24/08/2026
Są rzeczy, które wcale się nie wykluczają. Bywa próbujemy zrobić z życia konkurs na wybór jednej prawdy, podczas gdy życie, jak to życie, uparcie odmawia współpracy i pozwala, żeby kilka prawd było prawdziwych jednocześnie.
Możesz usłyszeć: jesteś wystarczająca, jesteś wartościowa, jesteś jedyna w swoim rodzaju. Możesz pozwolić, żeby to zdanie weszło głębiej niż zwykle, zostało na chwilę w środku i nie musisz od razu odpowiadać: „no dobrze, ale…”. Możesz przyjąć, że jesteś warta miłości nie dlatego, że coś osiągnęłaś, komuś pomogłaś, dobrze wyglądasz, jesteś produktywna albo akurat nikogo nie wkurzasz. Jesteś. Kropka.
I jednocześnie możesz zobaczyć, że nie wszystkie twoje zachowania są równie dobre dla ciebie, że możesz być wartościowym człowiekiem i jednocześnie nauczyć się uciekać od bliskości, możesz być godna miłości i jednocześnie nauczyć się robić wszystko sama, żeby nigdy nie musieć o nią prosić, możesz być wystarczająca i jednocześnie całe życie próbować zasłużyć na prawo do odpoczynku, możesz być kochana i nadal mieć w sobie mechanizmy, które sprawiają, że kiedy ktoś się do ciebie zbliża, zaczynasz szukać wyjścia ewakuacyjnego.
Bo nasza historia uczenia się nie pytała, jakie życie chcemy mieć za dwadzieścia lat. Uczyliśmy się tego, co działało wtedy: jeśli trzeba było być grzeczną, żeby mieć spokój, nauczyłaś się być grzeczna; jeśli trzeba było wszystko kontrolować, nauczyłaś się kontrolować; jeśli bezpieczniej było nie potrzebować, nauczyłaś się nie potrzebować; jeśli najlepiej było wyczuwać nastroje innych, zanim jeszcze zdążyli otworzyć usta, zostałaś człowiekiem-radarem. I być może kiedyś to naprawdę miało sens. Tylko że „kiedyś mi to pomogło” nie oznacza „dzisiaj nadal mi służy”.
Dlatego akceptacja siebie nie musi oznaczać: „taka już jestem i niczego nie będę zmieniać”. Wręcz przeciwnie. Możesz patrzeć na siebie z ogromną czułością i jednocześnie powiedzieć: „dobra, ten sposób działania znam aż za dobrze, tylko że nie prowadzi mnie tam, gdzie chcę żyć”.
I wtedy możesz zacząć próbować inaczej. Niedoskonale, niezgrabnie, czasem za późno, czasem za mocno, czasem kompletnie nie tak, jak sobie zaplanowałaś, ale jednak inaczej.
Nie po to, żeby naprawić człowieka, który jest zepsuty i „nie dość”. Po to, żeby człowiek, który jest wystarczający, mógł nauczyć się żyć życiem, którego naprawdę chce, zamiast całe życie perfekcyjnie odgrywać odpowiedź na to, co przydarzyło mu się kiedyś, gdzieś.
To się naprawdę nie wyklucza.
PS. I chyba właśnie o tym będzie trochę nasz wrześniowy Festiwal Nowe Konteksty. Nie o naprawianiu siebie. Raczej o sprawdzaniu, jak jeszcze można być ze sobą, z innymi i z własnym życiem. Zostawiam linki na dole 🌿