Dr Jerzy Lewko

Dr Jerzy Lewko dr n. med. Jerzy Lewko — specjalista rehabilitacji medycznej i medycyny rodzinnej. Medycyna, która przywraca harmonię.

Szukam przyczyn: insulinooporność, miażdżyca, zdrowie metaboliczne. Łączę rzetelną wiedzę z naturą. 🌿 drjerzylewko.pl

Twój cukier jest w normie. a mózg może już nie słyszeć insuliny.dlaczego Alzheimer zaczyna się dwadzieścia lat przed pie...
28/07/2026

Twój cukier jest w normie. a mózg może już nie słyszeć insuliny.
dlaczego Alzheimer zaczyna się dwadzieścia lat przed pierwszym zapomnianym słowem?

Żyjemy w czasach, gdzie ludzie kontrolują glukozę na czczo, patrzą na hemoglobinę glikowaną i słyszą „cukrzycy nie ma, wszystko gra". a potem po pięćdziesiątce zaczynają gubić słowa i tłumaczą to zmęczeniem albo wiekiem.

a przecież mózg ma swoją własną, cichą historię z insuliną. i ta historia toczy się kilkanaście lat, zanim ktokolwiek zauważy pierwszy problem z pamięcią.

zacznijmy od tego, że insulina w mózgu nie robi tego, co myślisz.
większość z nas ma w głowie obrazek ze szkoły – insulina jako klucz, który otwiera komórkę i wpuszcza cukier. w mięśniu to działa. w mózgu ta metafora zaczyna kłamać. glukoza wchodzi do neuronów transporterami, które insuliny w ogóle nie potrzebują.

więc po co ona tam jest? bo insulina w mózgu nie jest kluczem. jest dyrygentem. steruje pracą synaps, plastycznością, pamięcią, mitochondriami, apetytem, przepływem krwi. mówi neuronowi: jest energia, możesz się naprawiać, możesz budować połączenia.

i teraz wyobraź sobie, że paliwo leży na stole, a orkiestra gra bez dyrygenta. to jest właśnie insulinooporność mózgu.

i tu dochodzimy do sedna. na powierzchni neuronu siedzi receptor insulinowy, a kluczowym odcinkiem przewodu prowadzącego sygnał do środka jest białko IRS-1. można je włączyć albo przypalić. przewlekły stan zapalny, nadmiar energii, stres oksydacyjny i chore mitochondria blokują je w pozycji wyłączonej.

sygnał gaśnie. a razem z nim zdejmowany jest hamulec z enzymu GSK-3β – jednej z głównych kinaz, które doklejają fosforany do białka tau. splątki. amyloid, który gorzej się sprząta. mitochondria produkujące mniej energii i więcej wolnych rodników.

to nie jest teoria z sufitu. u myszy, którym wyłączono receptor insulinowy wyłącznie w neuronach, bez żadnej cukrzycy, uruchamia się dokładnie ta kaskada.

i teraz paradoks, który mnie osobiście uderzył najmocniej
myślisz pewnie, że skoro insuliny we krwi jest dużo, to mózg jest nią zalany. otóż nie. mózg jej sam nie produkuje. musi ją wpuścić przez barierę krew–mózg specjalnym transportem o ograniczonej przepustowości.

i ten transport przy przewlekle wysokiej insulinie po prostu się przymyka. organizm broni się przed potopem, zamykając bramę. efekt jest okrutny w swojej elegancji – hiperinsulinemia we krwi oznacza niedobór insuliny w mózgu. krew przesycona energią, neuron głodny sygnału.

ale zanim ktoś zrobi z tego prostą tezę, powiem uczciwie
krąży hasło, że Alzheimer to cukrzyca typu trzeciego. chwytliwe i za proste. cukrzyca typu 2 podnosi ryzyko Alzheimera mniej więcej dwukrotnie, w Parkinsonie wzrost jest wyraźny, ale znacznie skromniejszy. większość osób z cukrzycą nigdy nie zachoruje. a jednocześnie zaburzenia sygnału insulinowego znajdowano w tkance mózgowej ludzi z Alzheimerem, którzy cukrzycy nie mieli nigdy.

prawidłowa glukoza nie daje mózgowi immunitetu. a wysokie HOMA-IR nie jest dowodem, że neuron ogłuchł. bo – i to zaskakuje nawet lekarzy – nie istnieje dziś badanie krwi mierzące insulinooporność mózgu. nie ma HOMA mózgu.
i tu zwrot akcji, o którym mało kto wie

skoro mechanizm jest realny, spróbowano najprostszego rozwiązania – podawać insulinę donosowo, prosto do mózgu, z pominięciem bariery. małe badania wyglądały świetnie. potem przyszło duże, roczne badanie SNIFF i nie wykazało poprawy funkcji poznawczych.

wielu odczytało to jako dowód, że metabolizm nie ma znaczenia. moim zdaniem wniosek jest odwrotny. nie da się jedną cząsteczką odwrócić procesu, który trwa od dwudziestu lat. to argument nie przeciw metabolizmowi, tylko za tym, żeby zacząć wcześniej.

teraz druga sprawa. mięśnie. i to jest najbardziej niedoceniany narząd metaboliczny człowieka

kurczący się mięsień przesuwa transportery glukozy do błony częściowo z pominięciem insuliny. otwiera boczne wejście, nawet gdy główne drzwi się zacięły.

porównano dwa schematy u osób z cukrzycą typu 2 – jeden trzydziestominutowy spacer dziennie kontra trzy dziesięciominutowe po każdym posiłku. wygrały te krótkie. największą różnicę zrobił ruch po kolacji, bo wieczorem wrażliwość na insulinę jest najniższa, posiłek najobfitszy, a my siadamy na resztę wieczoru.

praktyka jest prosta. dziesięć, piętnaście minut ruchu rozpoczętego w ciągu pół godziny po większym posiłku. nie po dwóch – wtedy szczyt już minął. pacjent po udarze ma rotor, osoba z Parkinsonem marsz przy poręczy w oknie dobrego działania leków, osoba na wózku pracę kończyn górnych i rotację tułowia. do tego dwa, trzy treningi oporowe w tygodniu, bo mięsień to magazyn glukozy i gruczoł karmiący mózg.
i zasada, którą powtarzam każdemu – metabolizmu mózgu nie wolno poprawiać kosztem mięśni.

a post i ketoza?

jest bardzo ładny eksperyment, w którym mężczyźni ze stanem przedcukrzycowym jedli wszystko wcześnie, kończąc około piętnastej, a badacze celowo dawali im tyle kalorii, żeby nie schudli. mimo braku chudnięcia poprawiła się wrażliwość na insulinę i ciśnienie. czyli liczy się nie tylko ile jesz, ale kiedy.
rozsądny start to dwanaście godzin nocnej przerwy i wcześniejsza kolacja. ale posty dobowe i dłuższe u pacjenta z niedowagą, dysfagią, spadkami ciśnienia czy sarkopenią potrafią zaszkodzić bardziej niż pomóc. a w Parkinsonie zmiana godzin posiłków zmienia wchłanianie lewodopy – pokarm ją opóźnia, aminokwasy konkurują z nią o transporter. tego nie planuje się osobno.

ketoza ma piękny mechanizm. w Alzheimerze wychwyt glukozy w części obszarów spada, a zdolność wykorzystania ketonów pozostaje zachowana. mózg głoduje w morzu glukozy, ale nadal potrafi jeść tłuszcz. małe badania pokazały poprawę, większe już nie. traktuję ją jako czasową, monitorowaną próbę u wybranej osoby, nie jako religię metaboliczną. i uwaga – przy flozynach ścisła keto z długim postem może wywołać kwasicę ketonową nawet przy normalnym cukrze.

no i sen, bo można perfekcyjnie ułożyć dietę i co noc odbierać mózgowi regenerację. w głębokim śnie przestrzenie między komórkami się poszerzają, a płyn przepłukuje tkankę z metabolitów. to nocna zmiana sprzątająca. pacjent z otyłością brzuszną, chrapaniem, porannym bólem głowy i sennością w dzień nie potrzebuje kolejnego suplementu na pamięć. potrzebuje diagnostyki bezdechu.

a berberyna i resweratrol? AMPK bywa sprzedawane jako włącznik długowieczności, ale ostra aktywacja w pracującym mięśniu to co innego niż przewlekła w uszkodzonym neuronie. resweratrol w rocznym badaniu docierał do mózgu i zmieniał biomarkery, ale nie zatrzymał pogarszania funkcji poznawczych, za to częściej powodował spadek masy ciała – u kruchego pacjenta neurologicznego to poważny problem. berberyna realnie działa na glikemię i lipidy, ale nie mamy dowodów na hamowanie Alzheimera i potrafi wchodzić w interakcje z lekami.
suplement ma sens, gdy odpowiada na konkretny problem. niedobór B12 leczymy B12, zwłaszcza u kogoś na metforminie. nie leczy się HOMA-IR piętnastoma kapsułkami, gdy ktoś śpi pięć godzin, traci mięśnie i po każdym posiłku siada.

chcę, żeby zostało z tobą jedno zdanie

nie mamy dziś badania, które powie „mózg jest oporny w czterdziestu procentach". ale widzimy środowisko, w którym ten mózg mieszka – hiperinsulinemię, otyłość trzewną, bezruch, sarkopenię, bezdech, godziny w fotelu. i na to mamy ogromny wpływ.

w badaniu FINGER nie postawiono na jedną tabletkę. połączono dietę, ruch, trening poznawczy i kontrolę ryzyka naczyniowego. po dwóch latach ta grupa wypadła poznawczo lepiej. to nie był cud, tylko suma małych rzeczy robionych konsekwentnie.
zacznij od jednego posiłku i dziesięciu minut ruchu po nim. przez tydzień. nie obiecuję, że spacer cofnie chorobę. ale może być pierwszym sygnałem, że przestajesz być biernym obserwatorem własnego mózgu.

Warto zadbać o fizjologię.. to wiedza, która daje wolność wyboru i narzędzia do tego, żeby myśleć jasno dłużej. dbajcie o swój mózg ❤👍

Dr Jerzy Lewko

Kawa o piętnastej i dziesięć minut światła rano.. dlaczego twój sen psuje się dużo wcześniej niż myślisz?Żyjemy w czasac...
25/07/2026

Kawa o piętnastej i dziesięć minut światła rano.. dlaczego twój sen psuje się dużo wcześniej niż myślisz?

Żyjemy w czasach gdzie ludzie liczą godziny snu w aplikacji, kupują inteligentne materace, ważki obciążeniowe i melatoninę w trzech dawkach.. a potem o siedemnastej wypijają "małą kawkę bo zmęczenie" i dziwią się, że o dwudziestej trzeciej głowa nadal pracuje na najwyższych obrotach.

a przecież sen nie zaczyna się wieczorem. sen zaczyna się rano. i to jest chyba najbardziej niedoceniana rzecz w całej fizjologii regeneracji

zacznijmy od światła.

w twoim podwzgórzu siedzi jądro nadskrzyżowaniowe – zegar główny całego organizmu. on nie ma zegarka ani kalendarza. on ma tylko jedno źródło informacji o tym, która jest godzina: światło wpadające do oka. i nie chodzi o widzenie w klasycznym sensie.. w siatkówce masz osobne komórki wypełnione melanopsyną, które nie służą do widzenia obrazu tylko do mierzenia jasności. to twój biologiczny czujnik świtu

i teraz najciekawsze. te komórki najlepiej reagują na światło niebieskie o dużym natężeniu – takie jakie jest na dworze rano. w mieszkaniu przy oknie masz zwykle kilkaset luksów. na zewnątrz w pochmurny listopadowy poranek – kilka tysięcy. w słoneczny letni dzień – nawet sto tysięcy. czyli twój salon w porównaniu z podwórkiem to dla mózgu praktycznie ciemność. dlatego "przecież mam jasno w kuchni" to nie to samo

dziesięć, piętnaście minut światła dziennego w pierwszej godzinie po przebudzeniu. to sygnał, który ustawia zegar biologiczny na cały dzień i przekłada się na wieczorne wydzielanie melatoniny – bo melatonina nie pojawia się "sama z siebie", tylko w określonym czasie po tym jak zegar dostał poranny reset. przesuwasz rano – przesuwa się wieczór

nie musisz nic kupować ani nigdzie jechać. wyjdź z psem, wypij kawę na balkonie, przejdź jeden przystanek pieszo. wysiądź autobus wcześniej. to wszystko

i tu wchodzi zwrot akcji, o którym mało kto mówi

to samo światło, które rano jest lekiem, wieczorem jest zaburzeniem. ten sam mechanizm, ta sama melanopsyna, ten sam szlak – tylko odwrotny kierunek. światło o dwudziestej drugiej mówi zegarowi "jeszcze dzień, nie śpij". dlatego dyskusja o sen to nie jest dyskusja o ilości światła. to dyskusja o kontraście między dniem a nocą. jasny dzień, ciemny wieczór. nasi dziadkowie mieli to za darmo. my musimy to sobie zorganizować

teraz druga sprawa. kofeina. i tu będzie nieprzyjemnie

badania pokazują, że kawa wypita nawet sześć godzin przed snem potrafi skrócić sen i pogorszyć jego jakość. w klasycznym eksperymencie dawka odpowiadająca mniej więcej dwóm–trzem filiżankom, podana sześć godzin przed położeniem się, skracała obiektywnie zmierzony czas snu o ponad godzinę

ale to nie jest jeszcze ta najciekawsza część..

najciekawsze jest to, że uczestnicy tego nie zauważyli. subiektywnie spali normalnie. czuli się w porządku. sprzęt pomiarowy mówił co innego. czyli twoje "mnie kawa nie rusza, wieczorem zasypiam jak kamień" nie jest dowodem na nic. zasypianie i jakość snu to dwie różne rzeczy

a nowsze analizy zbiorcze idą jeszcze dalej i sugerują, że bezpieczniejsza granica dla zwykłej kawy to około ośmiu–dziewięciu godzin przed snem, a dla mocnych przedtreningówek z dużą dawką kofeiny – nawet kilkanaście godzin. w tych zestawieniach kofeina skracała sen średnio o kilkadziesiąt minut i – co dla mnie kluczowe – zmniejszała ilość snu głębokiego, wolnofalowego, a zwiększała udział snu płytkiego

i tu zatrzymajmy się na moment, bo to jest sedno całej sprawy

sen głęboki to nie jest "sen mniej ważny". to jest ta faza, w której idzie pulsacyjnie hormon wzrostu, w której regeneruje się mięsień i tkanka łączna, w której konsoliduje się pamięć proceduralna, i w której – według coraz mocniejszych danych – układ glimfatyczny mózgu przepłukuje przestrzenie międzykomórkowe i usuwa metabolity. czyli możesz przespać swoje osiem godzin i wstać niewyspany, bo straciłeś nie czas, tylko strukturę snu. aplikacja pokaże ci osiem. mózg wie swoje

dlaczego kofeina to robi? bo ona nie dodaje energii. ona tylko blokuje receptory adenozynowe. adenozyna to twój licznik zmęczenia – narasta od momentu przebudzenia i to ona buduje ciśnienie snu. kofeina siada na jej receptorze i zasłania licznik. zmęczenie nie znika.. ono się kumuluje w tle. dlatego po ustąpieniu działania kofeiny często przychodzi ta charakterystyczna ściana

i jeszcze jedno, mało znane. okres półtrwania kofeiny to średnio pięć–sześć godzin, ale to jest średnia dla populacji, a nie dla ciebie. za jej rozkład odpowiada głównie enzym CYP1A2 i ludzie różnią się tu genetycznie bardzo mocno. do tego palenie tytoniu przyspiesza metabolizm kofeiny, a ciąża i część leków, m.in. niektóre antybiotyki i doustne środki antykoncepcyjne, potrafią go wyraźnie spowolnić. więc dwie osoby przy tym samym stole, przy tej samej kawie o szesnastej, mają zupełnie inną noc

praktyka jest prosta. jeśli kładziesz się o dwudziestej trzeciej – ostatnia kawa około piętnastej. jeśli jesteś wolnym metabolizatorem albo widzisz, że sen masz "płytki mimo długi" – przesuń granicę na czternastą

nie dlatego, że kawa szkodzi. kawa to jeden z najlepiej przebadanych produktów w diecie człowieka, z bogatym profilem polifenoli. chodzi o coś innego. ona po prostu działa dłużej, niż większość z nas sądzi

i teraz połączmy to w całość, bo to nie są dwie osobne porady tylko jeden mechanizm

światło rano wzmacnia sygnał "dzień". brak kofeiny po południu pozwala adenozynie normalnie narosnąć i zbudować ciśnienie snu na wieczór. jedno ustawia rytm, drugie buduje napęd. potrzebujesz obu. sam rytm bez ciśnienia snu to leżenie w łóżku o właściwej porze bez senności. samo ciśnienie bez rytmu to zasypianie o pierwszej i wstawanie jak po walce

i jest jeszcze pętla, którą widzę u pacjentów notorycznie. źle przespana noc → więcej kawy następnego dnia → kawa wypita później niż zwykle → gorsza noc → jeszcze więcej kawy. i po dwóch tygodniach człowiek jest przekonany, że "ma bezsenność". a on ma po prostu niedomkniętą pętlę. czasem wystarczy przesunąć jedną kawę o dwie godziny i wyjść rano na dziesięć minut na dwór, żeby to się rozplątało w tydzień

chcę, żeby zostało z tobą jedno zdanie

nie chodzi o to, żeby bać się jednej zarwanej nocy. nie chodzi o to, żeby liczyć godziny w aplikacji i denerwować się, że wyszło sześć – bo sam lęk o sen jest jednym z najsilniejszych czynników podtrzymujących bezsenność. chodzi o to, żeby dać organizmowi dwa proste, darmowe sygnały: mocne światło rano i spokój z kofeiną po południu. resztę fizjologia zrobi sama, bo ona bardzo chce ci pomóc, tylko musi wiedzieć która jest godzina

Warto zadbać o fizjologię.. to wiedza, która daje wolność wyboru i narzędzia do tego, żeby regenerować się lepiej i starzeć wolniej. dbajcie o swój sen ❤👍

Dr Jerzy Lewko

21/07/2026

Ogień w tętnicach.. jak papryczka chili może "sprzątać" blaszkę miażdżycową (i dlaczego kardiolodzy zaczynają o tym mówić)

Wyobraźcie sobie scenę.. Kalabria, południe Włoch, wieś pełna staruszków którzy jedzą peperoncino (ostra papryczka chili, kulturowa ikona Kalabrii) do każdego dania od dziecka. Naukowcy z badania Moli-sani śledzili ponad 22 tysiące takich osób przez 8 lat.. i odkryli coś, co zaskoczyło kardiologów. Ci którzy jedli chili regularnie, więcej niż 4 razy w tygodniu, mieli o 34% niższe ryzyko zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych.

Niezależnie od tego czy trzymali dietę śródziemnomorską czy nie.

Brzmi jak ciekawostka kulinarna? To coś więcej.

To zaproszenie do zrozumienia mechanizmu, który może zmienić sposób w jaki myślimy o wsparciu terapii miażdżycy.

Wejdźmy głębiej.. bo diabeł tkwi w szczegółach
Za tym ostrym smakiem stoi jedna molekuła – kapsaicyna. I tu zaczyna się prawdziwa detektywistyczna robota, bo kapsaicyna nie działa przez przypadek. Ona uderza precyzyjnie w receptor TRPV1 – kanał, który siedzi nie tylko w neuronach czuciowych (stąd to pieczenie w ustach) ale też w komórkach śródbłonka waszych tętnic, w mięśniach gładkich naczyń i w makrofagach.. tych samych komórkach które budują blaszkę miażdżycową.

Kiedy kapsaicyna aktywuje TRPV1 w śródbłonku, do komórki wpływa wapń, uruchamia się kaskada enzymatyczna i w efekcie rośnie produkcja tlenku azotu (NO).

A tlenek azotu to wasz naturalny rozszerzacz naczyń.. sztywna, obkurczona tętnica staje się bardziej elastyczna, ciśnienie spada.

To nie teoria, to udokumentowany mechanizm biochemiczny. Ale to jest tylko pierwszy wątek tej historii

Drugi, moim zdaniem najbardziej fascynujący, dotyczy zwapnienia tętnic.

To jest ten moment gdy miażdżyca "betonuje się" – komórki mięśni gładkich naczyń przechodzą transformację i zaczynają zachowywać się jak komórki kościotwórcze, odkładając wapń w ścianie tętnicy. Badanie opublikowane w Hypertension pokazało że kapsaicyna zwiększa ekspresję białka SIRT6, które degraduje czynnik Hif1α i zatrzymuje tę niebezpieczną transformację. A dane z dużego badania obrazowego MESA potwierdziły to u ludzi – więcej chili w diecie, mniej zwapnienia tętnic wieńcowych.

Trzeci wątek – i tu robi się naprawdę ciekawie dla każdego kto interesuje się lipidogramem

Blaszka miażdżycowa to w gruncie rzeczy cmentarzysko komórek odpornościowych – makrofagów – które opchały się cholesterolem tak bardzo, że zmieniły się w tłuste „bąbelki" (naukowcy nazywają je komórkami piankowatymi). I tu kapsaicyna gra na dwa fronty naraz. Po pierwsze – utrudnia tym komórkom wchłanianie szkodliwego, utlenionego cholesterolu LDL, czyli tego, który najbardziej niszczy naczynia. Po drugie – pomaga im wypychać nadmiar cholesterolu z powrotem na zewnątrz, prosto do „dobrego" cholesterolu HDL, który odtransportowuje go do wątroby. Mówiąc obrazowo: z jednej strony przykręca kran, z drugiej otwiera odpływ.

To jest właśnie odwrócony transport cholesterolu – mechanizm, dzięki któremu organizm może dosłownie zmniejszać wielkość blaszki, a nie tylko zatrzymywać jej rozrost.

A teraz to, co interesuje każdego lekarza patrzącego na wyniki pacjenta

Metaanaliza opublikowana w Frontiers in Nutrition wykazała, że kapsaicyna istotnie obniża cholesterol całkowity i LDL-C.

Mechanizm?

Zwiększa ekspresję receptora LDLR i jednocześnie obniża ekspresję PCSK9 w wątrobie – dokładnie ten sam cel molekularny, w który uderzają drogie inhibitory PCSK9 stosowane w kardiologii. To potencjalna synergia ze statynami, nie konkurencja.

Jest jeszcze apolipoproteina B (ApoB) – parametr, o którym coraz częściej mówi się, że jest lepszym predyktorem ryzyka sercowo-naczyniowego niż samo LDL-C, bo liczy wszystkie aterogenne cząstki, nie tylko te "widoczne" w standardowym lipidogramie. Badania wskazują na znaczną redukcję ApoB pod wpływem kapsaicyny. A do tego ochrona LDL przed utlenieniem – bo to właśnie utleniony LDL (ox-LDL), nie sam LDL, jest tym prawdziwym podpalaczem zapalenia w śródbłonku.

Uczciwie – jest jedno "ale"

W przypadku lipoproteiny(a), tego uparcie genetycznie zaprogramowanego czynnika ryzyka, o którym coraz częściej mówi się w gabinetach kardiologicznych, nauka nie ma jeszcze dowodów że kapsaicyna go obniża. I trzeba to jasno powiedzieć, bo rzetelność jest tu ważniejsza niż efekt "wow".

Czwarty wątek – jelita, insulinooporność i cichy zabójca zwany TMAO

Insulinooporność napędza dyslipidemię i miażdżycę jak silnik napędza samochód. Kapsaicyna aktywuje kinazę AMPK, hamując produkcję tłuszczu w wątrobie i poprawiając wychwyt glukozy. Stymuluje też "brunatnienie" tkanki tłuszczowej, co zwiększa spalanie energii i redukuje otyłość trzewną.

A potem jest coś, co osobiście uważam za jedną z najciekawszych rzeczy w tym temacie – oś jelita-naczynia.

Badania na modelach zwierzęcych wykazały, że kapsaicyna zwiększa populację korzystnych bakterii jak Akkermansia i obniża poziom TMAO – metabolitu jelitowego, który silnie promuje miażdżycę i sprzyja zlepianiu się płytek krwi. Mniej TMAO to mniej "kleju" na pękniętej blaszce.

To wszystko dodatkowo wzmacnia działanie przeciwzapalne – kapsaicyna wycisza szlak NF-κB, zmniejszając poziom CRP i cytokin prozapalnych, a wczesne badania farmakologiczne pokazały nawet jej działanie przeciwpłytkowe.

Teraz najważniejsza część – jak to zastosować i dla kogo to NIE jest

Dawki terapeutyczne w badaniach klinicznych to zwykle 2 do 12 mg kapsaicyny dziennie. Łyżeczka pieprzu cayenne jako przyprawa to tylko około 0,1 mg czystej kapsaicyny – smacznie, ale to nie dawka lecznicza. Żeby uzyskać efekt z badań, potrzebne są standaryzowane ekstrakty w kapsułkach, najlepiej dojelitowych, zaczynając od niskiej dawki i obserwując tolerancję przewodu pokarmowego.

Kiedy to ma sens: w stabilnej miażdżycy, w profilaktyce pierwotnej i wtórnej, u osób z insulinoopornością, zespołem metabolicznym, otyłością trzewną – jako element medycyny stylu życia wspierający, a nie zastępujący, leczenie farmakologiczne.

Kiedy to zdecydowanie nie ma sensu: w ostrych zespołach wieńcowych (tu paradoksalnie nadmierna stymulacja TRPV1 może wywołać skurcz naczynia), przy aktywnej chorobie wrzodowej, ciężkim refluksie, IBS, u osób z niewyjaśnionymi krwawieniami. Uwaga też na interakcje – teoretycznie zwiększone ryzyko krwawień z lekami przeciwzakrzepowymi (warfaryna, aspiryna, klopidogrel), możliwe nasilenie kaszlu przy inhibitorach ACE oraz potencjalny wpływ na wchłanianie niektórych statyn przy bardzo wysokich dawkach.

Co z tego wynika dla Was?

Kapsaicyna nie jest cudownym lekiem na miażdżycę i nie zastąpi statyny, leczenia nadciśnienia czy zmiany stylu życia. Ale jest fascynującym przykładem tego, jak medycyna funkcjonalna i medycyna oparta na dowodach mogą się spotkać – bo tu naprawdę mamy solidne mechanizmy molekularne, potwierdzone badaniami epidemiologicznymi na dziesiątkach tysięcy ludzi.
Jeśli macie stabilną miażdżycę, jesteście po zawale lub udarze w fazie stabilnej, albo po prostu troszczycie się o swoje naczynia profilaktycznie – to temat, o którym warto rozmawiać ze swoim lekarzem prowadzącym, zwłaszcza jeśli bierzecie leki przeciwzakrzepowe albo macie problemy z żołądkiem.

Dbajcie o swoje tętnice.. niech będą jak dobrej jakości guma, a nie jak stare, zwapniałe rury 🌶️❤️

Dr Jerzy Lewko

WAŻNE ZASTRZEŻENIE: Ten materiał ma charakter edukacyjny i popularnonaukowy, opracowany na podstawie publikacji naukowych (m.in. Journal of the American College of Cardiology, Hypertension, Nutrients, Frontiers in Nutrition). Nie stanowi porady medycznej, nie zastępuje konsultacji lekarskiej i nie może być podstawą do samodzielnej modyfikacji leczenia. Suplementacja kapsaicyną, zwłaszcza u osób z rozpoznaną chorobą sercowo-naczyniową, przyjmujących leki przeciwzakrzepowe, przeciwpłytkowe lub statyny, powinna być każdorazowo konsultowana z lekarzem prowadzącym. Osoby z chorobą wrzodową, refluksem, IBS oraz w ostrych zespołach wieńcowych powinny unikać suplementacji kapsaicyną. Informacje przedstawione powyżej odzwierciedlają aktualny stan wiedzy naukowej i mogą podlegać zmianom w miarę pojawiania się nowych badań.

18/07/2026

Miał 44 lata i przebiegł maraton, kilka miesięcy później usłyszał, że ma chorobę starych ludzi”

“Lekarz powiedział „niewiele da się zrobić”.. jego żona nie odpuściła. i to zmieniło wszystko”

44 lata. maraton za sobą. wynik badań: „wszystko świetnie”.

kilka miesięcy później diagnoza, która nie miała prawa się zdarzyć – choroba Parkinsona.

a wszystko zaczęło się od czegoś, co lekarz zignorował.. lekkie drżenie małego palca. drżenie języka. twarz jakby trochę „zgasła”.

i ten wzrok – patrzył na żonę, ale jakby przez nią. bo kto u 44-latka szuka Parkinsona?

i teraz ważna rzecz, żeby było uczciwie.. bo medycyna wcale nie jest tu bezradna.

pacjent z Parkinsonem dostaje realne leczenie – lewodopę i inne leki, które potrafią naprawdę skutecznie zmniejszyć drżenie, sztywność czy spowolnienie. to działa.

tyle że te leki łagodzą objawy, a nie hamują przyczynowo samej choroby.. i to jest właśnie ta luka, w którą wchodzi cała reszta.

bo najgorsze w tej diagnozie często nie jest samo drżenie. najgorsze bywają słowa „niewiele więcej da się zrobić”.

ja to nazywam rzucaniem klątwy. odbierasz człowiekowi nadzieję i często odbierasz mu wtedy resztki napędu do walki.

a Martha, żona Johna – z zawodu księgowa i audytorka – nie odpuściła. nauczono ją, żeby NIE brać niczego na wiarę.

rozłożyła chorobę męża na czynniki pierwsze i zaczęła szukać punktów zapalnych. od jedzenia. od wody. od jelit.

i – co fascynujące – nauka dziś idzie dokładnie w tę stronę, w którą ona ruszyła 20 lat temu po omacku.

bo Parkinson to nie jest już „tylko brak dopaminy”. to choroba całego organizmu – jelit, metabolizmu, snu, głowy.

u wielu osób zaparcia, utrata węchu czy zaburzenia snu wyprzedzają drżenie o lata. i właśnie tu otwiera się pole, na które pacjent MA wpływ.

“mikrobiom i jelita.”

to nie moda. u osób z Parkinsonem skład bakterii jelitowych faktycznie różni się od zdrowych, a dieta w stylu śródziemnomorskim potrafi poprawić zaparcia, trawienie i głowę oraz przesunąć bakterie w dobrą stronę.

nie ma jeszcze jednego „probiotyku na Parkinsona” ani cudownego badania kału.. ale kierunek jest realny: mniej żywności ultraprzetworzonej, więcej warzyw, błonnika, kiszonek, dobrych tłuszczów.

insulinooporność i cukier.”

to jeden z najciekawszych i najbardziej niedocenianych tropów. zaburzenia gospodarki cukrowej bardzo często idą w parze z Parkinsonem, a metabolizm, mitochondria i stan zapalny są ze sobą splecione.

dobra wiadomość jest taka, że na insulinowrażliwość realnie wpływamy – ruchem, ograniczeniem cukru i przetworzonych węglowodanów, utrzymaniem masy mięśniowej. to obszar, w którym pacjent może działać dla siebie każdego dnia.

“toksyny środowiskowe.”

to nie teoria spiskowa. związek pestycydów, herbicydów i przewlekłej ekspozycji chemicznej z ryzykiem Parkinsona to jeden z poważniej badanych kierunków.

stąd sensowne, konkretne kroki: jak najwięcej żywności nieprzetworzonej, rozsądny wybór produktów mniej obciążonych chemią, dbałość o jakość wody, mniej „chemii” w codziennym otoczeniu.

“i ruch – lek, którego nie kupisz w aptece.”

najmocniej udowodniony element wspierający leczenie. nie „proszę więcej chodzić”, tylko ruch dawkowany jak terapia – aerobowy, siłowy, równoważny, ćwiczenia chodu i amplitudy.

fizjoterapeuta powinien wejść do gry już w dniu diagnozy, a nie dopiero gdy pacjent zaczyna się przewracać.

warto dodać, że nauka intensywnie pracuje też nad terapiami, które kiedyś mają realnie hamować chorobę, a nie tylko łagodzić objawy. to obiecujące, choć wciąż w dużej mierze przyszłość.

dlatego dziś tym cenniejsze jest to, na co wpływ mamy JUŻ teraz.

na czym więc polega mądra, naturalna droga w Parkinsonie? na tym, żeby NIE wybierać między neurologią a naturą.. tylko połączyć jedno z drugim:

– leki, które łagodzą objawy – tak, potrzebne i skuteczne
– ruch traktowany jak terapia, nie jak hobby
– dbanie o mikrobiom i leczenie zaparć zanim rozwalą wchłanianie leków
– poprawa insulinowrażliwości – mniej cukru, więcej mięśni
– ograniczanie toksyn: jedzenie, woda, otoczenie
– ochrona mięśni przed sarkopenią, sen, nastrój, profilaktyka upadków i serca

John dziewięć lat po diagnozie stanął na szczycie Kilimandżaro. potem jeździł na rowerze i wspinał się po lodzie.

to nie dowód, że Parkinsona da się „przechytrzyć” siłą woli.. ale twardy dowód, że diagnoza to NIE koniec życia.

i to jest sedno, które chcę wam zostawić.. lekarz ma obowiązek powiedzieć prawdę o chorobie. ale prawda nie polega na odbieraniu nadziei ❤

historia Johna nie jest gotową receptą do skopiowania. jest zaproszeniem, żeby zadawać pytania – bez porzucania nauki i bez godzenia się, że „nic się nie da”.

dbajcie o siebie i o swoich bliskich 👍

Dr Jerzy Lewko

Beton w tętnicach, aminokwasy i tajny agent wątroby.. czyli o co chodzi z glutationemżyjemy w czasach, gdzie o „detoksie...
16/07/2026

Beton w tętnicach, aminokwasy i tajny agent wątroby.. czyli o co chodzi z glutationem

żyjemy w czasach, gdzie o „detoksie" mówi się wszędzie.. herbatki, głodówki, cudowne kuracje. a prawda jest taka, że najlepszy detoks pracuje w tobie non stop, za darmo, dzień i noc. to twoja wątroba. i ma swojego tajnego agenta – glutation.

większość z was słyszała to słowo przy okazji suplementów „na odporność" czy „na skórę" i na tym się kończy. a to błąd. bo glutation to najważniejszy przeciwutleniacz, jaki produkujesz wewnątrz własnych komórek, a jego stężenie jest największe właśnie w wątrobie. tylko uwaga – wątroba NIE zawsze produkuje go tak samo. i tu robi się ciekawie.

" żeby to zrozumieć, musimy wejść do wątroby na chwilę"

wyobraź sobie, że twoja wątroba rozbraja toksyny w trzech etapach. i pierwsze dwa są tu kluczowe.

“faza pierwsza”

to taki agresywny saper. enzymy (grupa zwana cytochromem P450) chwytają toksynę i nadgryzają ją, żeby ją przygotować do wyrzucenia. problem w tym, że w tym momencie powstaje coś gorszego niż na starcie – reaktywny, „naładowany" metabolit pośredni. to jak rozbrojenie bomby, które na sekundę odsłania zapalnik.. i właśnie ten zapalnik potrafi siać oksydacyjny pożar w komórce.

" faza druga”

to sprzątanie po saperze. i tu na scenę wchodzi glutation – łapie ten niebezpieczny metabolit, wiąże go i zamienia w coś nieszkodliwego, gotowego do wydalenia. czyli faza pierwsza odsłania zapalnik, a glutation w drugiej fazie go rozbraja.

i teraz sedno.. jeśli faza pierwsza pędzi na pełnych obrotach, a glutationu brakuje – produkujesz stertę groźnych związków, których nie masz czym unieszkodliwić. to najgorszy możliwy scenariusz.

" co nakręca fazę pierwszą (czasem za mocno):”

alkohol, dym papierosowy, niektóre leki, dużo kofeiny, dym z grilla i zanieczyszczenia. one wciskają gaz w tego sapera.

" co upośledza produkcję glutationu:”

brak budulca (o tym za chwilę), przewlekły stres i stan zapalny, które go zużywają szybciej niż powstaje, choroby wątroby obniżające produkcję enzymów syntetyzujących glutation, no i wiek – u osób starszych widać naprawdę głęboki niedobór glutationu. widzisz więc, jak łatwo tę równowagę rozstroić.

“skąd wątroba bierze glutation? z trzech cegiełek”

glutation to malutkie białko złożone z trzech aminokwasów – kwasu glutaminowego, cysteiny i glicyny. i tu najważniejsza rzecz praktyczna: „wąskim gardłem" całej produkcji jest dostępność cysteiny. to znaczy tyle – możesz jeść dużo białka ogólnie, ale jeśli brakuje konkretnie tego siarkowego aminokwasu, produkcja i tak stanie.

" i tu wchodzą jajka.”

żółtko i białko jaja to jedno z najlepszych, naturalnych źródeł cysteiny i siarki – dosłownie budulec dla glutationu. do tego mięso, ryby, drób, a z nabiału twaróg i sery.. to wszystko dostawcy siarkowych aminokwasów. jajka są tu takim niedocenionym bohaterem, o którym mało kto myśli w kontekście wątroby.

drugą cegiełkę – glicynę – znajdziesz w kolagenie, czyli w rosole gotowanym długo na kościach. babcina kuchnia spotyka biochemię.

" a co z suplementacją?

i tu ciekawostka poparta twardą nauką. zespół z Baylor College of Medicine wpadł na prosty pomysł – skoro glutation to glicyna + cysteina, to dajmy oba prekursory naraz. nazwali to GlyNAC (glicyna + N-acetylocysteina, czyli przyswajalna forma cysteiny). w badaniu z randomizacją u osób starszych GlyNAC podniósł poziom glutationu, obniżył stres oksydacyjny, poprawił pracę mitochondriów, a co dla wielu z Was najważniejsze – poprawił insulinowrażliwość i funkcję śródbłonka naczyń.

ale uczciwie – to nie jest cudowna pigułka dla każdego. NAC działa mocno głównie u osób z NISKIM wyjściowym poziomem glutationu, a u zdrowych z prawidłowym poziomem efekty bywają niespójne. czyli suplement ma sens tam, gdzie jest realny niedobór, a nie „na wszelki wypadek".

" żeby to miało ręce i nogi, pamiętaj o wsparciu:”

selen – bez niego enzym wykorzystujący glutation (peroksydaza glutationowa) pracuje na pół gwizdka. jeden–dwa orzechy brazylijskie dziennie i masz temat załatwiony.

witaminy z grupy B – wspierają szlak, z którego bierze się cysteina, a NAC dodatkowo obniża podwyższoną homocysteinę.

warzywa krzyżowe – brokuł, a zwłaszcza kiełki brokułu, brukselka, jarmuż. zawierają sulforafan, który włącza w komórce przełącznik o nazwie Nrf2.. a to on nakazuje wątrobie produkować WIĘCEJ glutationu. czyli nie tylko dostarczasz cegiełek, ale uczysz organizm, żeby sam budował więcej.

magnez i sen – bo synteza glutationu kosztuje energię, a regeneracja w nocy chroni twoje zapasy.

warto zadbać o fizjologię.. bo to wiedza, która daje wolność wyboru i realne narzędzia. nie musisz robić żadnego egzotycznego detoksu – wystarczy, że przestaniesz przeszkadzać wątrobie i dasz jej to, czego naprawdę potrzebuje. dbajcie o siebie.

Dr Jerzy Lewko

Adres

Ul. Sw. Rocha 7 M 13
Białystok
15-879

Telefon

+48604974985

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dr Jerzy Lewko umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Dr Jerzy Lewko:

Skróty

Udostępnij