonu, Etrusco 4x4 za 77 tysięcy euro. Strzał w dziesiątkę. W ciągu roku przejechałem nim sporą część Europy, od Portugalii aż po Rzym.
A kiedy w moim życiu pojawiła się Patrycja, wspólnie zakochaliśmy się w takim stylu życia. Chcieliśmy zamieszkać w kamperze na stałe.
Był tylko jeden problem.
Oboje pracujemy zdalnie i prowadzimy konsultacje w podobnych godzinach. A życie na sześciu metrach kwadratowych w dwie osoby to wyzwanie samo w sobie.
Dlatego kupiłem drugiego, większego kampera, który wraz z wyposażeniem kosztował ponad 100 tysięcy euro. Większy stał się naszym domem i biurem Patrycji.
Mniejszy moim biurem i autem na co dzień.
13 grudnia o 13:13 oddaliśmy klucze do mieszkania i ruszyliśmy w drogę.
Wydawało się, że w końcu mamy wszystko, czego chcieliśmy. Wolność, podróże, pracę z dowolnego miejsca.
Ale kilka miesięcy później podjęliśmy decyzję, że chcemy mieć dziecko.
I wtedy po raz pierwszy zaczęliśmy patrzeć na nasze życie zupełnie inaczej. Bo kamper, a nawet dwa, daje ogromną wolność. Ale niekoniecznie stabilność, której możemy potrzebować jako przyszli rodzice.
Dlatego dziś szukamy miejsca, które przynajmniej na jakiś czas stanie się naszym domem.
Nie mamy jeszcze pojęcia, gdzie ono będzie.
A Wy co zrobilibyście na naszym miejscu?
Zostawilibyście życie w kamperach i wybrali stabilność?
Czy spróbowalibyście podróżować dalej, już we trójkę?
Napiszcie w komentarzu, bo my nadal nie znamy odpowiedzi.