22/06/2026
Mija dokładnie 70 lat.
Z okazji rocznicy publikujemy archiwalny artykuł poświęcony Marianowi Borchardtowi – pionierowi naszej firmy, człowiekowi o niezwykłej pasji.
70 lat temu współpracował z Akademią Medyczną w Łodzi, wykonując elementy do pionierskich operacji okulistycznych. Jego pomysłowość, precyzja i bezinteresowne zaangażowanie zostały dostrzeżone i opisane na łamach prasy „Rzemieślnik - dwutygodnik organ związku izb rzemieślnicznych PRL”
To historia, która przypomina, że innowacyjność, rzemiosło i dążenie do doskonałości od zawsze były fundamentem naszej firmy.
Zapraszamy do lektury archiwalnego artykułu sprzed 70 lat.
„Nedawno radio i prasa podały wiadomość o niezwykle interesującej operacji, jakiej dokonano w Klinice Chorób Oczu Akademii Medycznej w Łodzi. Istota operacji, której dokonał prof. dr J. Sobański u jednej z pacjentek, polegała na usunięciu z oka soczewki dotkniętej zaćmą starczą i wszczepieniu na jej miejsce sztucznej soczewki akrylikowej. W wyniku zabiegu pacjentka, która już utraciła nadzieję ujrzenia jeszcze kiedykolwiek tego świata, po kilku tygodniach w pełni odzyskała wzrok.
Tego rodzaju operacje w niektórych krajach na zachodzie nie stanowią już dziś sensacji. Masy plastyczne jak polietylen, akrylik czy polywinyl znane z tego, że po wprowadzeniu do organizmu nie wywołują stanów zapalnych, znajdują tam już zastosowanie w okulistyce i w lecznictwie w ogóle. U nas jednak był to pierwszy wypadek i nic dziwnego, że wywołał takie zainteresowanie.
Ale nie tylko na tym polega znaczenie wspomnianego faktu. Godne szczególnego podkreślenia jest to, że do pomyślnego przeprowadzenia tak ryzykownej operacji przyczynił się w dużym stopniu zwykły, skromny rzemieślnik. Jest nim optyk Marian Borchardt z Kalisza, który wykonał potrzebne do tego celu soczewki. Zwykły optyk dokonał tego, czego nie chcieli się podjąć najlepsi fachowcy. Nawet nikt go o to specjalnie nie prosił. Sam się zgłosił do kliniki i bezinteresownie zaoferował swe usługi.
Oprócz wspomnianych soczewek ob. Borchardt wykonał jeszcze 4 podsadki akrylikowe do wszczepiania w gałkę oczną, 8 szkieł nakładkowych rogówkowych oraz 6 rurek z polietylenu do rurkowania zwężeń dróg łzowych.
Korzystając z najbliższej okazji odwiedziliśmy racjonalizatora w jego zakładzie, by pogratulować mu osobiście tak wspaniałego sukcesu.
Ob. Borchardt, mężczyzna w średnim wieku, powitał nas uprzejmie. Pewną tylko oznakę zakłopotania spostrzegliśmy u niego, gdy się zorientował, że mamy zamiar o nim napisać. Uważał to po prostu za zbyteczne. Gdy jednak zdołaliśmy rozwiać to jego uprzedzenie, rozmowa potoczyła się gładko.
Ob. Borchardt opowiedział nam o swojej pracy, trudnościach, których jako indywidualny rzemieślnik ma niemało, a także o swojej pasji racjonalizatorskiej, jaka „prześladuje” go od dziecka.
— Wiecie dobrze, że ludzie bywają różni i różne mają gusta i zainteresowania. Jedni lubią się bawić, drudzy chodzić do teatru, inni jeszcze na wycieczki. Ja lubię majstrować. Jeśli mi się jakaś rzecz nie udaje, nie zniechęcam się od razu. Odkładam na bok, by po pewnym czasie znów do niej wrócić, bo jestem uparty. Uważam, że jeśli się już coś zaczęło — trzeba skończyć. Podobnie też było z soczewkami dla Akademii Medycznej w Łodzi. Kosztowało mnie to dużo czasu, wysiłku i nerwów, musiałem przeprowadzić wiele żmudnych prób, zanim udało mi się wpaść na właściwy pomysł.
W toku dalszej rozmowy ob. Borchardt zapoznał nas bliżej ze swymi warunkami pracy. Są one, podobnie jak u wielu innych rzemieślników, nie do pozazdroszczenia. Ciasnota lokalowa, prawie zupełny brak zaopatrzenia, a przy tym wyśrubowany ryczałt — nie zachęcają bynajmniej do twórczej pracy. I tak np. kiedy jeszcze w ubiegłym roku nasz rozmówca płacił 360 zł mies., to w roku bieżącym z nieznanych bliżej przyczyn podniesiono mu ryczałt do 670 zł.
— Najbardziej uciążliwe jest to — kontynuuje ob. Borchardt — że człowiek stale myśleć musi o zapewnieniu sobie i rodzinie niezbędnego minimum życiowego, by móc jakoś powiązać koniec z końcem. Gdyby tego rodzaju kłopoty nie ciążyły na mnie tak mocno, znacznie więcej czasu pozostałoby mi na inne bardziej interesujące zajęcia.
Mimo to ob. Borchardt nie zamierza bynajmniej zaprzestać swoich eksperymentów. Przeciwnie, nadal utrzymuje kontakt z kliniką w Łodzi i przeprowadza próby w swoim warsztacie. Jak twierdzi, dużo przy tym korzysta z literatury fachowej, zwłaszcza zagranicznej. Jego plany i zamierzenia, których na razie ujawnić nie chce, idą daleko.
Czy nasz rzemieślnik będzie w stanie je zrealizować, to się okaże.
Ostatnio Akademia Medyczna zainteresowała się na serio pracą Borchardta i zamierza zaangażować go do siebie na etat pracownika naukowego. Jeśli ten projekt dojdzie do skutku, racjonalizator niewątpliwie znajdzie odpowiednie warunki dla kontynuowania swej pracy. A najlepszych wyników w tej pracy z całego serca mu życzymy.
G. Jabłoński”