26/05/2026
Kiedy świadomie robisz urlop od myślenia ale podświadomość nie śpi i pokazuje Ci co jeszcze wymaga uleczenia w sobie 😀
Wybrałam się wczoraj na zwiedzanie Sardynii autkiem przed siebie.
Zwiedzałam piękne plaże i małe miasteczka.
Zmęczona upałem usiadłam w miasteczku Bosa napić się kawy.
I obok stolik slyszę język polski.
Małżeństwo około 50 zwiedzają Sardynię.
I w trakcie rozmowy pytając kobietę jakie mają plany na zwiedzanie ona mi mówi, że ona nie wie to mąż ogarnia wszystko.
I tak zaczęłam się zastanawiać.
Są kobiety, które w związku oddają mężczyźnie całe prowadzenie.
W podróży nie wiedzą nawet, gdzie lecą dalej, ile coś kosztuje, jak wrócić do hotelu czy co będą zwiedzać następnego dnia.
On ogarnia loty, płatności, plany, decyzje. Ona po prostu „jest”.
I teraz pytanie:
czy to jeszcze wygoda i zaufanie, czy już rezygnacja z własnego wpływu na siebie?
Bo partnerstwo to nie tylko dzielenie rachunków, ale też świadomość własnego życia.
Łatwo wejść w rolę osoby „zaopiekowanej”, która nie musi myśleć, decydować ani organizować. Problem pojawia się wtedy, gdy po czasie okazuje się, że bez drugiej osoby nie umiemy już nic sami.
Oddanie prowadzenia może być piękne, jeśli wynika z wyboru, bezpieczeństwa i wzajemności.
Ale jeśli wynika z bezradności, braku kompetencji albo przekonania „on wie lepiej”, to przestaje być relacją partnerską.
W zdrowym związku można ufać partnerowi i jednocześnie nie oddawać siebie.
Po co przyciągnęłam tę sytuację?
Chyba po to, aby docenić swoją niezależność i w związku zadbać o siebie.