23/08/2026
To dwa kuszące mechanizmy obronne : rola ofiary i tzw. korzyści wtórne z cierpienia.
Zdarza się, żę trwanie w nieszczęściu daje nieświadome, ale przemożne poczucie bezpieczeństwa. Przerzucenie odpowiedzialności na zewnątrz – na partnera, rodziców, szefa, los czy system – uwalnia od najtrudniejszego zadania: podjęcia ryzyka, zmiany i wzięcia steru własnego życia we własne ręce.
Dopóki uważamy, że wina leży po stronie zewnętrznych czynników, brak powodzenia nie jest porażką osobistą, lecz konsekwencją cudzych działań.
Dźwiganie cierpienia z przekonaniem o własnej racji daje też iluzję wyższości moralnej. "Ja jestem tydm dobrym/tą dobrą, a on/ona/oni tymi złymi, którzy mnie krzywdzą"
Jeśli przyznamy, że mamy wpływ na własne życie, musimy konfrontować się z konsekwencjami własnych wyborów i ewentualną porażką, za którą nikt inny już nie odpowie...
To może boleć. Tego możemy chcieć uniknąć.
Ale tylko podejmująć to ryzyko możemy dokonać autentycznej zmiany.