30/08/2026
NIEOBECNOŚĆ NA PEWNEJ SESJI ANALITYCZNEJ
„Pewnego popołudnia, w trzecim roku analizy pani T. spóźniła się na sesję, co było dla niej bardzo nietypowe. Gdy pacjent spóźnia się na sesję, ja uznaję, że zaczęła się ona o czasie, nawet jeśli pacjent (nieświadomie) „zdecydował”, że przez jakąś część tej godziny nie będzie go ze mną w gabinecie. Czekając na pacjenta, zazwyczaj „robię notatki z przebiegu”, notuję to, co moim zdaniem pojawia się na sesji.
W notatkach, które poczyniłem, czekając na panią T, zapisałem:
Gabinet uległ zniekształceniu, jakby coś rozpychało go od środka. Czy eksploduje? Utknęła w korku? Wypadek? Nie czuję niepokoju.
Trochę się niepokoję.
Bardzo się niepokoję.
Napięcie narastało we mnie i w sytuacji analitycznej, choć wtedy nie zdawałem sobie z tego w pełni sprawy (co znalazło wyraz w obrazie powiększającego się gabinetu i groźby eksplozji, a także w myśli o wypadku).”
/Ogden, 2022, s. 131/
NIEOBECNOŚĆ na sesji nie oznacza, że tej sesji NIE MA. Nie znaczy też, że terapia ulega przerwaniu lub zatrzymaniu. Można powiedzieć, że NIEOBECNOŚĆ to potencjalna OBECNOŚĆ. Doświadczanie BRAKU i jednocześnie oczekiwanie czyjejś OBECNOŚCI.
Według klasycznej teorii psychoanalitycznej nieobecność obiektu wywołuje stan frustracji oraz stymuluje rozwój myślenia i poznawania.
Stanowi ważny katalizator zmian.
Jak widać w otwierającym niniejszy tekst cytacie, analityk próbuje nadać znaczenie nieobecności pacjentki, która POJAWIA się w gabinecie. Nie wszyscy (jak Ogden) siedzą w fotelu do końca sesji i dumają czemu pacjenta nie ma. Nancy McWilliams ma gabinet w domu i wykorzystuje wolne okienka na prace domowe. Niektórzy zajmują się swoimi sprawami ale z założenia nie przyjmują innej osoby w czasie sesji danego pacjenta.
Setting analityczny może wydawać się sztywny i „nieżyciowy” ale w rzeczywistości tworzy silną ramę, której szczelność sprzyja zawieraniu różnych elementów świata wewnętrznego pacjenta, znajdujących wyraz w przestrzeni relacyjnej między nim a terapeutą. Zdaniem Ogdena chodzi tutaj zwłaszcza o te aspekty doświadczenia, które nie mogły być wcześniej z różnych względów przeżyte (wyśnione) czyli opracowane umysłem zdolnym do przetwarzania emocjonalnych treści.
Zbliżanie się do bolesnych uczuć jest nieprzyjemne. Bólu i cierpienia automatycznie unikamy. W terapii psychoanalitycznej stopniowo uczymy się, że to, co trudne można znosić i rozumieć oraz bezpiecznie włączać do naszego świadomego funkcjonowania.
BRAK, NIEOBECNOŚĆ czy PUSTKA bywają niezmiernie trudne do wytrzymania. Można więc próbować je usunąć za pomocą anulowania lub wypełniania. Np. kiedy pacjent opuści sesję, czasami chce ją przełożyć, odwołać lub nie płacić za nią. Terapeuta, który się na to godzi może być w pierwszym odruchu postrzegany jako wyrozumiały i „ludzki” a w drugim (nieświadomym) jako ten, który boi się konfrontacji z poczuciem winy, wściekłości i krzywdy pacjenta. W parze analitycznej tworzy się wówczas nieświadoma zmowa na temat tego, że „tu nie będziemy zajmować się TAKIMI uczuciami”. Prawdopodobnie zostaną one wtedy eksportowane na zewnątrz gabinetu, ewentualnie pacjent „ulokuje je” w terapeucie. Tylko, że pozorna ulga z odsunięcia od siebie nieprzyjemnych uczuć ustąpi miejsca smutkowi, że okazja do zajęcia się tak trudnymi uczuciami przepadła. Ten smutek może się nawet przerodzić w rozpacz i poczucie beznadziei, bo jeśli w tak intymnym emocjonalnie kontakcie jak terapia nie można przyjąć jakiejś części doświadczenia - to gdzie?
Może w ogóle nie ma na to szans?
To są bardzo zakłócające i dezorganizujące uczucia.
Ramy umowy w psychoanalizie są po to, by tworzyć poczucie ciągłości, stałości i przewidywalności. Aby budować nadzieję na przepracowanie trudnych, ciężkich, bolesnych i ciemnych zakamarków psychiki, które dają o sobie znać w postaci uciążliwych objawów. Dlatego nie kupujemy pojedynczych sesji terapeutycznych lecz umawiamy się na cały proces.
Wynajmujemy MIEJSCE nie tylko w gabinecie i grafiku analityka ale też w jego sercu i umyśle.
Wszystko, co wydarza się w terapii może zostać poddane opracowaniu, może również stanowić szansę na głębsze zrozumienie siebie, szczególnie w obszarze funkcjonowania relacyjnego.
Ten układ od samego początku nie jest równorzędny. Nawet Bion uznał analizę za spotkanie dwóch osób, w którym jedna boi się trochę mniej. To pacjent przychodzi do psychoterapeuty po pomoc i musi zaakceptować warunki w których ta pomoc będzie możliwa. Kiedy to robi - zyskuje miejsce, które jest tylko JEGO i którego nikt mu w jego czasie nie zajmie. To nie jest kwestia niezaradnego terapeuty, który nie potrafi sobie twórczo wypełnić luk w kalendarzu ale szacunku do umowy i przestrzeni, która może pomieścić różne sposoby bycia i ekspresji pacjenta, również te wyrażone poprzez NIEOBECNOŚĆ. Terapeuta może wziąć na siebie emocjonalne, czasowe i finansowe konsekwencje odwołanej i nieopłaconej sesji ale jest duże ryzyko, że je potem w jakiś nieświadomy sposób odreaguje na pacjencie. Wówczas tracimy szansę na to, aby te uczucia pojawiły się na sesji i zostały częścią doświadczenia pacjenta z którym potrafi sobie radzić. Nie tracąc przy tym relacji. To przecież ogromnie ważne i dobrze świadczy o takiej relacji jeśli wytrzymuje napór frustracji, krzywdy, żalu i winy.
„Zatem wydaje się kluczowe, aby pacjent mógł znaleźć obiekt, który - wierząc w to, że ciągłość będzie możliwa - potrafi „spotkać się” z przerwaniem, z pustką i spustoszeniem, a także wytrzymać lęk przed utratą, przed tym, co ostateczne i nieodwracalne (…).”
/Bergstein, 2019/2021, s. 144/
Jeśli mamy pomóc pacjentowi przywrócić go do pełni życia psychicznego, to bardzo potrzebna jest nasza obecność i gotowość przyjęcia komunikatu, który nam przekazuje. Ten przekaz mówi o czymś znaczącym, co potrzebuje znaleźć sposób na wyrażenie, opracowanie i zintegrowanie z wewnętrznym światem pacjenta.
W przytoczonym przez Ogdena fragmencie sesji nieobecność pacjentki i towarzyszące jej odczucia analityka ożywiły obraz przerażonego i zagubionego dziecka, zniknięcia oraz potrzeby obecności obiektu. Szczera rozmowa z pacjentką o tym, co wydarzyło się podczas jej nieobecności na sesji, niespodziewanie otworzyła drzwi do dziecięcych doświadczeń, na które wtedy nie miała ani słów, ani możliwości, by je przeżyć. Teraz, w bezpiecznej relacji, mogła po raz pierwszy zatrzymać się przy tym, co przez lata musiała głęboko chować w odmętach swojej nieświadomości.
Bo czasem dorosła część nas, potrzebuje wrócić do miejsca, w którym utknęła jako małe dziecko. Nie po to, by jeszcze raz cierpieć, ale żeby tym razem ktoś przy niej BYŁ. Nie tylko ciałem ale też przytomnym i responsywnym umysłem, zdolnym do znoszenia nieznośnych stanów emocjonalnych.
Źródła
*Bergstein, A. (2019/2021). Niezbadane rejony życia psychicznego. Wyprawy Wilfreda Biona i Donalda Meltzera. Przeł. M. Kaczorowska-Korzniakow, Warszawa, Oficyna Wydawnicza Fundament
*Ogden, T. H. (2022). Budzenie się do życia. W stronę nowej wrażliwości psychoanalitycznej. Przeł. D. Golec, Warszawa, Oficyna Wydawnicza Ingenium
Foto: źródło własne
Opracowanie
DBS