24/07/2026
Pięknie napisane 💚
Zanim zostaniesz bezpiecznym miejscem dla drugiego człowieka…
Jest takie pytanie, które każdy terapeuta powinien od czasu do czasu zadać samemu sobie: Czy potrafię zostać z cierpieniem drugiego człowieka, nie uciekając od własnego...❓
Bo pacjent nie przychodzi do gabinetu tylko po wiedzę. Nie przychodzi po techniki. Nie przychodzi po trafne interpretacje. Przychodzi z nadzieją, że tym razem jego ból zostanie pomieszczony przez drugiego człowieka. Że ktoś nie odwróci wzroku i nie odrzuci. Nie przestraszy się losu, przeszłości i traumy. Nie będzie próbował go naprawiać. Po prostu będzie obecny i pomieszczający.
To właśnie dlatego w Somatic Experiencing®️ mówi się, że najważniejszym narzędziem terapeuty nie jest jego umysł, lecz jest nim jego układ nerwowy.
Ciało zawsze mówi prawdę. Możemy znać setki teorii. Możemy przeczytać dziesiątki książek. Możemy perfekcyjnie zadawać pytania z książek, nie z umysłu, lecz z ciała. Ale jeśli nasze ciało pozostaje w chronicznym napięciu, jeśli samo nie zaznało doświadczenia bezpieczeństwa, pacjent to poczuje.
Nie dlatego, że będzie umiał to nazwać. Lecz dlatego, że jego układ nerwowy od początku szuka odpowiedzi na jedno pytanie: Czy przy Tobie mogę przestać się bronić? To pytanie nie jest zadawane słowami. Odpowiedź również nie pojawia się w słowach.
Odpowiadają na nie nasze oczy. Nasz oddech. Tempo mówienia. Sposób, w jaki siedzimy, w jaki mówimy. To, czy potrafimy wytrzymać ciszę. To, czy nasze ciało naprawdę wierzy, że teraz jest bezpiecznie.
Nieprzepracowana trauma nie zostaje przed drzwiami gabinetu Każdy terapeuta wnosi do relacji własną historię. Nie ma w tym nic niewłaściwego. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ta historia pozostaje nieświadoma.
🌪️Bo wtedy to nie terapeuta prowadzi proces. Prowadzi go jego trauma. Trauma, która nie wytrzymuje łez pacjenta. Trauma, która spieszy się z ulgą. Trauma, która boi się złości. Trauma, która potrzebuje być idealnym terapeutą. Trauma, która nieświadomie chce zostać uratowana przez sukces swoich pacjentów.
W takich momentach przestajemy słuchać człowieka. Zaczynamy słuchać własnego lęku, bo każdy terapeuta ma swoje lęki.
Pacjent potrzebuje naszej regulacji bardziej niż naszych odpowiedzi. Są chwile, kiedy najlepszą interwencją nie jest pytanie. Nie jest interpretacja. Nie jest psychoedukacja. Jest spokojna obecność. To doświadczenie, że obok siedzi ktoś, kto nie musi niczego przyspieszać. Kto nie boi się cierpienia. Kto nie wycofuje się, kiedy pojawia się wstyd. Kto nie odwraca wzroku od rozpaczy.
💞To właśnie w takich chwilach układ nerwowy pacjenta zaczyna uczyć się czegoś, czego być może nigdy wcześniej nie doświadczył. Że silne emocje nie niszczą relacji. Że można być widzianym i jednocześnie nie zostać odrzuconym. Że bliskość może być bezpieczna.
Własna terapia każdego z Nas terapeutów nie jest obowiązkiem. Jest miłością do przyszłych pacjentów.
Każda rana, której odważysz się dotknąć w sobie, sprawia, że mniej prawdopodobne będzie, iż nieświadomie przeniesiesz ją na człowieka siedzącego naprzeciwko. Każdy moment, w którym uczysz swoje ciało wracać do regulacji, staje się darem dla kogoś, kto kiedyś usiądzie w Twoim gabinecie. Każdy raz, kiedy wybierasz własną terapię zamiast udawania, że „już sobie poradziłeś”, buduje większe bezpieczeństwo w relacji terapeutycznej.
Bo terapeuta nie leczy swoją doskonałością. Leczy swoim kontaktem z emocjami i swoją obecnością. A prawdziwa obecność rodzi się tam, gdzie człowiek przestał uciekać przed samym sobą.
Może właśnie dlatego najgłębszą formą troski o pacjenta nie jest kolejny ukończony kurs. Jest odwaga, by usiąść po drugiej stronie fotela. Pozwolić, aby ktoś z taką samą uważnością, z jaką później będziemy patrzeć na naszych pacjentów, spojrzał również na nas. Bo dopiero wtedy nasze ciało zaczyna wiedzieć, czym naprawdę jest bezpieczeństwo. A bezpieczeństwa nie da się nauczyć z książki. Można je jedynie otrzymać od drugiego człowieka. I dopiero wtedy przekazać dalej.
Nie chodzi o to, by być terapeutą bez ran. Taki terapeuta nie istnieje. Chodzi o to, by nasze rany nie prowadziły terapii. Byśmy potrafili je rozpoznawać, brać za nie odpowiedzialność i z czułością się nimi zajmować w swojej terapii, superwizji i codziennej uważności na siebie.
Każdy człowiek, który siada naprzeciwko nas, powierza nam coś niezwykle kruchego - swój świat wewnętrzny. Nie potrzebuje terapeuty idealnego. Potrzebuje terapeuty, którego układ nerwowy potrafi pozostać obecny wtedy, gdy jego własny świat się rozpada. Być może właśnie na tym polega istota naszej pracy. Nie na tym, aby wiedzieć więcej. Nie na tym, aby szybciej pomagać. Ale na tym, aby swoją własną drogą do bezpieczeństwa stworzyć przestrzeń, w której drugi człowiek po raz pierwszy poczuje, że nie musi już walczyć, uciekać ani zamarzać.
💞Bo najgłębszym darem, jaki terapeuta może ofiarować pacjentowi, jest nie tylko zrozumienie jego historii. Jest doświadczenie, że przy drugim człowieku można odzyskać kontakt z samym sobą.
Autorka: Marlena Ewa Kazoń, SEP