22/05/2025
Przeczytałem ostatnio takie oto zdanie umieszczone w reklamie szkolenia dotyczącego zachowań trudnych: „System motywacyjny ma pierwszorzędne znaczenie w redukowaniu trudnych zachowań”. Tak sformułowana myśl, przekładając ją na język zrozumiały dla przeciętnego śmiertelnika, brzmi: „Każdego możesz podporządkować swoim oczekiwaniom, jeśli tylko trzymasz w ręku dobry kij”.
Jeżeli lubi słodycze – dostanie cukierka, pod warunkiem, że będzie zachowywał się prawidłowo. Jeśli lubi biegać – będzie mógł biegać, kiedy nie będzie przejawiał trudnych zachowań, itd.
Zabierz mu to co lubi i potrzebuje a potem zrób z tego system motywacyjny. Możesz, dla niepoznaki zakamuflować brutalność i autorytatywność swojego postępowania dobrze brzmiącymi słowami – stosuję jako system motywacyjny „wzmocnienia pozytywne”.
No nie!
Takim metodom stanowczo mówimy: Nie!
Celem wychowania nie może być grzeczny niewolnik!
Po pierwsze dlatego, że zewnętrzny system motywacyjny działa na krótko – bo wszystkie kary i nagrody dewaluują się, jeśli są często używane.
Po drugie dlatego, że tak zredukowane trudne zachowanie nie przełoży się na sytuacje poza takim systemem. Dopóki masz dziecko w garści dominując go – będzie ci się podporządkowywać, ale jak „spuścisz go ze smyczy” – trudne zachowanie wróci.
Po trzecie – system motywacyjny – wzmaga zachowania trudne w dłuższym okresie czasu – gdyż głównym źródłem zachowań trudnych jest autorytaryzm dorosłych. Dominując dziecko, uczysz go dominowania innych.
Po czwarte – system motywacyjny nie rozwiązuje żadnego problemu dziecka, którego wyrazem jest „zachowane alarmowe”, które spostrzegamy jako „trudne”.
Po piąte, taki rodzaj myślenia odhumanizowuje relacje pomiędzy dzieckiem a dorosłym. Potrzeby dziecka i potrzeby dorosłego stają się nieistotne. Zachowania obu stron relacji podporządkowane są „systemowi motywacyjnemu”, który trzeba konsekwentnie stosować, żeby działał. System motywacyjny pełni rolę bóstwa, które stawia się na najważniejszym miejscu w życiu, co musi zaburzać życie tym, którzy tak robią.
Po szóste, ze względu skutki uboczne pojawiające się u dziecka – nerwice, lęki, niskie poczucie własnej wartości itd.
Co o tym myślicie?
Jacek Kielin