09/02/2026
https://www.facebook.com/share/p/1BrwEdQwSD/?mibextid=wwXIfr
Ludzkość dostała dostęp do akt Epsteina i się oburzyła. Świat czyta o molestowaniu, gwałtach na dzieciach i nastolatkach, o siatkach wykorzystywania seksualnego i jest w szoku. W rzekomym szoku są też Ci wszyscy „przyjaciele królika”, którzy przecież nic nie wiedzieli, nie widzieli i nie słyszeli. Ot tak czasami wpadali na pogawędkę przy herbatce.
Witajcie w moim świecie.
W świecie biegłych sądowych, psychologów dziecięcych, specjalistów od traumy, którzy takie akta czytają co najmniej raz w miesiącu. Rozmawiamy z dziećmi, które przeżyły dokładnie to samo, co ofiary Epsteina. Może w mniej spektakularnych okolicznościach. Bez prywatnych wysp i odrzutowców.
I powiem Wam coś szczerze i dosadnie. Dla dziecka, któremu dorosły człowiek wkłada pen*sa w odbyt, nie ma absolutnie żadnego znaczenia, czy ten dorosły jest miliarderem z Manhattanu, czy stolarzem z Pcimia Dolnego. Trauma jest taka sama. Zniszczenie jest takie samo. Cisza wokół jest taka sama.
I właśnie ta cisza jest tym, o czym chcę dziś mówić. Bo wiecie, co mnie uderza w tej całej globalnej fali oburzenia? Że ludzie są zszokowani nie tym, że dzieci były krzywdzone. Tylko tym, że robili to bogaci i znani, a ich majątek stał się narzędziem dzięki któremu mogli to robić na szeroką skalę. Jakby krzywdzenie dzieci było bardziej przerażające, gdy robi to ktoś z listy Forbesa.
Badania są jednoznaczne. Według WHO co piąte dziecko na świecie doświadcza przemocy seksualnej. Co piąte. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę od lat publikuje dane, z których wynika, że w Polsce co czwarte dziecko doświadczyło jakiejś formy wykorzystywania seksualnego. A zgłaszalność? Minimalna. Bo ten sam mechanizm, który chronił Epsteina przez dekady, działa w każdym polskim mieście i w każdej polskiej wsi.
W Polsce przemoc wobec dzieci jest zamiatana pod dywan z dokładnością wprost proporcjonalną do pozycji społecznej, jaką zajmuje podejrzany. Im wyżej w hierarchii, tym większa presja na matkę czy ojca, żeby się wycofał/a. Tym więcej wątpliwości wobec zeznań dziecka. Myślicie, że to nie ma znaczenia? Mylicie się.
Znam różne sprawy. Pracuję z nimi od lat. Widzę, jak system, który powinien chronić dziecko, chroni dorosłego. I czy to kogoś oburza? Nie. Bo akta tych spraw nie są publikowane. Nikt nie wrzuci ich do internetu. Żaden dziennikarz nie zrobi z nich breaking news. Te dzieci nie mają swoich dokumentów na pierwszych stronach gazet. Mają za to wieloletnie terapie, zaburzenia lękowe, depresję, próby samobójcze, trudności w relacjach, które ciągną się przez całe dorosłe życie. I mają ciszę. Bo dorośli wokół nich woleli nie wiedzieć.
Więc kiedy widzę, jak kolejne osoby publicznie komentują akta Epsteina ze świętym oburzeniem, zbijając przy tym kapitał społeczny, medialny, a niektórzy nawet polityczny, mam jedno pytanie. Gdzie byliście, gdy prokuratura w Twoim mieście umarzała sprawę molestowania siedmiolatki lub dziesięciolatka, bo podejrzany/a „cieszy się nieposzlakowaną opinią”? Gdzie byliście, gdy Wasza sąsiadka po raz trzeci wzywała policję, a potem wycofywała zeznania, bo bała się męża? Gdzie byliście wszyscy?
Oburzenie na Epsteina jest łatwe. Jest bezpieczne. On nie żyje, jego ofiary mają twarze w mediach, sprawa jest daleko, w Ameryce, w innym świecie. Ale przemoc wobec dzieci nie dzieje się w innym świecie. Dzieje się za ścianą. W mieszkaniu obok. W rodzinie, którą znacie. W szkole, do której chodzą Wasze dzieci.
No więc pytam. Co dalej? Bo jeśli za tydzień świat wrócici do swoich spraw, i cała ta sprawa przeminie jak każdy click bajtowy artykuł bez żadnych realnych zmian systemowej ochrony dzieci przed krzywdzeniem, to wszyscy będziemy częścią tego samego mechanizmu, który pozwolił Epsteinowi robić to, co robił, przez dekady. Mechanizmu milczenia i wygodnego niedostrzegania.
Co jeszcze musi się wydarzyć, żebyśmy faktycznie zaczęli chronić dzieci? Te nasze. Te, które są tuż obok?