03/04/2026
Kilka miesięcy temu napisałem tekst o marzeniach i planach. W męskiej odsłonie. I jakoś tak wyszło, że ostatnio dużo o nich rozmawiam, ale też sporo o nich myślę. Podrzucam więc ten tekst również wam, abyście mogli sami odpowiedzieć na pytanie czy macie marzenia, czy może plany? A może swoje marzenia nazywanie planami? Plany są w głowie. Marzenia - w ciele.
- Wiesz, ja chyba nie mam marzeń – usłyszałem.
- Jak to? – nie ukrywałem swojego zdziwienia.
– Nigdy nie marzyłeś o niczym, czy nie masz marzeń w tym momencie? – dopytałem.
- Nie no, w dzieciństwie marzyłem całkiem sporo. Chyba aż za dużo. Ale złapałem się na tym, że teraz chyba o niczym nie marzę.
────────
Te „aż za dużo” i „chyba” stały się dobrym punktem wyjścia do reszty naszej rozmowy. Jednej z tych, która rozpoczyna się w „tam i wtedy” i ląduje w „tu i teraz”. Bo jak to jest z marzeniami?
Jako dzieci mieliśmy ich tysiące. O tym, kim będziemy w przyszłości, gdzie chcemy mieszkać lub – z kategorii „pomniejszych” – jaki smak lodów chcielibyśmy zjeść. Mój rozmówca marzył „za dużo”. To nie rzeczywistość weryfikowała, czy tak właśnie było. Robili to dorośli, dla których najważniejsze to, aby mocno stąpać po ziemi, być konkretnym i nie wydziwiać. A to dobry sposób na uśmiercenie marzeń.
────────
Taka cicha śmierć zaczyna się niepozornie. Od wyjechania kredką za szlaczek. Lub zrobienia niewystarczająco dobrego rysunku. Takiego, w którym „ten komin to powinien być bardziej prosty” i takiego, gdzie „w domku brakuje firanek”. Bo dostęp do marzeń ma wiele wspólnego z tym, w jaki sposób postrzegamy siebie.
I jeśli, z biegiem lat, zaczynamy patrzeć na siebie jako na niekompletnych, nieudolnych czy niedostosowanych, siłą rzeczy staramy się spełnić oczekiwania innych. Pilnujemy szlaczków, nie wyjeżdżamy za linię i rysujemy proste kominy. Zrywając w ten sposób kontakt ze sobą, tym co lubimy i jacy jesteśmy.
I kilka- kilkanaście lat później okazuje się, że nie wiemy ani jacy jesteśmy ani co lubimy. Przenosimy się do głowy. Porzucamy marzenia na rzecz planów. A plany to zupełnie inna historia.
────────
Mój rozmówca powiedział o sobie, że marzył za dużo. To też usłyszał.
– Nic tylko siedzisz i wymyślasz. Wziąłbyś się do jakiejś roboty. Popatrz na Twojego Tatę.
Tata, dyrektor, zawsze wiedział wszystko najlepiej i zawsze był bardzo zajęty. Każde marzenie, które pojawiało się w głowie jego syna – o ile nie było tym „poprawnym” – kwitował „a co Ty będziesz po tym robił?”. I wierzył, że robi dobrze. Bo żyjemy w społeczeństwie, w którym marzenia dzieli się na te akceptowane i na „wymyślanie”.
────────
Pewnie dlatego marzeniem wielu staje się mieć dobrą pracę, kochającą rodzinę i własny dom z ogródkiem. I nie, to nie są złe marzenia. Pod warunkiem, że są nasze.
Kulturowo jednak funkcjonujemy w modelu „przetrwanie- bezpieczeństwo- pragnienia” i tak też często warunkujemy marzenia. Więc pytając „kim chcesz być, gdy dorośniesz?”, myślano „kim chcesz być, aby dać sobie radę?” lub „kim chcesz być, aby być kimś?”.
Kto marzył za dużo, lub marzył w niewłaściwym kierunku, ten „bujał w obłokach”. Nie stąpał po ziemi. Aby się nie ośmieszyć, lepiej było nie marzyć zbyt wiele. A przynajmniej o tym nie mówić. Więc zaczęliśmy kontrolować nasze marzenia. Aż zmieniły się w marzenia innych.
────────
I tutaj również uwidaczniała się różnica w rolach płciowych i wychowaniu. Dziewczynki częściej mogły być artystkami, miały większą społeczną zgodę na emocjonalną ekspresję. Chłopcy powinni osiągać. A żeby „coś osiągnąć” – trzeba mieć plan. Dlatego dzisiaj wielu mężczyzn mówi „Nie wiem, kim jestem. Nie wiem czego chcę. Wiem co powinienem zrobić”.
I jakkolwiek dramatycznie by to nie brzmiało, droga do dowiedzenia się „kim jestem” wiedzie poprzez marzenia.
I przez ciało.
────────
Zasadnicza różnica między marzeniami a planami leży w ich „ulokowaniu”. Plany są osadzone w głowie. O planach myślimy, rozkładamy je na czynniki pierwsze i oceniamy.
Marzenia są w ciele. Na marzenia reagujemy – jesteśmy podekscytowani, bardziej lekcy, zmienia nam się ton głosu, promieniejemy. Marzenia są formą czucia. I sposobem na uzyskanie dostępu do swojego wnętrza.
────────
Kiedy zapytałem swojego rozmówcę, co czuje kiedy mówi, że nie ma marzeń, odpowiedział „smutno mi”. Więc rozmawialiśmy o marzeniach, które miał jako dziecko. Kiedy zadałem to pytanie ponownie, tym razem powiedział „trochę mi głupio, że Ci o tym mówię”.
A potem rozmawialiśmy o wielu marzeniach, które ma, ale nazywa je planami. Bo o planach łatwiej nam rozmawiać.
W marzeniach najpierw jest impuls, obraz, tęsknota — nawet niewyraźna. Plan pojawia się dopiero potem, kiedy marzenie jest już rozpoznane.
I może wcale nie chodzi o to, żeby wrócić do dawnych marzeń, ale żeby pozwolić sobie zobaczyć to jedno, które jeszcze oddycha.
────────
Marzeń możemy się bać. Bo jacy będziemy, kiedy się nie spełnią. W najlepszym razie – nieefektywni. W najgorszym, ten głosik w głowie powie „nieudacznik”.
Tymczasem marzenia wcale nie muszą być spełniane. Mogą i warto iść w tym kierunku, ale nie muszą. Jedną z najważniejszych ról marzeń jest dobrostan.
Marzymy, aby poczuć się dobrze. Marzymy, aby się odprężyć. Marzymy, aby zobaczyć się w lepszej przyszłości. Marzymy by uciec. I marzymy, aby się zatrzymać.
────────
Potrafimy świetnie uciekać. W planowanie. Marzenia się dla dzieci. Tymczasem plan bez marzenia, po prostu „nie porusza”. Wszystko jest poprawne, ale płaskie.
A marzenie bez planu? Staje się tęsknotą. Zatrzymaną energią, która nie znajduje ujścia. Utknięciem i niemożnością ruszenia dalej. To często dobry początek terapii.
Ale marzenia są również inną formą ucieczki. Kiedy jest zbyt ciężko, świat staje się zbyt skomplikowany i zwyczajnie „nie ogarniasz”, marzenia przebierają się za plany.
Pojawia się wiele scenariuszy przyszłości, wiele biznesów do zrobienia, wiele projektów do zrealizowana i wypraw do podjęcia. Tak wiele, że nie wiesz, za który się złapać, bo każdy jest równie dobry. Nie wiesz co wybrać, więc utykasz w marzeniach.
Utykasz, bo tracisz kontakt ze sobą. Nie wiesz kim jesteś, nie wiesz co kochasz. Tracisz kierunek. Więc stoisz. I napinasz się, złościsz, wpadasz w przygnębienie. To też dobry początek terapii.
────────
Plany mówią o działaniu. Ale marzenia – mówią o sensie. Dostęp do marzeń zapewnia lepsze funkcjonowanie i wyższą satysfakcję z życia.
Badania wskazują, że bardziej pozytywne myślenie o przyszłości jest związane z mniejszym ryzykiem problemów psychicznych.
Ćwiczenie wyobrażania sobie przyszłości wspiera planowanie, odraczanie gratyfikacji i kontrolę uwagi.
Przeprowadzone doświadczenia wskazują, że krótkie interwencje w stylu „wyobraź sobie swój przyszły krok” poprawiają decyzje nastawione na przyszłość już u przedszkolaków.
────────
Marzenie w swojej pierwotnej formie nie jest zadaniem ani projektem. Nie podlega logice. Nie musi „się opłacać”. Nie musi być realistyczne. Marzenie jest informacją o życiu w nas. Ma znaczenie, zanim posiądzie sens.
Więc marz.
I zauważ, co się w Tobie porusza.
Nie rób z tego od razu zadania.
———
Jeśli odnajdujesz w tym tekście cząstkę siebie i szukasz wsparcia - zapraszam Cię na terapię indywidualną lub męskie kręgi, które prowadzę.
📅 Czwartek, 13 listopada
🕕 18:30–21:00
👉 https://www.facebook.com/events/1312521197238705
̨skiekręgi ̨skikrąg
_______________
♡ 🗨️ㅤ⌲
Spodobał Ci się wpis? Może innym też się spodoba Zostaw reakcję i komentarz, aby mógł dotrzeć szerzej!
_______________