18/01/2026
Ważne i mądre slowa dt. edukacji
📘 List Wielkopolskiego Kuratora Oświaty dotyczący rankingów szkół
Szanowni Państwo,
Drodzy Rodzice, Nauczyciele, Dyrektorzy, Uczniowie,
zaczyna się ten coroczny czas, w którym szkoły, chcąc nie chcąc, trafiają do szeregu: pojawiają się kolejne zestawienia, tabele, kolumny z miejscami „w górę” i „w dół”, ten zasłużył na złoto kolejny raz, a ten już tylko na brąz, a równolegle do wiadomości publicznej podany został harmonogram rekrutacji do szkół ponadpodstawowych w naszym województwie, który jest w tym roku maksymalnie skrócony i skonsultowany z tymi, którzy tę rekrutację przeprowadzają. Za gotowość do tej współpracy chciałem szczerze podziękować zarówno przedstawicielom organów prowadzących, jak i dyrektorom szkół. Dla wielu rodzin to moment, w którym rozmowy w domach przyspieszają, bo niedługo trzeba będzie wybrać szkołę. I właśnie dlatego piszę: w trosce o spokój dzieci i dorosłych oraz o to, by wybór szkoły nie stawał się decyzją podejmowaną w napięciu pod dyktando liczb, nagłówków i w pośpiechu tylko w atmosferze uważności i rozmowy, z pamięcią o tym, że w tym wszystkim najważniejsze jest dziecko. 🤍
📊
Weszliśmy w czas, kiedy o szkołach niektórzy próbują mówić skrótem: czy to jednym wynikiem, czy to konkretną liczbą liczbą, czy inną daną lub etykietą. To, co powinno być rozmową o pracy ludzi, o relacjach, o codziennym wysiłku i o rozwoju młodych ludzi, ma zostać sprowadzane do komunikatu łatwego do udostępnienia i do szybkiego ocenienia. Często publikowane są z odpowiednim rozmachem, podawane dalej, szybko żyjące własnym życiem. Takie uproszczenia potrafią być głośne: jednych niosą falą dumy, innych przygniatają poczuciem niesprawiedliwości, a w wielu miejscach rodzą cichą obawę, że ktoś właśnie jednym nagłówkiem, z pominięciem kontekstu, bez spotkania, postawi kropkę nad całą szkołą. Zaczyna funkcjonować pokusa tego, że jednym nagłówkiem czy też jednym miejscem w kolumnie opowie się światu całą prawdę o szkole.
No to powiedzmy sobie wprost… nie opowie.
🧠
Chciałbym, żebyśmy na chwilę zatrzymali się przy tym zjawisku, ale tak bez wojny na argumenty, bez potępiania kogokolwiek, także bez udawania, że rankingi „nic nie znaczą”, bo one znaczą i znaczą dużo. Potrafią poruszyć wyobraźnię rodziców, nakierować rozmowy w domach, podbić lub obniżyć wiarę uczniów we własne możliwości, potrafią wzmocnić lub podciąć skrzydła nauczycieli, którzy dzień po dniu wykonują pracę wymagającą nie tylko kompetencji, lecz także cierpliwości i ogromnej odporności.
📸
Rankingi są jak fotografia, ale taka zrobiona z daleka, i to naprawdę z odpowiedniej dali, żeby na zdjęciu widać było zarys budynku i jego położenie, czasem nawet fasadę, ale – bądźmy tego świadomi – nie da się za pomocą tej fotografii zobaczyć tego, co w szkole jest najważniejsze. Żaden ranking nie odpowie nam: czy dziecko czuje się bezpieczne, czy ma do kogo pójść, gdy dzieje się coś trudnego, czy w klasie można popełnić błąd bez upokorzenia, czy nauczyciel potrafi ocalić uczniowską ciekawość, kiedy przychodzą gorsze dni i czy jest miejsce na rozmowę, na naprawę relacji, na powrót po potknięciu. Nie widać tego, co buduje codzienność a przecież szkoła właśnie ze zwykłej codzienności składa się najbardziej. Ale pamiętajmy też, że wysokie miejsca w zestawieniach to też efekt wielu lat konsekwentnej pracy przede wszystkim samych uczniów, a także przemyślanych działań i wsparcia nauczycieli. Warto to uczciwie docenić i pogratulować tym właśnie szkołom, pamiętając przy tym, że owa tabela nie jest całą opowieścią o edukacji.
📌
Dlatego pierwsze co chciałbym powiedzieć, brzmi tak: ranking (wynik) nie jest miarą jakości szkoły. Ranking jest miarą tego, co da się łatwo policzyć, spakować do tabeli i szybko porównać i wysłać w świat. Jest w tym pokusa prostoty i muszę przyznać, że (w pewnym stopniu) ją rozumiem. W świecie, który pędzi i domaga się prostych i nader szybkich odpowiedzi, ranking obiecuje: „powiem ci, która szkoła jest najlepsza”. Tyle że edukacja nie jest dziedziną, w której „najlepsza” znaczy zawsze to samo. Nawet wtedy, gdy mówimy o wynikach egzaminów, bardzo często porównujemy nie tyle samą i wyłączną pracę szkół i nauczycieli, ile start uczniów i zasoby, które stoją za ich codziennym uczeniem się. I tu dotykamy rzeczy, o której muszę mówić z uważnością, ale też z odwagą: rankingi, nawet jeśli nie mają takiego zamiaru, wzmacniają nierówności. Nie dlatego, że ktoś „źle liczy” (i robi to specjalnie; chociaż i tu zdarzają się rankingi tak absurdalne, że dobrze by było, żeby ich autorzy zrozumieli, że to nie jest właściwe), lecz dlatego, że tabela nie potrafi zobaczyć tego, co niewidoczne w statystyce: różnych domów, historii i obciążeń. Jedno dziecko wraca do domu, w którym czeka cisza, własny pokój, rodzic, który ma czas usiąść i porozmawiać, jak minął dzień oraz ma możliwość dodatkowych zajęć, języków, sportu. Drugie wraca do mieszkania, w którym trzeba związać koniec z końcem, w którym nie zawsze jest spokój i przestrzeń, w którym bywa ciasno, głośno, trudno; czasem trzeba zająć się młodszym rodzeństwem, czasem zwyczajnie zmierzyć się z brakiem zasobów, które inni mają „w pakiecie”. Tabela tego nie widzi, a gdy zaczynamy z tego robić podium i hierarchię prestiżu, łatwo powtarzamy młodym ludziom komunikat, którego nigdy nie powinniśmy wysyłać: „twoja wartość jest wypadkową tego, jak wiele mógł dać ci dom”.
⚠️
Rankingi bywają też niebezpieczne z jeszcze jednego powodu: zmieniają zachowanie systemu. Kiedy miejsce w tabeli staje się walutą, szkoła zaczyna, często zupełnie niechcący, przesuwać środek ciężkości z rozwoju ucznia na wynik, który będzie dobrze wyglądał. Rośnie presja, by uczyć pod test, by skupiać się na tym, co mierzalne, by szlifować strategie egzaminacyjne, czasem kosztem tego, co w życiu bywa decydujące: rozmowy, wychowania, kompetencji społecznych, umiejętności współpracy, odwagi, wrażliwości i kreatywności. Edukacja nie jest produkcją wyników, w edukacji nigdy nie chodziło o wynik, lecz zawsze chodziło o człowieka, bo uczeń, to pełnoprawny człowiek. Edukacja – w najlepszym, najgłębszym sensie – jest towarzyszeniem młodemu człowiekowi w drodze do dojrzałości i pomocą w rozwoju jego mocnych stron.
🧩
Jest jeszcze jeden skutek, o którym mówi się rzadziej, bo jest mniej „mierzalny”, ale jednak bardzo realny: stygmatyzacja. Etykiety, którym przypina się tak samo uczniom, nauczycielom jak i całej szkole. Etykieta, nawet jeśli wzięła się z uproszczonego obrazu, potrafi żyć własnym życiem, a dzieje się to nader łatwo i szybko wymyka się spod jakiejkolwiek kontroli. Potrafi osłabić zaufanie, utrudnić rekrutację dobrych tak nauczycieli jak i uczniów, sprawić, że w rozmowach o dzieciach pojawi się cień: „no tak, to ta szkoła…”. A dzieci niezwykle szybko rozumieją, co to znaczy być „z tej gorszej szkoły”.
📈
Dane w dzisiejszym świecie są potrzebne, tak samo jak analiza pracy własnej. Uczciwa diagnoza i refleksja nad efektami nauczania są absolutnie konieczne, jeśli chcemy mądrze rozwijać szkołę. W Polsce mamy narzędzie, które warto częściej przywoływać przy okazji rozmowy o szkole, o wynikach: Edukacyjną Wartość Dodaną (EWD). To podejście, które próbuje zobaczyć szkołę nie tylko przez pryzmat samego wyniku końcowego, lecz także przez pryzmat postępu, tego co szkoła realnie „dodała” do rozwoju uczniów w czasie, w którym byli oni w danej placówce. Nie jest to miara doskonała, bo żadna miara nie jest doskonała, ale jest to krok w stronę sprawiedliwości: przypomina, że uczniowie startują z różnych miejsc, a praca szkoły nie polega na eksponowaniu przewagi, tylko na wydobywaniu potencjału.
🌍
W wielu krajach zachodnich, w różnej skali i w różnym tempie, idzie się właśnie w tym kierunku myślenia: szkoła ma znać swoje wyniki i ma nad nimi pracować, a system ma ją w tym wspierać, ale nie robi się z tego publicznego piętnowania ani list „lepszych” i „gorszych”, które rozchodzą się w mediach jak ciepłe bułeczki. Szkoły mają prawo do diagnozy – i obowiązek uczciwej pracy nad nią – ale jednocześnie mają też prawo do tego, by nie być sprowadzane do jednego numeru w jednej tylko tabeli, bo szkoła jest jednak pewnego rodzaju wspólnotą, której nie sposób zmierzyć wspólną dla wszystkich linijką.
👨👩👧
W tym miejscu chcę też prosić o to, żebyśmy – my, dorośli – nie dokładali do tego mechanizmu własnej adrenaliny, o to żeby ranking nie stawał się w domu miarą dumy albo rozczarowania, narzędziem do porównywania dzieci między sobą. Dziecko naprawdę nie potrzebuje od nas dodatkowego napięcia, bo w swojej codzienności ma tych napięć aż nadto. Potrzebuje natomiast pewności, że jest kochane i poczucia, że jest ważne nie za miejsce czy za wynik, lecz za to, kim jest i jak rośnie, bo kiedy dorośli zaczynają napędzać rywalizację, szkoła mimowolnie zamienia się w arenę, a nauka w próbę udowadniania wartości. Tymczasem edukacja ma być drogą: z potknięciami, próbami (czasem nieudanymi), poprawami i z czasem na dojrzewanie, a nie nieustannym sprawdzianem, czy ktoś jest „wystarczająco wysoko”. Jeśli naprawdę chcemy dzieciom pomóc, nie róbmy tego przez podkręcanie tempa, które i tak bywa dziś naprawdę zbyt szybkie. Dajmy naszym dzieciom po prostu oddychać, dajmy im po prostu żyć. I bądźmy mądrze obecni także wtedy, gdy przychodzi wybór szkoły: nie wybierajmy jej „za dziecko” przez pryzmat własnych ambicji i oczekiwań, ale pomagajmy mu wybierać: słuchając, pytając, podpowiadając, patrząc na jego predyspozycje, wrażliwość i marzenia. To nie młody człowiek ma pasować do naszego wyobrażenia o szkole, tylko to szkoła ma pasować do młodego człowieka.
❓
Chciałbym więc zaprosić Państwa do zmiany pytania. Zamiast pytać: „która szkoła jest najwyżej?”, spróbujmy pytać: „która szkoła będzie dobra dla mojego dziecka?”, bo przecież „dobra” może oznaczać coś innego w zależności od historii młodego człowieka, a może wystarczy zapytać: „Do której szkoły chcesz iść?” i dać młodemu człowiekowi prawo podejmowania, często pierwszej, tak ważnej decyzji samodzielnie. Nie ma szkoły, która byłaby dobrym domem dla wszystkich. Dobre szkoły są różne – jak różne są dzieci – i dlatego wybór szkoły nie powinien zaczynać się od tabeli, tylko od pytania: gdzie temu konkretnemu młodemu człowiekowi będzie dobrze wzrastać?. Dla jednego dziecka dobra będzie szkoła bardzo wymagająca, nastawiona na intensywną pracę i konkursy. Dla innego dobrą będzie szkoła, która potrafi cierpliwie odbudować wiarę w siebie po latach porażek. Dla kolejnego dobrą będzie szkoła z mądrym wsparciem psychologicznym, z dobrym systemem pomocy, z kulturą relacji, w której nikt nie zostaje sam. Są dzieci, które potrzebują skrzydeł, ale są takie, które najpierw potrzebują bezpiecznego lądowania i w końcu są też takie, które najpierw muszą uwierzyć, że te skrzydła w ogóle mają.
💬
Rodzicom chciałbym powiedzieć z całą empatią: rozumiem, że szukacie Państwo prostego znaku, który ułatwi decyzję. Tylko że w edukacji proste znaki czasem prowadzą na manowce, a decyzja powinna być przede wszystkim dziecka. Jeśli mogę zaproponować coś bardziej użytecznego niż tabela, to proponuję rozmowę i obserwację: zapytajcie o klimat szkoły, o relacje, o sposób reagowania na przemoc i wykluczenie, o wsparcie uczniów w kryzysie, o współpracę z rodzicami, o to, czy w tej szkole da się uczyć na błędach. Zapytajcie, jak szkoła mierzy postęp, jak pracuje z uczniami słabszymi i zdolnymi, jak wspiera tych tzw. średnich, jak pomaga tym, którzy potrzebują więcej czasu. I – co równie ważne – zapytajcie, jak wygląda codzienność: nie tylko sukcesy na sztandarach, ale i zwykłe dni, kiedy nie ma fajerwerków, jak spędzają przerwy, co robią, jakie możliwości rozwoju swoich zainteresowań i pasji mają…
🎓
Nauczycielom i dyrektorom chciałbym powiedzieć coś, co może zabrzmieć jak prośba: nie pozwólmy, by logika tabeli odebrała nam język mądrej edukacji. Owszem, wyniki są ważne, ale nie są jedyną prawdą. Broniąc ucznia, bronicie Państwo także sensu swojej pracy, sensu całej edukacji i w końcu sensu istnienia szkoły jako ostoi codziennej normalności i bezpieczeństwa – miejsca, w którym młody człowiek może dojrzeć bez lęku, uczyć się świata i siebie, popełniać błędy, a w chwilach trudnych znaleźć dorosłych, którzy nie oceniają go tabelą, tylko widzą pełnoprawnego człowieka.
📰
Mediom chciałbym powiedzieć (ponownie), że w przestrzeni publicznej pojawiają się czasem rankingi po prostu absurdalne, które są budowane na uproszczeniach, chwytliwych liczbach i łatwych etykietach, które potrafią skrzywdzić całe szkolne społeczności. Media też mają tu swoją pracę do odrobienia, bo każde takie zestawienie działa jak stempel: jednych wynosi, a innych piętnuje. W tym wszystkim najważniejsze jest dziecko, a nie ambicje dorosłych, nie „kolejna próba” udowodnienia czegoś światu, tylko miejsce, w którym młody człowiek spędzi następne lata swojego życia. Pytanie, które naprawdę powinno wybrzmieć, brzmi nie: „gdzie i kto jest wyżej?”, tylko: „czy to będzie szkoła w pogoni za ocenami, czy szkoła, w której moje dziecko uczy się żyć z ludźmi, tj. budować i utrzymywać relacje, tworzyć dobre więzi, szanować innych i siebie”.
🕊️
Nie łudzę się, że rankingi znikną, bo są zbyt atrakcyjnym formatem, ale głęboko wierzę w to, że możemy zrobić coś ważniejszego: możemy odmówić rankingom prawa do bycia wyrokiem. Możemy nie pozwolić, by jeden numer w tabeli stawał się jedyną opowieścią o szkole, o nauczycielach a w szczególności o dzieciach. Możemy pamiętać, że szkoła często pracuje w ciszy: przywraca sens nauce, uczy odpowiedzialności, szacunku, buduje wspólnotę, dba o bezpieczeństwo, stwarza miejsce na rozwój.
❤️
Na koniec chciałbym zostawić jedną myśl, może najprostszą, a jednocześnie – przynajmniej głęboko w to wierzę – najważniejszą. Szkoła to nie jest tabela. Szkoła to nie jest miejsce w rankingu. Szkoła to jest fragment, i to całkiem spory, życia dziecka i jeśli mamy dziś o cokolwiek zabiegać, to o to, by ten fragment życia był mądry, bezpieczny i ludzki: żeby dziecko mogło w nim rosnąć, uczyć się, próbować, mylić się i wracać, nie tracąc poczucia własnej wartości. Można przetrwać szkołę, można „dowieźć wyniki”, a jednocześnie stracić po drodze zaufanie do świata i (co gorsza) do siebie i to jest cena, której nie chcę akceptować. Dlatego proszę: patrzmy na szkoły szerzej niż przez takie czy inne zestawienia, doceniajmy tych, którzy robią dobrą pracę w ciszy, rozmawiajmy o postępie, o relacjach i o godności.
🌱
Dziecko zapamięta z tych lat nie miejsce szkoły w tabeli, tylko to, czy ktoś je widział czy czuło się ważne i czy w tej szkole mogło być sobą, a za to odpowiedzialni jesteśmy my, dorośli, bo to my każdego dnia tworzymy im szkołę, w której mają uczyć się żyć i dorastać, po prostu być sobą i być szczęśliwi.
Z wyrazami szacunku
i z nadzieją, że możemy patrzeć na szkołę szerzej
Wielkopolski Kurator Oświaty
dr Igor Marek Bykowski