08/06/2026
Cześć Kochani, dzisiaj wracamy do Was z serią o naszych absolwentach 🙂
Przedstawiamy Wam historię mgr Mateusza Dziwulskiego i tym razem mały smaczek, bo wpis podzieliliśmy na części 😊
Dzisiaj pierwszy fragment jego wypowiedzi, a już niebawem czekajcie na kontynuację 🙂
W 2018 roku rozpocząłem swoją przygodę z nauką w Akademii Bialskiej, która w tamtym momencie nosiła nazwę Państwowej Szkoły Wyższej. Wówczas nie była jeszcze Akademią, przez co wiele uczelni uważało się za ,,lepsze” – w końcu my jesteśmy akademią, a wy zwykłą szkołą. Ale czy to było aż tak istotne?
Najważniejsze były nauka, zdobywanie wiedzy oraz umiejętności do pomagania ludziom. Nie ukrywam - przyznaję się bez bicia, był również czas na rozrywkę oraz zabawę. Ale skupmy się na aspekcie nauki. Przyznaję, że należałem do grupy tych studentów, dla których 4 na koniec semestru to była porażka. Musiało być minimum 4,5. Chociaż, żeby was nie oszukać, były przedmioty, dla których „przymykałem oko”. 3/4 z przedmiotów, takich jak filozofia, bioetyka, były idealne. Były także momenty, że 3 na koniec to była modlitwa. Jednym z tych przedmiotów była neurologia. Ale jak się zastanowię, każdy z nas ma coś takiego w sobie, czyli przedmioty, za którymi nie przepadamy. Ja nigdy nie rozumiałem neurologii, dlatego jej nie lubiłem oraz nie przepadałem za pediatrią - gdzie kompletnie nudziła mnie praca z dziećmi.
Ale pamiętam, jak na pierwszych zajęciach w gabinecie Pani mgr Moniki Kadłubowskiej usłyszałem od niej słowa ,,w przyszłości i tak będziesz pracował z dziećmi".
I wiecie jaki jest paradoks? Pracuję z dziećmi oraz młodzieżą z problemami neurologicznymi.
Grono pedagogiczne było i jest przemiłe, zawsze gotowe do pomocy oraz do wytłumaczenia czegoś, nawet gdy czegoś nie załapiemy za pierwszym razem.
Zawszę mam uśmiech na twarzy, jak przypomina mi się pośpiech, z którym zmierzałem na wykłady dr. Wójcika oraz strach przed wykładami prof. Rutkowskiej.
U jednej grupy wykładowców można było porozmawiać i pośmiać się, u drugiej siedziałem w strachu. Śmieliśmy się z kolegami, że facet dogada się z facetem, więc u Panów było luźniej, a Panie takie "cięte, ostre". Męska solidarność kończyła się na końcowym kolosie, gdzie uczucie radości mijało w sekundę po zobaczenia pytań w których łamało się głowę. Zanim ktoś pomyśli lub powie ,,o czyli u Pań łatwiej niż u Panów” albo ,,ale ty byłeś głupi, bo tak myślałeś” przypomnę wam, że byłem w waszym wieku. I doprecyzowując wcześniejsze słowa, każdy z grona pedagogicznego wytłumaczy wam szczegółowo wszystko. Nawet jeśli ktoś z was stwierdzi, że mięsień równoległoboczny jest w odcinku L kręgosłupa, albo mamy u dziecka stopę ,,końsko-kopytną” (ps. taką nazwę usłyszałem od mamy pewnego chłopca - tak kreatywni potrafią być ludzie).
Poza tym grono pedagogiczne nauczy was czegoś cennego - logicznego myślenia - co będzie w naszym zawodzie zawsze potrzebne. Każdy problem możemy rozwiązać na setki sposobów. Podobnie na każdą partię ciała, każdą jednostkę chorobową możemy stworzyć dziesiątki ćwiczeń.
Nauczą was, jak łączyć różne problemy pacjentów w jednolitą całość, by stworzyć realny obraz problemu, przyczyny oraz rozwiązania dolegliwości pacjentów.
Ciąg dalszy nastąpi... 📖📖