21/05/2025
Gabinet żyje, kwitnie i się zmienia. Na zielonej kanapie siadają kolejni rodzice, na ścianach przybywa rysunków dzieci, a na półkach i parapecie roślin. O wszystkich należy odpowiednio zadbać.
Rośliny są świetną metaforą procesu zmiany. Niektóre z nich rosną bez trudu - wystarczy, że postawię je w słonecznym miejscu i raz w tygodniu podleję. Inne wymagają więcej wysiłku, trzeba o nich dużo myśleć i zastanawiać się, czego potrzebują. Czy dostają za mało wody? A może za dużo? Czy miejsce, w którym stoją, jest dla nich odpowiednie? Czy potrzebują przesadzenia, bo nie mieszczą się już w doniczce, którą wcześniej dostały?
Czasami rośliny chorują i wtedy szczególnie się o nie troszczę. Szukam rozwiązania, kombinuję, sprawdzam. A potem często z radością obserwuję, jak stopniowo odzyskują żywą zieleń, wypuszczają nowe listki, zajmują coraz więcej przestrzeni.
Każda z nich jest inna i nie ma dla nich jednego schematu. O każdą trzeba zadbać trochę inaczej. O każdej myśleć z czułością, nawet wtedy, gdy nie rośnie tak, jak byśmy to sobie wyobrażali.
Ich wzrost jest ich indywidualną sprawą. Nie jest realizacją naszego planu. To, co jest po naszej stronie, to ciągłe staranie się, by je jak najlepiej rozumieć i stwarzanie im warunków, jakich naprawdę potrzebują do rozwoju.